Reklama

Dla widzów pozostawał niezapomnianym Nikodemem Dyzmą, Stanisławem Aniołem czy Olgierdem Jaroszem z „Czterech pancernych i psa”. Prywatnie był jednak człowiekiem znacznie bardziej skomplikowanym niż bohaterowie, których kreował na ekranie. Bliscy wspominali go jako osobę niezwykle emocjonalną, pełną sprzeczności i potrzebującą silnych uczuć. Miłość była dla niego nie tylko ważnym elementem życia, ale często siłą, która wyznaczała kierunek jego decyzji.

Roman Wilhelmi. Gwiazdor PRL, który żył równie intensywnie, jak grał

Roman Wilhelmi urodził się 6 czerwca 1936 roku w Poznaniu. Po ukończeniu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie szybko wyrósł na jednego z najbardziej charakterystycznych aktorów swojego pokolenia. Na ekranie potrafił być jednocześnie uwodzicielski, niebezpieczny, zabawny i tragiczny. To właśnie dzięki tej wszechstronności stworzył role, które do dziś pozostają częścią polskiego kulturowego kanonu.

Jednak sukces zawodowy był tylko jedną stroną jego życia. Drugą stanowiły relacje z kobietami. Wilhelmi od młodości cieszył się opinią mężczyzny, który lubił flirtować i nie ukrywał fascynacji płcią przeciwną. W środowisku artystycznym uchodził za osobę niezwykle towarzyską, pełną uroku i temperamentu. Z biegiem lat wokół jego życia uczuciowego narosło wiele historii, ale niemal wszystkie osoby, które znały go prywatnie, podkreślały jedno: nie był cynicznym zdobywcą kobiecych serc. Znacznie częściej działał pod wpływem emocji niż chłodnej kalkulacji.

Aktorzy Grażyna Barszczewska i Roman Wilhelmi w scenie z filmu "Kariera Nikodema Dyzmy" w reżyserii Jana Rybkowskiego i Marka Nowickiego. 04.1980.
Aktorzy Grażyna Barszczewska i Roman Wilhelmi w scenie z filmu "Kariera Nikodema Dyzmy" w reżyserii Jana Rybkowskiego i Marka Nowickiego. 04.1980. fot. /bpt/ PAP/CAF-archiwum

Jakim partnerem był Roman Wilhelmi? Między wielką namiętnością a potrzebą nieustannych emocji

Historie kobiet związanych z aktorem pokazują obraz partnera niezwykle zaangażowanego emocjonalnie. Kiedy się zakochiwał, robił to bez reszty. Potrafił zabiegać o uwagę ukochanej, imponować determinacją i sprawiać, że czuła się wyjątkowa.

Jednocześnie miał charakter, który często komplikował relacje. Nie znosił dystansu i źle radził sobie z odrzuceniem. Potrzebował bliskości, ale trudno było mu zaakceptować ograniczenia, jakie niesie stabilny związek. Z relacji jego bliskich wynika, że rutyna była czymś, przed czym instynktownie uciekał.

Jego druga żona Marika Kollar po latach wspominała w biografii aktora, że nawet podczas małżeństwa zdarzało mu się podrywać młode kobiety i składać im odważne deklaracje. Jak mówiła: „Notorycznie miał jakieś miłostki. Nawet kiedy byliśmy małżeństwem, podrywał młode dziewczęta i obiecywał im... małżeństwo, a potem w popłochu chował się przed nimi”. (cyt. za Onet.pl)

Wpływ na jego związki miały również problemy z alkoholem, o których po latach mówiły osoby z jego najbliższego otoczenia. Kolejne relacje przechodziły przez okresy wielkiego szczęścia, ale również kryzysy wynikające z jego nieobecności, pracy i coraz bardziej destrukcyjnego stylu życia.

Nie zmienia to jednak faktu, że kobiety, które były z nim związane, po latach rzadko mówiły o nim wyłącznie źle. Znacznie częściej wspominały człowieka niezwykle barwnego, który pozostawiał po sobie silne emocje.

