Z dnia na dzień stracił przyjaciela i imperium. Marcell Pustul o najciemniejszym rozdziale swojego życia – tylko w VIVIE
Z dnia na dzień stracił nie tylko biznesowego partnera, ale też przyjaciela i świat, który budował przez lata. Po tragicznej katastrofie samolotu imperium Marcella Pustula rozpadło się, a on sam musiał zmierzyć się z pustką, stratą i finansowym upadkiem. W szczerej rozmowie z Katarzyną Piątkowską dla VIVY projektant, który ubierał Beyoncé, Madonnę i Lady Gagę, opowiada o najciemniejszym rozdziale swojego życia i o tym, jak nauczył się zaczynać od nowa.

Kiedy w październiku 2022 roku dowiedział się o katastrofie samolotu u wybrzeży Kostaryki, w jednej chwili stracił bliskiego człowieka i poczucie bezpieczeństwa. Chwilę później zaczął tracić także firmę, którą budował przez lata. W rozmowie z Katarzyną Piątkowską dla VIVY wraca do tamtych wydarzeń i po raz pierwszy tak otwarcie mówi o cenie sukcesu, samotności i konieczności zaczynania od zera. Zanim jednak powstało modowe imperium z butikami w Berlinie i Los Angeles oraz marka kochana przez światowe gwiazdy, był chłopakiem z Michałkowic niedaleko Siemianowic Śląskich. To właśnie tam, podpatrując babcię i mamę szykującą się w niedzielę do wyjścia, narodziło się marzenie, które zaprowadziło go najpierw do Nowego Jorku, a później na czerwone dywany. Dziś buduje wszystko od nowa — już pod własnym nazwiskiem.
Od Michałkowic do Los Angeles – jak Marcell Pustul stracił wszystko i zaczyna od nowa. Wywiad VIVA!
– Jak 18-latek ze śląskiego miasteczka poradził sobie w Nowym Jorku?
Bardzo chciałem sam budować swoje życie, a tam miałem okazję. W końcu wyrwałem się spod opiekuńczych skrzydeł mojej rodziny, które tak naprawdę mnie zniewalały. Poczułem zew wolności i bardzo mi się to spodobało. Od razu zacząłem pracować. Rano, przed zajęciami w jednej z knajpek serwowałem śniadania, a wieczorami byłem kelnerem na eventach. Sprzątałem mieszkania bogaczy i odkładałem każdy grosz na opłacenie studiów i mieszkanie. Potem załapałem się jako visual merchandiser w Zarze i projektowałem wystawy, aż w końcu trafiłem do McQueena. Zaczynałem od najniższych stanowisk, ale mogłem podglądać, jak się robi wielką modę. Studiowałem modę, ale też PR i marketing. Uważam, że dobrze wykorzystałem swój moment.
– Nie chciałeś tam zostać po studiach?
Nie, bo te pięć lat w Stanach Zjednoczonych były dla mnie naprawdę ciężkie. Prowadziłem bardzo intensywne życie, wypełnione nauką i pracą. Wolałem wrócić do Europy, ale nie chciałem do Polski. Zawsze lubiłem Berlin i pomyślałem, że przeniosę się właśnie tam. Wtedy to było miasto, w którym życie nie było bardzo drogie, i czułem się tam dobrze. Ale zanim podjąłem ostateczną decyzję, zrobiłem rozeznanie, jak wygląda tam rynek modowy. Odkryłem, że nie ma zbyt wielu marek oferujących stroje na czerwone dywany, a ja umiałem je szyć. Najpierw pracowałem w mieszkaniu i szyłem na miarę. Pierwsze sukienki kupowały ode mnie moje koleżanki i koleżanki koleżanek. Później otworzyłem małą pracownię i butik.
– Aż w końcu zorganizowałeś pokaz podczas Berlińskiego Tygodnia Mody?
Wiadomo, że ciężko pracowałem, ale miałem szczęście do ludzi. Poznałem zwyciężczynię niemieckiego konkursu „Germany’s Next Topmodel” Stefanie Giesinger. Zaprzyjaźniliśmy się, ale co ważniejsze, spodobało jej się to, co robię. Zaczęła nosić moje projekty i pokazywać je na swoich profilach w social mediach. A miała wtedy ponad milion followersów. Wszystkie te dziewczyny, które ją obserwowały, zapragnęły nosić takie same ubrania jak ona, więc do mnie zaczęły ustawiać się kolejki. Wtedy też poznałem człowieka, któremu bardzo podobały się moje projekty. On sam miał sieć siłowni McFit, ale chciał zainwestować w modę. Wybrał mnie.
– Byłeś zaskoczony?
