TYLKO W VIVIE!. Krzysztof Czeczot był na dnie i pożyczał pieniądze. Ten jeden moment zmienił wszystko
Krzysztof Czeczot odsłania kulisy swojej drogi. Od 18-letniego chłopaka bez pieniędzy, który wyjechał do Łodzi, po twórcę głośnych projektów i gwiazdę serialu „Porządny człowiek”. W szczerej rozmowie mówi o upokarzającej ciszy w karierze, przełomach i decyzjach, które na zawsze zmieniły jego życie.

Jego główna rola w serialu „Porządny człowiek” wbija w fotel. Jako gospodarz programu „Omnibus – szybcy i mądrzy” imponuje wiedzą i refleksem. Krzysztof Czeczot w rozmowie z Beatą Nowicką o swoich pierwszych olśnieniach, trudnych wyborach, patchworkowej rodzinie, którą stworzył z żoną Karoliną Gorczycą, oraz o… kolekcjonowaniu „nie”.
Przełom w życiu Krzysztofa Czeczota. Brak pieniędzy i decyzja o niezależności
[...]
Po maturze poczuł się Pan „panem świata”?
Raczej poczułem, że jestem gotowy wyruszyć w ten świat. Czułem się chłopakiem z małego miasta, który wie, że musi iść dalej, że potrzebuje więcej. W latach 90., w których dorastałem, nie było, rzecz jasna, social mediów – prywatnych telewizji, w których dziś możemy codziennie pokazywać siebie. Była ta tradycyjna telewizja i marzenie, żeby kiedyś znaleźć się po drugiej stronie ekranu. Pomyślałem, że aktorstwo jest zawodem, który daje widzialność. I że może być moją drogą. Rodzice byli sceptyczni, ale nie bombardowali tego pomysłu. Słyszałem: „Krzysiu, niedaleko jest bank, możesz mieć fajną pracę od ósmej do 15”. Ale kiedy z końcem września wyjeżdżałem do łódzkiej filmówki, mama dała mi na drogę reklamówkę z bigosem. Płakaliśmy oboje. Potem wsiadłem do taksówki i odjechałem na dworzec PKS, a stamtąd do Łodzi. To był piękny i trudny moment – 18-letni chłopak, bez kontaktów, właściwie bez pieniędzy, wyjeżdżał z domu po własne życie.
Czego nauczył się Pan na tych studiach?
Zawodu aktorskiego, to na pewno. Poza tym nauczyłem się, że każda opowieść ma swój czas, że nie wolno rezygnować, poddawać się. Byłem zawzięty, momentami bezczelnie uparty. Na studiach zrozumiałem też, że mam coś do zaproponowania w sztuce, w aktorstwie. Zadebiutowałem na trzecim roku w filmie „Głośniej od bomb”, a potem dostałem za nią główną nagrodę aktorską na festiwalu „Młodzi i Film” w Koszalinie. Potem przyszła główna nagroda na festiwalu studenckim w Łodzi. Pod koniec szkoły miałem kilka propozycji, ale profesor Jan Maciejowski poradził mi, żebym pojechał do Szczecina, do teatru Ani Augustynowicz. Powiedział: „Tam będzie pan grał i będzie się pan uczył”. To była dobra decyzja. Myślę jednak, że zostałem w Szczecinie trochę za długo. Najgorzej działa na mnie stagnacja.

Rodzina i projekty. Tak dziś Krzysztof Czeczot buduje swoje życie
Ale sięgnął Pan po dużą rolę w „Brzyduli”, świetną w „Domu złym”…
Tak, tylko że to ciągle były role drugoplanowe, a po dobrych latach przyszła cisza, telefon przestał dzwonić. Taka cisza potrafi człowieka upokorzyć. Musiałem pożyczać pieniądze na życie. Niemal 30-letni facet, który prosi o pomoc finansową, nie czuje się bohaterem własnej historii. Raczej kimś, komu grunt usuwa się spod nóg. I właśnie wtedy pomyślałem, że nie chcę tak żyć. Brak pieniędzy brutalnie, ale skutecznie popchnął mnie w stronę niezależności. Za honorarium z reklamy zbudowałem studio nagrań. Jak nie było propozycji aktorskich, rozwijałem biznes. To był pierwszy moment, kiedy naprawdę wziąłem ster we własne ręce, pierwszy przełom w moim życiu.
A kolejne?
Potem projekt „Biblia audio” – zrealizowanie jakościowego słuchowiska biblijnego, które dostępne jest aplikacji mobilnej w czterech językach – właśnie ruszamy z tym projektem globalnie. Kolejnym przełomem był drugi sezon „Brzyduli”, kręcony w pandemii. Siedziałem w hali, czekałem na zdjęcia i nagle pomyślałem: Co ja tu właściwie robię? Nie chciałem już odtwarzać postaci, z której wyrosłem. Zadzwoniłem wtedy do mojego serdecznego kolegi, scenarzysty Marka Modzelewskiego i powiedziałem: „Zróbmy »Porządnego człowieka«. Serial premium o poważnych sprawach dla poważnej stacji. Chcę pokazać, że potrafię zagrać skomplikowaną i dojrzałą rolę”. Zrobiliśmy to. Nic się nie wydarzy, dopóki nie weźmie się spraw w swoje ręce.
Też tak myślę. Pana rola w „Porządnym człowieku” jest świetna.
Dziękuję. Ta rola, cały proces powstawania serialu dla HBO Max zbudował we mnie przekonanie, że osiąganie celów, nawet tak trudnych, jest możliwe. Trzeba pamiętać, że jest to możliwe także dzięki wsparciu ogromnej grupy ludzi. Dziś, razem z Karolą, świadomie budujemy nasze środowisko pracy. Właśnie wracam ze spotkania, na którym rozmawialiśmy o produkcji filmu fabularnego. Ogromnym sukcesem są nasze dwa przedstawienia teatralne „Optymiści”, które gramy w całej Polsce. W moim życiu punkty zwrotne zawsze brały się z jednego uczucia – że mogę więcej.
[...]
Rozmawiała: Beata Nowicka.
Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 9 kwietnia.