Roman Wilhelmi.
Roman Wilhelmi. fot. PAP-Stefan Kraszewski

Dwie żony i życie między domem a pokusą. Czy Roman Wilhelmi potrafił być wierny?

Pierwszą żoną Romanа Wilhelmiego była Danuta Machalica, dziennikarka. Pobrali się w 1958 roku, gdy aktor dopiero rozpoczynał drogę do wielkiej kariery. Ich małżeństwo przetrwało dziewięć lat. Po rozstaniu Danuta wspominała, że z czasem coraz częściej wracał późno do domu, znikał bez wyjaśnienia i składał obietnice, których nie potrafił dotrzymać.

Drugą żoną aktora została węgierska tłumaczka Marika Kollar. Poznali się pod koniec lat 60. na Węgrzech. Dla ukochanego przeprowadziła się do Polski, a ich związek początkowo wydawał się spełnieniem marzeń. Doczekali się syna Rafała i przez pewien czas tworzyli szczęśliwą rodzinę.

Z czasem jednak problemy zaczęły narastać. Coraz więcej czasu pochłaniała aktorowi praca, a także życie towarzyskie. Marika Kollar po latach przyznawała, że ich wspólne życie stawało się coraz trudniejsze. Małżeństwo zakończyło się rozwodem w 1976 roku.

Iwona Bielska. Najgłośniejsza i najbardziej burzliwa miłość Romana Wilhelmiego

Jeśli jednak istnieje jedna historia miłosna, która najmocniej zapisała się w pamięci fanów aktora, jest nią relacja z Iwoną Bielską. Poznali się na początku lat 80., gdy młoda aktorka dopiero rozpoczynała zawodową drogę. Wilhelmi był już wtedy wielką gwiazdą.

Bielska po latach wspominała ich pierwsze spotkanie: „Wchodzę do stołówki i widzę, że w oddali siedzi z reżyserem niewysoki, śniady mężczyzna. Zobaczył mnie, wstał i tak został… Miałam 21 lat, byłam wtedy taka młoda i niedojrzała, choć naprawdę wyglądałam dość atrakcyjnie. Zakochał się”. (cyt. za Onet.pl)

Ich relacja bardzo szybko stała się intensywna. Wilhelmi zabiegał o nią z ogromną determinacją. Jak wspominała Bielska, początkowo próbowała się bronić przed romansem z żonatym aktorem, ale ostatecznie uległa jego staraniom. Sama po latach podsumowała to krótko: „Uwiedzenie mnie potraktował jak wyzwanie. Udało mu się.”

Iwona Bielska, serial "Adam i Ewa". 2000 – 2001
Iwona Bielska, serial "Adam i Ewa". 2000 – 2001 fot. Kotowski Leon / BEW NEWS

Po latach określiła ich relację jako „trudną miłość”. Wilhelmi chciał, by przeprowadziła się do Warszawy i podporządkowała życie ich związkowi. Ona nie była na to gotowa. Ostatecznie romans zakończył się po kilku latach.

Mimo rozstania Bielska zawsze mówiła o nim z dużą czułością. W jej wspomnieniach nie był wyłącznie sławnym aktorem ani uwodzicielem. Pozostał człowiekiem pełnym pasji, talentu i sprzeczności.

Roman Wilhelmi zmarł 3 listopada 1991 roku po chorobie nowotworowej. Miał 55 lat. Pozostawił po sobie nie tylko wybitne role, ale również historię życia prywatnego, która do dziś budzi zainteresowanie. Trudno sprowadzić ją do prostych ocen. Był człowiekiem kochającym intensywnie, czasem egoistycznie, często nieumiejącym zapanować nad własnymi emocjami. I właśnie dlatego pozostaje jedną z najbardziej fascynujących postaci w historii polskiego kina.

Roman Wilhelmi, 1982. Kadr z filmu "Odwet" w reżyserii Tomasza Zygadlo.
Roman Wilhelmi, 1982. Kadr z filmu "Odwet" w reżyserii Tomasza Zygadlo. fot. archiwum Filmu / Forum
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...