Reklama

Był 1997 rok. Premierowe emisje w Zetce i RMF-ie, kontrakt podpisany bez czytania, PKS do Warszawy z reklamówką w ręku i nagły skok zarobków z kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Norbi wspomina w „VIVIE!”, że początkowo kasyno traktował jak niewinną rozrywkę po koncercie – darmowe drinki, blackjack za kilka złotych, śmiech do rana. Ale szybko pojawił się niedosyt i plan, by zagrać jeszcze raz. „Wchodziłem w hazard delikatnie” – przyznaje dziś. To był początek drogi, która na lata połączyła scenę koncertową z salą gier.

Od Fryderyka i „Kobiety są gorące” do pierwszej wizyty w kasynie. Jak zaczęło się uzależnienie Norbiego

Ja nigdy nie byłam w kasynie, Tobie kasyno niemal zrujnowało życie…

Wszystko jest dla ludzi: alkohol, herbatka, kawka, papierosy, wesołe miasteczko, hazard… Ale nie dla mnie. Rano jechałem do ciebie z Radomia i przypomniałem sobie, kiedy pierwszy raz przeszedłem obok kasyna. Był 1991 rok, zacząłem studia na Akademii Muzycznej w Gdańsku, przy ulicy Długi Targ z pompą otwarto kasyno: czerwony dywan, miejscowe elity, biznesmeni… Zdjęcia we wszystkich lokalnych gazetach. Pomyślałem wtedy, że to jest miejsce dla frajerów. Siedem lat później okazałem się takim frajerem. – Zacznijmy od początku. Jest 1996 rok. Pracuję w Radiu Olsztyn. Jestem rozrywkowym chłopakiem. Wszędzie mnie pełno. Występowanie, gadanie do ludzi, puszczanie muzyki to był mój żywioł. Dostawałem masę singli od kumpli, którzy pracowali w wytwórniach muzycznych, grałem je na antenie i ubarwiałem przemyśleniami. Uwielbiałem łazić po klubach nocnych w Olsztynie, wbijałem do znajomych DJ-ów: „Siemanko, Norbi, Radio Olsztyn specjalnie dla was!”. I grałem ludziom Jacksona czy hit „Don’t Speak” formacji No Doubt. Od maja do grudnia 1996 roku razem z Marcinem Wawrukiem ułożyliśmy 10 czy 12 numerów na mój pierwszy album „Samertajm”. Pytanie, gdzie to nagrać za darmo? Uderzyłem do Ryśka Szmita, który w Radiu Olsztyn kierował studiem nagrań. Powiedział: „Dobra, nagram ci demo. Poproś koleżanki i kolegów, żeby ci pośpiewali”. Super, zaj…e. Nagraliśmy. Do mojego kumpla Adama z wytwórni BMG wysłałem pocztą kasetę magnetofonową z tymi piosenkami. Dzwoni Adam i mówi: „BMG nie chciało, ale konkurencja, czyli PolyGram (dziś Universal – przypis redakcji) chętnie weźmie”. Przyjechałam do Warszawy PKS-em, z foliową reklamówką, gdzie miałem gacie na zmianę. Podpisałem kontrakt, którego nawet nie przeczytałem, i tym samym PKS-em, z tą samą reklamówką wróciłem do Olsztyna.

Zobacz też: Dorota Szelągowska po porodzie nie mogła patrzeć w lustro. "Długo siebie nienawidziłam"

Norbi, VIVA! 4/2026
Norbi, VIVA! 4/2026 fot. Dawid Grzelak

– No i się zaczęło!

W kwietniu ’97 pojechaliśmy do studia w Izabelinie nagrywać w profesjonalnych warunkach pierwszy singiel „Kobiety są gorące”. Szóstego czerwca Zetka puszcza ten kawałek premierowo. RMF FM to podchwyciło i poszło lawinowo. To był szał. Po kilku tygodniach z radiowca stałem się nagle gwiazdą pop. Z chłopaka, który zarabia 3–4 tysiące miesięcznie, nagle bum, zacząłem zarabiać po 20–40 tysięcy. Mówię po to, żeby ludzie zobaczyli, jaka to była skala. Strzał jak w amerykańskim filmie. Zaczęły do mnie dzwonić „Brava”, „Popcorny”, „Na żywo”… Dzieci zaczęły gonić mnie na ulicy, żeby Misiu Norbi dał im autograf. I wiesz co? Uwielbiałem to. Sam siebie słuchałem na stacjach benzynowych (śmiech).

– Miałeś 25 lat, kiedy za album „Samertajm” dostałeś Fryderyka. Byłeś już wtedy bywalcem kasyn?

Z Telewizji Polskiej dostałem propozycję poprowadzenia programu „Twoja gwiazda”. Nagrywaliśmy w Hotelu Marina w Jelitkowie, na dole było kasyno, wtedy symbol luksusu. Pewnego dnia po zdjęciach któryś z kumpli rzucił, żebyśmy tam wpadli. Drinki za darmo, czemu nie? Graliśmy w blackjacka, a kelnerka donosiła nam szklanki z Jackiem Daniel’sem. Obstawialiśmy po dwa, trzy, pięć złotych. W jeden wieczór wydaliśmy stówę. Mała strata, żadne pieniądze. Hi, hi, hi, ha, ha, ha… – bawiliśmy się przy tym na całego. No, czad! Tak było co wieczór. Wróciłem do Olsztyna i poczułem, że pomiędzy mną a kasynem coś kliknęło. Wróciłem tydzień później, przegrałem w blackjacka
dwa i pół tysiąca złotych, miesięcznie zarabiałem 40 tysięcy. Całą drogę do domu czułem ogromny niedosyt i obmyślałem plan.

– Plan, żeby znowu zagrać. To był ten punkt zwrotny?

Tak myślę. Pojechałem na koncert, znalazłem kasyno, zagrałem. Potem scenariusz się powtarzał. Wchodziłem w hazard delikatnie. To słowo celnie opisuje i alkoholika, i hazardzistę. Zagrałem delikatnie, napiłem się delikatnie… Na początku wszystko było „niewinne”. Przecież to tylko świetna zabawa! Kiedy gramy koncert, zawsze jest dużo stresu. Jedni ślą ci fuc…a, drudzy kochają. Po koncercie przychodził menedżer z grubym zwitkiem banknotów do podziału dla zespołu. Chowałem swoją dolę do kieszeni i jechałem do najbliższego kasyna. Znałem je na pamięć w każdym regionie Polski. W pierwszej fazie chodziłem z kumplami z zespołu. Oni w końcu odpuścili. Uprzedzając twoje pytanie – myślę, że w pewnym momencie zorientowali się, że przeginam pałę, ale co mieli zrobić? Co mieli powiedzieć dorosłemu facetowi? „Stary, nie graj”? „Dobrze, już nie będę. Jezu, jaki jestem głupi…!”. Takich rozmów – w zespole i rodzinie – przeprowadziłem setki. Rezultat znasz, bo przeczytałaś moją książkę.

[...]

Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 26 lutego.

ZOBACZ TAKŻE: „W trzy miesiące wygrałem pół miliona. Zostało 10 tysięcy”. Tylko w VIVIE Norbi o 17 latach życia w nałogu

Norbi, VIVA! 4/2026
fot. Dawid Grzelak
Reklama
Reklama
Reklama