TYLKO W VIVIE!. Chciał zostać aktorem, ale podbił internet. Historia Adama Mirka, której nikt wcześniej nie poznał
Chciał zostać aktorem, a zrobił doktorat z inżynierii biomedycznej, a potem… został twórcą internetowym, napisał cztery książki dla dzieci, a na podstawie „Bebechów” powstaje serial animowany.

Adam Mirek, laureat plebiscytu VIVA! People Power! w kategorii Człowiek w sieci, opowiedział Katarzynie Piątkowskiej o samotności w laboratorium, podbijaniu social mediów, chęci zbawiania świata i swoich nieoczywistych wyborach.
TikTok umieścił Twoje konto na The Discovery List 2025, uznał Cię za jednego z najbardziej wpływowych i angażujących twórców na tej platformie.
Ten sukces bardzo mnie cieszy. I tego Adama z 2006 roku, który chciał zostać aktorem, i tego z 2014 roku, który po prostu chciał działać w internecie, ale nie wiedział jak, i tego z 2022 roku, który chciał obronić doktorat z wyróżnieniem.
Z tych trzech pragnień nie spełniłeś tylko jednego?
Niestety, nie zostałem aktorem.
Naprawdę chciałeś?
Z tego powodu przeprowadziłem się do Warszawy. Mam szczęście, że gdy szukałem swojej drogi, rodzice bardzo mi pomagali. Kiedy wymyśliłem, że chcę się nauczyć francuskiego, załatwili mi nauczyciela. Gdy postanowiłem, że będę zdawał do szkoły teatralnej, wysłali mnie do liceum do Warszawy. Pojechała ze mną babcia, żeby mnie pilnować i gotować. Pierwotnie miał ze mną przeprowadzić się tata, który już był na emeryturze, ale babcia przekonała rodziców, że powinni zostać razem.

Mimo zaangażowania babci aktorem jednak nie zostałeś.
I w sumie żałuję. Ale ja ciągle słyszałem: „Jesteś laureatem tylu konkursów – chemicznego, matematycznego, przyrodniczego – i chcesz zostać aktorem?”. I nie zostałem, ale gdy zdawałem na Politechnikę Warszawską, zastanawiałem się, czy to na pewno dobry wybór. Ale dzięki internetowi, programowi telewizyjnemu, pisaniu książek realizuję wszystkie moje wcześniejsze marzenia.
Zainteresowanie matematyką i chemią nie przekreśla jednak możliwości zostania aktorem.
Tylko że ja w liceum spotkałem osobę, która wpłynęła na to, jak potoczyła się moja kariera. To był nauczyciel języka polskiego, który odmówił mi przyjęcia do koła olimpijskiego. Wtedy byłem wściekły, bo powiedział, że skoro jestem w stanie ogarnąć przedmioty ścisłe, to na tym powinienem się skupić. Mogę sobie występować i pisać książki, a na poważnie zajmować się tym, w czym jestem najlepszy.
Marzyłeś też o napisaniu książki?
Ale nie popularnonaukowej dla dzieci (śmiech). A tych mam już na koncie cztery, bo właśnie ukazała się kolejna – „Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna”. Marzyłem, żeby zostać autorem powieści fantastycznej dla dorosłych. Okazuje się jednak, że z języka polskiego najbardziej lubię gramatykę i budowę zdań, bo to jest najbliższe matematyce. Za to pan od chemii udostępnił mi laboratorium.
Wysadziłeś coś?
Nie, ale razem z kolegą zrobiliśmy sztuczną krew i ją rozsmarowaliśmy w pracowni. A on nie wkurzył się na nas, tylko kazał nam powiedzieć, jaka zaszła reakcja i jak bezpiecznie możemy to posprzątać.
