To jej głosem mówi kultowa Pszczółka Maja. Ewa Złotowska zdradza, jak ta rola zmieniła jej życie. Mało kto spodziewał się takiego wyznania
Ewa Złotowska, niezapomniany głos „Pszczółki Mai”, wraca do swojej historii i mówi bez filtrów o cieniu kultowej roli oraz życiu na emeryturze. Żyje pełnią życia i nie zwalnia tempa.

Ewa Złotowska, aktorka, której głos na zawsze zapisał się w historii jako „Pszczółka Maja”, dziś mówi wprost o swoim życiu po zakończeniu kariery. W „Dzień dobry TVN” opowiedziała o codzienności pełnej pasji, zwierząt i wspomnień. Choć kultowa rola przyniosła jej ogromną rozpoznawalność, stała się też swoistą „szufladką”, z której – jak przyznaje – trudno się wydostać.
„Pszczółka Maja” i szufladka kariery Ewy Złotowskiej
Choć „Pszczółka Maja” to jedna z najbardziej ukochanych dobranocek pokoleń Polaków, dla Ewy Złotowskiej ta rola ma również drugie oblicze. Aktorka mówi o niej bez upiększeń – jako o „szufladce”, która zdominowała sposób, w jaki jest postrzegana.
Prowadzący postawił pytanie, które od lat unosi się nad jej karierą jak cień kultowej roli: czy głos „Pszczółki Mai” okazał się dla niej darem, czy raczej ciężarem, od którego trudno się uwolnić? Jak wyznała artystka, mimo że realizowała wiele innych projektów, nie tylko dubbingowych, to właśnie głos Mai stał się jej znakiem rozpoznawczym.
„Przekleństwo jest, że taka zrobiła się szufladka w moim życiu i nie mogę z niej wygramolić. Chociaż uważam, że robiłam dużo rzeczy nie tylko dubbingowych, ale też w działaniach aktorskich czy w reżyserii, było to - moim zdaniem o wartościowe i nie najgorzej zrobione, a ta Pszczółka mnie wciągnęła w szufladę i tak w niej siedzę”, opowiadała Ewa Złotowska w rozmowie z Dzień Dobry TVN.
Czytaj też: To ona nauczyła go miłości i zmieniła na lepsze. Bedoes zdradził prawdę o związku w nietypowy sposób

A jednak ta rozpoznawalność ma też swoje zaskakujące, czasem zabawne oblicze. Złotowska przywołała historię ze sklepu, gdzie została rozpoznana przez dziecko. Sytuacja zakończyła się żartobliwą, ostrą ripostą aktorki, która rozbawiła prowadzących programu.
„Nawet mi się udało wystraszyć takiego niewyżytego chłopczyka w kolejce, bo on rozrabiał w sklepie. Ludzie czekali w długim ogonie, a ten szczeniak tak rozrabiał! Pani się obejrzała i mówi: "Zobacz Jasiu, tutaj stoi pszczółka Maja". On tak na mnie popatrzył okiem złym i powiedział: "Ale ona nie ma skrzydełek!". Mogę się wyrazić? A ja powiedziałam do niego: "Ale mam żądło w d***e i jak się nie uspokoisz, to cię użądlę!”, relacjonowała Ewa Złotowska.
Aktorka opowiedziała też, jak trafiła do dubbingu. „Dubbing wybrał mnie”, przyznała. Początki tej drogi były dynamiczne. Już po pierwszej premierze w teatrze STS otrzymała propozycję udziału w „Szklanej niedzieli”. „To się zadziało bardzo szybko. Kiedy dostałam się do teatru STS, od razu na pierwszej mojej premierze, po premierze, zaproponowano mi udział w "Szklanej niedzieli". To był pierwszy polski serial rodzinny”, dodawała.
Czytaj też: Gwiazdor "Barw szczęścia" nagrodzony w Hollywood! Jego rola zachwyciła Amerykanów

Ewa Złotowska emerytura – jak dziś wygląda jej życie?
Ewa Złotowska nie pozostawia złudzeń – emerytura w jej przypadku nie oznacza stagnacji. Wręcz przeciwnie. Dziś życie aktorki to opowieść o bliskości natury i czułości wobec zwierząt. Aktorka z czułością mówi o swoim ogrodzie, który określa jako „piękny, wielki” – miejsce, w którym spędza dużo czasu.
Szczególne miejsce w jej codzienności zajmują jednak zwierzęta. Wspólnie z mężem, Markiem Frąckowiakiem stworzyła „rodzinę zastępczą” dla niechcianych czworonogów. Jak wyznała, mieli 16 sztuk – „przeurocze dzieci”, które stały się ich światem.
Dziś zostały już tylko dwa, ale wspomnienia tamtej niezwykłej, „kudłatej” rodziny wciąż są żywe. Aktorka podkreśla, że była to dla niej najwspanialsza forma bliskości i spełnienia. „Mój ulubiony poeta Julian Tuwim powiedział: "Trzeba mieć duży takt, by skończyć czwarty akt", więc ja uznałam, że będę taktowna. (...) Ja się nie nudzę! Ja mam ogród piękny, wielki, w którym grzebię. Mam zwierzęta — bo myśmy z mężem, kiedy żył marek jeszcze, stworzyliśmy taką rodzinę zastępczą dla zwierząt niechcianych. Takie "prywatne schronisko", rodzinę dla znalezionych kundlów bez ogona. Mieliśmy 16 sztuk, przeurocze dzieci. (...) To najwspanialsza rodzina, zostały mi niestety tylko dwa”, wyznała.
Występ w „Dzień dobry TVN” pokazał Ewę Złotowską w pełnym świetle – jako osobę szczerą, bezpośrednią i obdarzoną wyjątkowym poczuciem humoru. Jej anegdoty i spontaniczne reakcje zachwycają.
Gdy otrzymała bukiet kwiatów, nie straciła okazji do żartu, komentując: „Ojej, będę miała co zapylać!”. Ten dystans do siebie i świata wydaje się dziś jednym z jej największych atutów.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
