To córka postawiła ją pod ścianą. Dzięki niej Barbara Bursztynowicz zrobiła coś, na co nie miała odwagi przez 27 lat
Barbara Bursztynowicz przez niemal trzy dekady była jedną z twarzy „Klanu”. Decyzja o odejściu z serialu nie była jednak tylko zawodowym wyborem. W tle pojawiła się jej córka, Małgorzata, która odegrała kluczową rolę w tym przełomie. W najnowszym wywiadzie aktorka opowiada o relacji, która dojrzewała latami, o błędach, presji i momencie, w którym wszystko się zmieniło.

Za kulisami tej decyzji kryje się znacznie więcej niż zmęczenie rolą czy potrzeba zmiany. To historia relacji matki i córki, która nie zawsze była łatwa, ale ostatecznie stała się jednym z najważniejszych filarów w życiu aktorki. W podcaście "SuperMamy" Barbara Bursztynowicz po raz pierwszy tak otwarcie mówi o emocjach, które towarzyszyły jej przez lata.
Barbara Bursztynowicz o relacjach z córką. Kim jest Małgorzata?
Barbara Bursztynowicz przez lata uchodziła za osobę niezwykle zdyscyplinowaną i wymagającą – zarówno wobec siebie, jak i najbliższych. Te cechy odbiły się również na jej relacji z córką Małgorzatą, którą wychowywała razem z mężem, Jackiem Bursztynowiczem. Ich relacja nie od początku była łatwa, choć – jak dziś podkreśla aktorka – zawsze opierała się na silnej więzi.
Małgorzata Bursztynowicz wybrała własną drogę zawodową. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie i związała się z branżą kreatywną – zajmuje się scenografią, kostiumami oraz projektowaniem wnętrz. Choć nie poszła w ślady matki, pozostała blisko świata sztuki. Dziś ich relacja ma charakter partnerski, ale dojście do tego etapu wymagało czasu, rozmów i przewartościowań.
Barbara Bursztynowicz nie ukrywa, że przez lata ich relacja była pełna napięć. W podcaście "SuperMamy" powiedziała wprost: "Jak wyjeżdżałyśmy na wakacje, to wytrzymywałyśmy ze sobą trzy dni w zgodzie. Byłam bardziej wymagająca wobec świata niż ona wtedy".
Te słowa dobrze oddają klimat ich dawnych relacji – różnice charakterów, inne tempo życia i odmienne podejście do codzienności często prowadziły do konfliktów. Aktorka przyznała również, że potrzebowała czasu, by zrozumieć, że nie wszystko musi kontrolować. Dziś patrzy na tę relację zupełnie inaczej. "Teraz jest dorosła, to w ogóle się nie wtrącam" – mówiła, podkreślając, że nauczyła się odpuszczać i ufać córce. To właśnie ta zmiana podejścia stała się fundamentem ich obecnej bliskości.
- ZOBACZ TEŻ: Dawid Ogrodnik w roli... Michała Wiśniewskiego? Już dziś premiera głośnego spektaklu Teatru Telewizji!

Barbara Bursztynowicz odeszła z "Klanu" za sugestią córki. "Wiedziała, że stać mnie na więcej"
W rozmowie z Beatą Sadowską aktorka wróciła do momentów, które można nazwać przełomowymi. Barbara Bursztynowicz przez 27 lat była związana z serialem "Klan", co dawało jej stabilność, ale jednocześnie zamykało w pewnym schemacie. W pewnym momencie wszystko zaczęło się kumulować. W tym kontekście ogromne znaczenie miała jej córka, która nie bała się mówić rzeczy trudnych i stawiać granic. To właśnie ta szczerość miała być impulsem do zmian.
To właśnie w tym okresie zaczęła dostrzegać, jak bardzo była zapracowana i jak niewiele przestrzeni zostawiała sobie na inne aspekty życia – w tym relacje rodzinne. Rozmowy z córką oraz jej perspektywa pomogły jej spojrzeć na to wszystko z dystansem.
"Jej się podobało, że ja przekroczyłam pewną granicę, jej chyba też o to chodziło. To, że tkwiłam w jednym projekcie, też ją uwierało, bo ona wiedziała, że stać mnie na więcej. [...] To ona mnie właściwie namówiła, żeby odejść, bo kiedy się wahałam, a było tych kryzysów bardzo dużo, to zawsze pytałam Jacka [męża – przyp. red.]. Jacek mówił: "wiesz, to minie" itd., ale w którymś momencie miałam dosyć i powiedziałam: "słuchajcie, musimy wspólnie podjąć taką decyzję". Małgosia mówiła: "mamo, uciekaj, uciekaj stamtąd! To jest twoja ostatnia szansa" – mówiła.
Decyzja o odejściu z "Klanu" nie była więc nagła. To efekt długiego procesu, w którym ważną rolę odegrały emocje, doświadczenia i relacje – przede wszystkim ta najbliższa. Można powiedzieć, że to właśnie córka pomogła jej zrobić krok, na który sama przez lata nie miała odwagi.