Gdy podszedł do mnie właśnie po pokazie na Fashion Weeku i powiedział, że chętnie zainwestuje w moją markę, pomyślałem: Koleś od siłowni mówi mi, że da mi pieniądze na rozwój marki. No jasne! Ale spotkaliśmy się, bo uznałem, że nie można tracić okazji. Zaproponował mi 20 milionów euro. Przeżyłem szok! To mi się nawet nie śniło. Byłbym niemądry, gdybym odrzucił taką ofertę. Ale wiesz, tak myślę, że ta sytuacja, ta nasza współpraca była dla mnie utratą wolności, z czego wtedy nie zdawałem sobie sprawy. Dzisiaj wiem, że nie mogę dać się osaczyć i pozwolić innym ludziom, by mną dyrygowali. Nie nadaję się do tego. Ale wtedy tego nie wiedziałem. Zgodziłem się na otwarcie wielkiego butiku w sercu Berlina. Pamiętam, że to on wybrał lokal i miejsce, a ja się tylko zdenerwowałem, że żeby wypełnić te kilkaset metrów, trzeba wyprodukować naprawdę dużo ubrań. On stwierdził, że on jest od inwestowania, a ja od projektowania. Sklep okazał się strzałem w dziesiątkę. Jakiś czas później otworzyliśmy kolejny butik na jednej z najbardziej prestiżowych ulic we Frankfurcie. Aż w końcu Niemcy okazały się dla nas za małe. Chcieliśmy więcej. Pomyślałem, że może pora wrócić do Stanów Zjednoczonych.

– Plan został zrealizowany.
Byliśmy pod tym względem do siebie bardzo podobni. Gdy wymyślaliśmy jakiś plan, natychmiast przystępowaliśmy do jego realizacji. Butik w Los Angeles otworzyliśmy na Melrose Avenue. Wynajęliśmy cały budynek.
– Czułeś, że los cały czas jest po Twojej stronie?
Myślałem raczej, że dostaję od niego kredyt, który będę musiał spłacić. I tym razem za wszelką cenę chciałem udowodnić, że zasługuję na tę szansę i dobrze ją wykorzystam. Okazuje się, że ja całe życie robiłem różne rzeczy, żeby coś udowodnić innym ludziom. Chyba w tym wszystkim było za mało mnie. Nie zarabiałem dużych pieniędzy, a naprawdę ciężko pracowałem. Nie chodziłem na urlop, bo z jednej strony na samą myśl o wolnym dniu wpadałem w panikę, a z drugiej uważałem, że po co mam gdzieś wyjeżdżać, skoro mieszkam w Los Angeles, mam ocean, basen, siłownię i słońce przez cały rok. Nie pomyślałem, żeby odpoczywać. W 2021 roku w kultowej willi Sheats-Goldstein Residence odbył się wielki pokaz za pół miliona dolarów, na którym pojawiła się kalifornijska śmietanka towarzyska, a ja nie umiałem się tym cieszyć.
– Dlaczego?
Miałem tak, że jak tylko kończyłem projektować kolekcję, już nie mogłem na nią patrzeć. Od razu musiałem zaczynać pracę nad kolejną. Chyba byłem przepracowany. Dzisiaj stawiam na zupełnie coś innego. Cieszę się każdą zaprojektowaną rzeczą, często wracam do tego, co już wcześniej wymyśliłem, tylko w trochę innej odsłonie. Wolę stworzyć dużo mniej, ale za to ponadczasowych rzeczy, na przykład w kilku wariantach kolorystycznych.
– Dochodzimy do momentu, który zmienił Twoje życie?
To był 21 października 2022 roku. Wtedy umarł mój partner biznesowy, a mój świat runął. Jego samolot, którym leciał z synem, partnerką i jej córką, i ze swoim asystentem, zaginął u wybrzeży Kostaryki. Kilka dni później odnaleziono tylko dwa ciała – jego i jego pięcioletniego syna. Straciłem bliskiego człowieka, a wraz z nim poczucie bezpieczeństwa. Nie wiedziałem, co będzie dalej, ale ja mam taką cechę, że najpierw przez trzy dni panikuję, a potem zabieram się do pracy. Tylko w tym wypadku było gorzej, bo musiałem czekać, aż rozstrzygnie się, kto odziedziczy firmę. Okazało się, że wszystko przypadło jego bratu, który pozbył się wszystkiego oprócz sieci siłowni. Chciałem być tylko projektantem, a znalazłem się w centrum dramatu życiowego, który mnie w sumie nie dotyczył.
– To wtedy okazało się, że musisz zacząć wszystko od nowa?
Tak, firma przepadła. Ale to nie był koniec świata. Tylko że pojawiły się kłopoty finansowe. Musiałem zlikwidować oszczędności. Sprzedałem wszystko, co miałem w garderobie: kultowe torby Goyard, Louis Vuitton, luksusowe zegarki, buty. Najpierw było mi tego wszystkiego szkoda, ale w końcu zrozumiałem, że to tylko rzeczy. A na dokładkę okazało się, że to było niezwykle oczyszczające doświadczenie. Zrozumiałem, że te rzeczy mnie nie definiują, bo bez nich jestem takim samym człowiekiem, jak z nimi.
[...]
Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 26 lutego.
ZOBACZ TAKŻE: „W trzy miesiące wygrałem pół miliona. Zostało 10 tysięcy”. Tylko w VIVIE Norbi o 17 latach życia w nałogu
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
