Reklama

Wywiad pokazuje Turkot jako aktorkę świadomą swojego warsztatu, ale też ceny, jaką płaci za autentyczność. Nie oddziela się od swoich bohaterek – przeciwnie, pozwala im w sobie wybrzmieć. To podejście sprawia, że jej role są tak intensywne, ale też głęboko obciążające.

„Nic nie jest za darmo” – cena ról w „Domu dobrym” i „Piekle kobiet”

Agata Turkot nie pozostawia złudzeń: „Nic nie jest za darmo, granie Gośki czy Heleny było momentami piekielnie trudne”. To zdanie spina doświadczenia z dwóch produkcji – filmu Wojciecha Smarzowskiego i serialu Anny Maliszewskiej.

W rozmowie z Joanną Wróżyńską aktorka podkreśla, że wejście w te role wymagało od niej głębokiego zanurzenia się w tematy przemocy i nierówności. „Dość intensywnie musiałam wejść w temat tego, na co świat kobietom przyzwala, a na co nie” – mówi, dodając, że była to dla niej „szokująca lekcja”.

„To było wstrząsające” – konfrontacja z rzeczywistością kobiet

Praca nad obiema rolami zmieniła jej sposób patrzenia na świat. Turkot przyznaje: „Uświadomiłam sobie, że jestem w bardzo uprzywilejowanej sytuacji, że w pewien sposób żyję w bezpiecznej bańce”.

To doświadczenie pogłębiło się przy pracy nad „Piekłem kobiet”. Aktorka mówi wprost: „Zdałam sobie sprawę, że minęło sto lat, a tkwimy niemal w tym samym punkcie”. W jej ocenie problemy, o których opowiada serial osadzony w latach 30., pozostają boleśnie aktualne.

Helena z „Piekła kobiet” – siła, sprzeczności i walka o niezależność

Turkot wyraźnie rozróżnia swoje bohaterki. Gośka jest dla niej figurą ofiary, natomiast Helena reprezentuje zupełnie inną energię. „Helena według mnie jest właśnie taką osobą, która z tej furtki skorzystała i idzie dalej” – tłumaczy.

Jednocześnie podkreśla, że to postać niejednoznaczna: „Helena nie jest krystalicznie czystą postacią, sama się sabotuje i kopie pod sobą dołki”. To właśnie ta złożoność była dla niej najbardziej interesująca aktorsko.

Aktorka dodaje też, że bohaterka funkcjonuje w systemie, który ją ogranicza: „Jeśli jest ofiarą, to systemu i patriarchatu, nie jednostki”. To przesunięcie akcentu z relacji jednostkowej na strukturalną pokazuje, jak szeroko Turkot patrzy na swoją rolę.

Zobacz też: Myśli o karierze poza granicami Polski. Jej marzeniem jest rola w filmie znanego reżysera

„Dla mnie najważniejsze są emocje” – metoda pracy, która obciąża

W wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” Turkot jasno określa swój sposób pracy: „Dla mnie w przygotowaniu do roli najważniejsze są emocje, a nie twarde dane”.

To oznacza konieczność pełnego zanurzenia się w postać. Aktorka przyznaje, że nie unika trudnych stanów, lecz świadomie je przepracowuje. Każda rola staje się więc osobistym doświadczeniem, a nie tylko zawodowym zadaniem.

„Jestem aktorką” – między sztuką a społecznym odbiorem

Choć jej role wywołują szeroką debatę, Turkot nie chce przyjmować roli aktywistki. „Ja jestem aktorką, chcę robić filmy i mogę próbować zmieniać ten mały świat dookoła mnie” – mówi w rozmowie z Joanną Wróżyńską.

Podkreśla też, że nie czuje się uprawniona do eksperckich wypowiedzi: „To by było nieuczciwe, gdybym stanęła (…) i zaczęła się mądrzyć”. Zamiast tego wybiera język emocji i sztuki.

Role, które zostają poza planem

Zarówno Gośka, jak i Helena nie kończą się dla niej wraz z ostatnim dniem zdjęciowym. Turkot wyraźnie pokazuje, że takie role zostają w aktorze na długo – jako doświadczenie, które trudno odłożyć.

Jej słowa: „jeśli chcesz, żeby coś do ciebie wróciło, najpierw musisz coś dać od siebie”, nabierają w tym kontekście szczególnego znaczenia. To nie tylko refleksja o zawodzie, ale podsumowanie ceny, jaką zapłaciła za role, które były – jak sama mówi – momentami piekłem.

ZOBACZ TEŻ: Zachwyciła w filmie „Dom dobry", teraz wraca z kolejną rolą. Agata Turkot pierwszy raz tak szczerze o kulisach popularności i wielkim sukcesie

Reklama
Reklama
Reklama