Wyśmiewali jej wybór studiów. Dziś stoi na czele jednego z najważniejszych miejsc w Polsce
To szczera i osobista rozmowa o pasji, która bywa niedoceniana, o stereotypach wokół historii sztuki i o kobiecej solidarności w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Marianna Otmianowska mówi nie tylko o zarządzaniu kulturą, lecz przede wszystkim o tym, jak sztuka realnie zmienia ludzkie życie.

To szczera i osobista rozmowa o pasji, która bywa niedoceniana, o stereotypach wokół historii sztuki i o kobiecej solidarności w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Marianna Otmianowska mówi nie tylko o zarządzaniu kulturą, lecz przede wszystkim o tym, jak sztuka realnie zmienia ludzkie życie.
Mówili, że historia sztuki to strata czasu. Dziś Marianna Otmianowska nie musi niczego udowadniać. Wywiad VIVA!
– Sztuka w Polsce ma się coraz lepiej?
Na szczęście tak. Świadczy o tym chociażby liczba zwiedzających Muzeum Łazienki Królewskie. W ciągu roku ogród odwiedza pięć milionów, a zabytkowe budynki ponad pół miliona osób rocznie i te statystyki z roku na rok są coraz wyższe.
– Coraz bardziej dostrzegamy jej terapeutyczną moc?
W 2023 roku zorganizowaliśmy pierwszą w Warszawie wystawę prac Fridy Kahlo. Choć środowisko kręciło nosem, bo Frida Kahlo jakoś im do Łazienek Królewskich nie przystawała, rozmawiając z jednym ze zwiedzających, dowiedziałam się, że zmieniła życie pewnej dziewczyny, która miała bardzo trudny okres w życiu. Po tym, co zobaczyła w Podchorążówce, zaczęła szukać kolorów wokół siebie. Wciąż mam dreszcze, gdy o tym myślę. Wiem też, że pewna osoba, która porusza się na wózku, kilkakrotnie odwiedzała wystawę, bo tak pozytywnie wpłynęła na jej postrzeganie świata.
– Sztuka może zmienić życie.
W Pałacu na Wyspie, w Sali Salomona prezentujemy prace współczesnego artysty Nicolasa Grospierre’a. Heliogramy wypełniają puste pola po zniszczonych w czasie II wojny światowej obrazach Marcella Bacciarellego. Pewna dziewczynka powiedziała mi, że one są „miękkie dla wzroku” i myślę, że to jest genialne określenie. Po prostu nasz wzrok, nasze głowy, potrzebują czegoś pięknego, inspirującego, spokojnego i delikatnego. Z każdej strony atakują nas przecież brutalne zdjęcia i filmy z wojen toczących się na świecie, wypadków, katastrof. Sztuka pozwala nam na chwilę od tego wszystkiego odetchnąć. Potrzebujemy jej, bo ona przywraca harmonię i pozwala się odprężyć. Ja, między innymi właśnie z powodu pragnienia obcowania z pięknem, poszłam na studia z historii sztuki.

– Ciekawa jestem, czy usłyszała Pani kiedyś, że te studia są bez sensu?
Nie raz. Dobrze znam stereotypowe pytania: Co ty będziesz po tym robić? Wystaw pilnować? Krzyżówki rozwiązywać? Co za nuda! Dostawałam wręcz wysypki od tych nieprzyjemnych i złośliwych komentarzy.
– Pani jest przykładem na to, że w historii sztuki można zrobić karierę, choć, jak sprawdziłam, w 2024 roku na 91 mężczyzn zajmujących stanowisko dyrektorów przypadało tylko 39 kobiet dyrektorek muzeów.
Nigdy nie reżyserowałam sobie kariery, to życie daje rozwiązania. To prawda, że w świecie muzealnictwa i historii sztuki jest mnóstwo dyrektorów, zastępców dyrektorów i w ogóle bardzo dużo mężczyzn na najwyższych stanowiskach naukowych i zarządzających. Ale kobiet też jest coraz więcej. Bardzo dobrze mi się współpracuje z jednymi i z drugimi, ale to, co szalenie sobie cenię we współpracy między kobietami, to wsparcie, jakie sobie dajemy w różnych obszarach. Potrafimy rozmawiać o wyzwaniach codziennego życia i wyzwaniach zawodowych. To jest bardzo cenne i nadaje dynamiki naszym relacjom w pracy. Wydaje mi się, że historia sztuki jest wyjątkową dziedziną pozwalającą łączyć nauki ścisłe z miękkimi kompetencjami, które w dzisiejszych czasach bardzo się liczą.
– Ścisłe przedmioty to raczej matematyka, fizyka, chemia.
Współpracuję na przykład z profesor Barbarą Wagner z Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego w obszarze konserwacji. Po raz kolejny zostałam zaproszona przez nią do udziału w konferencji technologicznej na temat analizy chemicznej w konserwacji dzieł sztuki. Uważam, że matematyce i innym naukom ścisłym bardzo blisko jest do historii sztuki. I nie tylko im. Kiedy po różnych poszukiwaniach postanowiłam pisać pracę doktorską w dyscyplinie nauk socjologicznych, poczułam połączenie pomiędzy historią sztuki a socjologią, potrzebą opisywania świata w zupełnie nowy sposób, który konkretyzuje, tłumaczy, opowiada i pozwala na negocjacje. Muszę jednak przyznać, że historia sztuki to nie były dla mnie studia pierwszego wyboru, a w ich trakcie dwa razy chciałam rzucić wszystko i iść na medycynę.
[...]
Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 26 lutego.
