Reklama

Udział w „Tańcu z Gwiazdami” jest dla Pauliny Gałązki ogromnym wyzwaniem i niezwykłą przygodą. Aktorka przyznaje, że taniec nigdy nie był jej naturalną przestrzenią, dlatego treningi wymagają od niej intensywnej pracy i przełamywania własnych barier. W wywiadzie opowiada o stresie podczas prób i współpracy z Michałem Bartkiewiczem.

Paulina Gałązka o Tańcu z Gwiazdami. To usłyszała od Edwarda Miszczaka

Są wywiady, które powstają z czystej dziennikarskiej ciekawości. I są takie, które – paradoksalnie – okazują się najtrudniejsze, choć rozmówcę zna się od lat. Rozmowa z Pauliną Gałązką należy właśnie do tej drugiej kategorii. Przyjaźnimy się od dawna. Spędzamy razem wolny czas, dzwonimy do siebie. Czasem codziennie. I właśnie dlatego przygotowanie tego wywiadu było dla mnie zaskakująco trudne. Bo jak zadawać pytania komuś, z kim najważniejsze rozmowy już się wydarzyły? Publiczność zobaczyła ją w bardzo różnych odsłonach. Jako Emi w głośnych „Dziewczynach z Dubaju”, bohaterkę uwikłaną w świat luksusu, który szybko okazuje się tylko dekoracją skomplikowanych emocji. Jako Olę Majdzik w serialu „Klangor”, postać intensywną, niejednoznaczną, wpisaną w mroczną, duszną opowieść o rodzinnych tajemnicach. Psycholog Dominikę Grec w serialu „Na dobre i na złe”, gdzie w medycznej codzienności udało jej się stworzyć bohaterkę jednocześnie silną, wrażliwą i bardzo ludzką. I wreszcie jako Nastię w „Wojnie zastępczej”, tajemniczą rosyjską agentkę specjalną, którą rządzi chęć zemsty za śmierć bliskich. Dlatego ten wywiad jest dla mnie czymś więcej niż kolejną rozmową do magazynu VIVA! To próba spojrzenia na Paulinę tak, jak widzą ją widzowie…

– Twoja opowieść o studiach w szkole filmowej brzmi jak historia dojrzewania do pracy, a nie triumfu łatwego talentu. Czy dzisiaj, po latach, masz poczucie, że to właśnie tam nauczyłaś się najważniejszej rzeczy, że w sztuce wszystko zaczyna się od pracy?
Tak, chyba dokładnie tak było. W pewnym momencie bardzo wyraźnie zrozumiałam, że to nie będzie historia o kimś, komu wszystko przychodzi naturalnie. Raczej o kimś, kto musi wiele rzeczy wypracować. I paradoksalnie to było dla mnie bardzo uwalniające. Bo jeśli coś nie jest darem, tylko efektem pracy, to znaczy, że możesz nad tym pracować dalej. Dlatego, kiedy dziś wchodzę w nowe rzeczy, mam w sobie raczej ciekawość niż lęk. Nawet jeśli wiem, że na początku będę w nich bardzo niedoskonała.

TYLKO W VIVIE!: Nie zakochał się w aktorce. W Ewie Gawryluk zobaczył coś znacznie ważniejszego. Dziś są małżeństwem

– Czy dlatego przyjęłaś propozycję udziału w „Tańcu z Gwiazdami”? To zupełnie inna dziedzina, a przy tym ogromna ekspozycja i presja.
Dokładnie z tego powodu. Pomyślałam, że to jest kolejna droga, na której znowu trzeba będzie bardzo dużo pracować. Taniec nigdy nie był moją naturalną przestrzenią. W szkole filmowej zresztą miałam z rytmiki trójkę. Pamiętam, że prowadziła te zajęcia mama O.S.T.R. Była bardzo wymagająca i właściwie od początku dawała mi do zrozumienia, że nie jestem w tym najlepsza. Czasami nawet mówiła wprost, że jestem fatalna. I to nie było łatwe do przyjęcia. Ale z drugiej strony pomyślałam sobie, że może właśnie dlatego warto spróbować. Bo jeśli jest w człowieku jakaś gigantyczna bariera, to czasem dobrze jest ją po prostu przekroczyć. Ćwiczę z Michałem Bartkiewiczem i to jest naprawdę intensywny proces. On ma ogromną cierpliwość i bardzo spokojny sposób prowadzenia. A ja z kolei staram się nadrobić wszystko pracą. Czasem po prostu powtarzamy jeden fragment dziesiątki razy, aż ciało zacznie go rozumieć. To jest trochę jak nauka nowego języka: najpierw wszystko jest obce, nienaturalne, a potem nagle coś zaczyna się układać.

Paulina Gałązka, VIVA! 5/2026
Paulina Gałązka, VIVA! 5/2026 fot. JACEK DOMAŃSKI

– Był moment, kiedy naprawdę się przestraszyłaś?
Tak. Bardzo mocno. Pamiętam jeden dzień prób, kiedy nagle pojawił się na sali pan dyrektor Edward Miszczak. To był moment ogromnego stresu. Bo miałam w głowie taką myśl: On podjął decyzję, żeby mnie zaprosić do tego programu. I teraz ja powinnam pokazać, że to nie był strzał w kolano.

– Co wtedy zrobiłaś?
Starałam się po prostu zrobić wszystko najlepiej, jak potrafię. Choć oczywiście stres był ogromny. Po próbie pan dyrektor podszedł do mnie i powiedział coś, co bardzo zapamiętałam. Powiedział: „No, z tej Gałązki będzie jeszcze gałąź”.

– I co wtedy pomyślałaś?
Pomyślałam, że to jest dla mnie coś w rodzaju namaszczenia, poczułam ogromną ulgę. To było dla mnie bardzo ważne. Bo czasem człowiek naprawdę potrzebuje jednego zdania, które pozwoli mu uwierzyć, że ta droga, nawet jeśli jest trudna, jednak prowadzi gdzieś dalej.

Czytaj też: Najpierw złamane serce, potem wielka szansa. TYLKO VIVIE! Paulina Gałązka ujawnia zaskakujące kulisy artystycznej drogi. Ta jedna decyzja zmieniła wszystko

Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 12 marca.

Ewa Gawryluk-Domaniecka i Piotr Domaniecki, VIVA! 5/2026, okładka
Ewa Gawryluk-Domaniecka i Piotr Domaniecki, VIVA! 5/2026, okładka Krzysztof Opaliński
Reklama
Reklama
Reklama