Reklama

Wiesław Komasa od ponad pięciu dekad należy do grona najwybitniejszych polskich aktorów teatralnych. Laureat licznych nagród, pedagog Akademii Teatralnej i artysta, który wychował całe pokolenia aktorów, przez lata żył sceną i poezją. Tym większym zaskoczeniem okazało się dla niego doświadczenie ciężkiej choroby. Kiedy usłyszał diagnozę nowotworu krwi, teatr przestał mieć znaczenie. W centrum jego świata znaleźli się najbliżsi, a przede wszystkim żona Gina, która każdego dnia towarzyszyła mu w walce o powrót do zdrowia.

Wiesław Komasa przez miesiące walczył z nowotworem. „Przy Ginie pierwsze kroki stawiałem”. Wywiad VIVA!

[...]

– Pan zachorował bardzo poważnie.

Na szpiczaka. Dzięki ludziom, którzy byli wokół mnie, dzięki temu, że się za mnie modlili, czułem siłę, która nie była moją siłą. Pewnego razu zadzwonił Jan A.P. Kaczmarek, kompozytor i zdobywca Oscara, mój przyjaciel, który już sam wtedy ciężko chorował. Pyta, co słychać. Ja mu mówię, że mam nowotwór, szpiczaka. Okazało się, że jego kolega szkolny z Konina, profesor medycyny w Chicago, jest specjalistą w leczeniu tej choroby i pomógł pokierować moim leczeniem w Polsce.

Wiesław Komasa, Viva! 11/2026
Wiesław Komasa, Viva! 11/2026 Zdjęcia Bartek Wieczorek/visual crafters

– Najgorsze za Panem. Czy w trakcie choroby tęsknił Pan za teatrem?

Dziwna sprawa, że w czasie choroby nie dotknąłem jednej myśli o teatrze, jednego wiersza, poezji żadnej. To było nowością we mnie, bo wcześniej dzień bez poezji był dla mnie stratą. A wtedy… kompletnie nie miałem takiej potrzeby. Chorowałem pięć miesięcy. Długo leżałem, potem uczyłem się chodzić. Przy mojej żonie Ginie pierwsze kroki stawiałem. Gdy przechodziłem bardzo ciężką rehabilitację, nie miałem na nią ani siły, ani chęci. Ale jak patrzyłem na Ginę, jak ona walczy o mnie, to przełamywałem się i robiłem to.

– Wyciągnęła Pana z choroby.

Miała w tym ogromny udział. Ja popadłem w tej chorobie w taki dziwny stan, którego nie znałem do tej pory. To znaczy miałem stan wyciszenia swojego lęku. Jestem człowiekiem bardzo emocjonalnym i działam szalenie spontanicznie, a tutaj, w tej trudnej sytuacji zawładnęło mną opamiętanie.

Gina Komasa, Wiesław Komasa, Warszawa, 30.07.2014,
Gina Komasa, Wiesław Komasa, Warszawa, 30.07.2014, fot. Radoslaw NAWROCKI / Forum

– Te doświadczenia zmieniły Pana?

Tak, zmieniłem się. Jest we mnie samokontrola, jestem w rozmowie z moim organizmem cały czas. Jeżeli cokolwiek jakoś mnie zaboli, jestem na tym skoncentrowany. Ale znów podejmuję wyzwania aktorskie, robię monodramy, odbywam spotkania z publicznością, zagrałem z Anną Seniuk bajkę w „Teatrze Telewizji”. Myślę sobie, że Pan Bóg to jest największy Artysta, który ma wielkie poczucie humoru, życzliwość i miłosierdzie, żeby czekać na każdego połamanego wewnętrznie i zewnętrznie człowieka, w którym jeszcze tli się potrzeba nadziei. Ja nigdy nie miałem jakichś nadzwyczajnych ambicji i zawsze zaskoczony byłem tym, co mnie spotykało. Na przykład ten teatr Wiśniewskiego, przez który przyjechałem do Warszawy, z dnia na dzień się rozpadł. Zostałem bez pracy. Pewnego dnia zostałem z dziećmi w domu, bo Gina, która miała wtedy bardzo dużo odpowiedzialnej pracy, musiała być w studiu nagrań. Marysia wylądowała w szpitalu i musiała pilnie dostać kroplówkę. Ale ja nie miałem w dowodzie osobistym stempla, że jestem gdzieś zatrudniony. Takie to były czasy. Pobiegłem do Teatru Studio i błagałem, żeby mi na godzinę przybili pieczątkę. Przybili. Bardzo jestem tej osobie do dzisiaj wdzięczny.

[...]


Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od środy, 3 czerwca.

Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026 okładka
Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026 okładka Zdjęcia Zuza Krajewska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...