Reklama

Dwie torby, pusta kawalerka i cisza, która zmusza do zadania najważniejszych pytań. Tomasz Włosok stanął wtedy przed czymś więcej niż tylko decyzją o studiach. To był moment, który zdefiniował wszystko. W wywiadzie z Beatą Nowicką odsłania historię, która mogła potoczyć się zupełnie inaczej.

Tomasz Włosok wywiad z VIVĄ!: decyzja o aktorstwie i wyjazd do Krakowa

[...]

Stałeś kiedyś w życiu pod ścianą?

Trudnego wyboru? Jasne, kilka razy. O tym najtrudniejszym nie chciałbym rozmawiać, ale ważnym momentem było podjęcie decyzji o studiowaniu aktorstwa. W liceum nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Dni mi upływały na odbębnianiu rzeczy i spraw. Dryfowałem. Nie miałam żadnych planów na przyszłość. Kiedy pojawił się pomysł z aktorstwem, desperacko się go chwyciłem. W jakimś sensie chciałem uciec z domu, wyrwać się ze swojego otoczenia. Do Krakowa, na roczny kurs przygotowawczy w Larcie przyjechałem z dwiema torbami. Mama je zapakowała. W jednej miałem ubrania, w drugiej pościel. W wynajętej kawalerce była meblościanka z rozkładanym tapczanem. Usiadłem na nim, obok postawiłem obie torby i dwie godziny zastanawiałem się: Co teraz? Co dalej? Na czym właściwie polega ta samodzielność?

Kadr jak z filmu.

Jeden z najważniejszych kadrów w moim życiu, pamiętam go w szczegółach. Byłem totalnie zagubiony. W domu rytm ustawiała mama, ja adaptowałem się do schematu. Tu musiałem wszystko wymyślić na nowo. Na szczęście była szkoła. Zacząłem ostro zapieprzać i sprawiało mi to frajdę. Z domu wyniosłem przekonanie, że w życiu można coś osiągnąć wyłącznie ciężką pracą i poświęceniem. Odkryłem, że bardzo lubię ten mozół. Pierwszy raz poczułem, że mam cel. Odnalazłem sens życia i to było ekscytujące.

Po roku zdałeś do szkoły teatralnej. Najlepsze studenckie kadry?

Mam ich mnóstwo. Pierwsze spotkanie z ludźmi z roku, pierwsze wyjście na scenę i sprawdzanie swoich umiejętności. Pamiętam, jak Piotruś Nerlewski, mój najserdeczniejszy przyjaciel, z którym zresztą potem mieszkaliśmy razem, wychodzi na scenę, stawia stół, na nim krzesło i coś tam próbuje na wybranych tekstach. Studia to długa seria obrazów… Część nie nadaje się do opowiadania (śmiech).

CZYTAJ TEŻ: TYLKO W VIVIE! opowiedział o trudnej przeszłości. Tomasz Włosok o przełomie, który wszystko zmienił

Tomasz Włosok, Viva! 6/2026
Tomasz Włosok, Viva! 6/2026 Fot. Jacek Domański

Tomasz Włosok i historia, którą zapamięta na zawsze

Zaintrygowałeś mnie! Wybierz jedną historię.

Wigilia. Rozjeżdżaliśmy się do domów, więc wymyśliliśmy swoją wigilię studencką i nazwaliśmy ją „żygilią”. Adekwatnie do nazwy imprezowaliśmy ostro, w samych kąpielówkach. Boże, dlaczego ja ci to opowiadam (śmiech)? No, dobra… W pewnym momencie, już na dość zaawansowanym etapie zabawy stwierdziliśmy, że brakuje nam asortymentu i postanowiliśmy uzupełnić braki, udając się na stację benzynową. Akurat wtedy przygotowywaliśmy jakiś egzamin dell’arte z profesorem Fabisiakiem. Grudzień, zimno. Na kąpielówki zarzuciliśmy barokowe żupany i w klapkach na nogach pomaszerowaliśmy na stację. Zamiast telefonu, do dziś nie wiem dlaczego, Oskar wziął walkie-talkie. Już za rogiem straciliśmy zasięg i kontakt z bazą. Kupiliśmy, co trzeba, wychodzimy i nagle z okna sąsiedniego bloku słyszymy wołanie: „Eee, chłopaki, co tam macie? Chodźcie do nas!”. Żadnemu z nas nie zapaliła się czerwona lampka. Idziemy. Wchodzimy do jakiegoś mieszkania, a tam z 15 chłopa gra w „FIFĘ”. Zaprosili nas do grania, zaczęli wypytywać, co tu robimy, skąd jesteśmy. My śmiało, że z Warszawy. Zapadła cisza… Trafiliśmy na zagorzałych fanów Wisły Kraków. Poczuliśmy wrzut adrenaliny! W końcu jeden się odzywa: „Słuchajcie, Wojtek odprowadzi was do domu”. Zrozumieliśmy, że chcą sprawdzić, gdzie mieszkamy. Psim swędem, w klapkach i żupanach jakoś udało nam się uciec, schować i na szczęście nic się nie stało.

Naprawdę mieliście szczęście! Do Krakowa przyjechałeś z dwoma torbami. Akademię opuściłeś pełen marzeń?

Mocno zdeterminowany. Szkoła nauczyła mnie walki o siebie, to była cenna lekcja. Chciałem zaistnieć, chciałem zdobyć pracę. Zresztą praca do tej pory jest dla mnie piekielnie ważna, daje mi satysfakcję, poczucie celu. Nadal w jakimś sensie mnie definiuje, choć w mniejszym stopniu niż kiedyś. Lubię czuć się potrzebny. Mam świadomość, że uprawiam trudny zawód, w który wpisana jest pewna niesprawiedliwość. Możesz być fantastycznym aktorem, dawać z siebie wszystko, a to nie ty tworzysz filmy, spektakle, seriale. Możesz pójść na casting i czekać na telefon. Musisz mieć szczęście.

[...]

Rozmawiała: Beata Nowicka.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: TYLKO W VIVIE!. Córka Tomasza Włosoka „wzięła ślub” w przedszkolu… Jego reakcja mówi wszystko

Tomasz Włosok, Viva! 6/2026
Tomasz Włosok, Viva! 6/2026 Fot. Jacek Domański
Reklama
Reklama
Reklama