Pokochali się wbrew wszystkim, ale los ich nie oszczędzał. Historia Niemirskiej i Walczewskiego naznaczona była chorobą. „Niemal codziennie się z nim żegnałam”
Małgorzata Niemirska i Marek Walczewski stworzyli związek, który od początku budził emocje i kontrowersje. Ich uczucie narodziło się nagle, wymagało trudnych decyzji i kosztowało ich wiele, ale przetrwało próbę czasu, choroby i życiowych dramatów. To historia o miłości bez kompromisów, oddaniu i walce do samego końca.

Ona popularność zdobyła rolą Lidki z „Czterech Pancernych”. On – po 20 latach małżeństwa – zaczął tracić pamięć. Dla tej relacji oboje zostawili swoje poprzednie związki i choć przyszło im za to zapłacić wysoką cenę, nigdy nie żałowali swojej decyzji. Ich historia pokazuje, że prawdziwa miłość potrafi być silniejsza niż wszystko – nawet choroba i śmierć. W rocznicę urodzin Marka Walczewskiego wracamy do tej niezwykłej historii.
Małgorzata Niemirska i Marek Walczewski: historia miłości
Poznali się na planie spektaklu Teatru Telewizji „Desperaci”. Ona była jeszcze studentką, on – starszy o dekadę – pracował już na planie. To było natychmiastowe uczucie. Małgorzata Niemirska niemal od razu wiedziała, że jej dotychczasowy związek należy do przeszłości. Nie przypuszczała jednak, że Marek Walczewski również nie jest wolny.

Aktor był wówczas mężem aktorki Anny Polony. Ich relacja – jak sama po latach przyznała – nie była łatwa. Rywalizacja zawodowa odbijała się na życiu prywatnym: „Cieszyłam się z sukcesów Marka, ale byłam zazdrosna pod spodem. On cieszył się z moich sukcesów, ale był zazdrosny na zewnątrz, zły i złośliwy”.
Niemirska długo nie wiedziała, że jej ukochany ma żonę. „Prowadził tryb życia niewskazujący na to, że jest żonaty. Tego tematu nie było między nami. Ja o tym, że on jest żonaty i z kim, dowiedziałam się, kiedy już było za późno” – opowiadała w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Ich decyzja była szybka i bezkompromisowa. Po zaledwie dwóch miesiącach znajomości postanowili być razem na zawsze. Aby to było możliwe, musieli zakończyć swoje wcześniejsze małżeństwa – on z Anną Polony, ona z Andrzejem Makowieckim.
Ich wybór spotkał się z niezrozumieniem. Część znajomych odwróciła się od nich, nie akceptując sposobu, w jaki zbudowali swoją relację. Oni jednak byli pewni jednego – że chcą być razem, bez względu na wszystko.
„Patrząc z perspektywy na to, czym byliśmy dla siebie, nie mogliśmy postąpić inaczej. Są takie sytuacje w życiu, kiedy się działa jak laser, kiedy ma się siłę, która kruszy mury. Tak było w tej sprawie. Byliśmy dla siebie stworzeni” – wyznała Małgorzata Niemirska w wywiadzie dla „Wyborczej.pl”.

Małgorzata Niemirska i małżeństwo z Markiem Walczewskim
Ich ślub był skromny i niemal symboliczny. Marek Walczewski kupił za honoraria wartburga, którym pojechali na uroczystość. Na miejscu byli tylko oni i świadkowie. Nawet rodzice Niemirskiej dowiedzieli się o wszystkim dopiero po fakcie.
Zaczynali od niewielkiej kawalerki, ale nie miało to dla nich większego znaczenia. Najważniejsze było to, że byli razem.
„Ciepło i przytulnie jest wszędzie tam, gdzie jest Małgosia. Jest między nami coś, co przypomina uzależnienie. Chyba nie potrafimy już żyć oddzielnie” – mówił Marek Walczewski.
Wielu nie wierzyło w trwałość ich związku. Krytyka i nieżyczliwość towarzyszyły im przez lata. A jednak przetrwali wszystko – i byli razem przez 35 lat, aż do śmierci aktora.
Marzyli o dziecku, jednak los nie spełnił tego pragnienia.
„Marzyliśmy o dziecku... Przeżyłam szereg ciężkich zabiegów, ale na nic to się zdało. Ktoś tam rodzi szesnaste dziecko z kolei, nie chcąc ich mieć, a ktoś nie ma żadnego. Tak widocznie miało być” – mówiła Małgorzata Niemirska Donacie Subbotko z „Gazety Wyborczej”.
Ich szczęście nie było jednak wolne od trudnych momentów. Po około 20 latach małżeństwa zaczęły pojawiać się pierwsze niepokojące sygnały.

Marek Walczewski poważnie zachorował. Żona towarzyszyła mu do końca
Początkowo były to drobne rzeczy – zapomniane czynności, roztargnienie. Aktor bagatelizował objawy.
„Zaczęło się od drobiazgów: niezamkniętej szuflady, niezakręconego kranu. Obracał to w żart, bagatelizował” – wspominała Niemirska na łamach „Gazety Wyborczej”.
Przełomowy moment nastąpił w 1996 roku, kiedy podczas spektaklu telewizyjnego „Szkarłatna litera” zapomniał tekstu. Ostatecznie dopiero w 2000 roku, po groźnym wypadku samochodowym, zdecydował się na wizytę u lekarza. Diagnoza była jednoznaczna – choroba Alzheimera.
„Bronił się. Nie nazywaliśmy tej choroby. Mówiliśmy, że są zmiany w mózgu i trzeba brać lekarstwa. W końcu przestał odróżniać, gdzie co jest w domu. Jak już podpalił piwnicę, zalał kuchnię, spadł ze schodów, to zaczęło być groźnie” – wyznała Małgorzata Niemirska w wywiadzie dla „Wyborczej.pl”.
W 2004 roku zapadła jedna z najtrudniejszych decyzji – o umieszczeniu aktora w prywatnym domu opieki. Wymagał już całodobowej pomocy. Aby opłacić jego pobyt, Niemirska pracowała na kilka etatów.
„Jeżdżąc do niego przez pięć lat, niemal codziennie się z nim żegnałam. To było straszne - patrzeć, jak najukochańsza osoba traci rozum, jak z tym walczy, jak tego nie chce. Żeby tak całe życie grać i nagle przestać? Tak się z tym męczył, że jak do innych pacjentów przychodzili ludzie w odwiedziny, to myślał, że to publiczność...” – opowiadała.
Marek Walczewski zmarł 26 maja 2009 roku. Tuż przed odejściem spojrzał na ukochaną i powiedział, że jest piękna. To wspomnienie pozostało z Małgorzatą Niemirską na zawsze.
