Po sukcesie "Wodzireja" Jerzy Stuhr dostawał zaskakujące propozycje. Mógł na tym zarobić ogromne pieniądze
Jerzy Stuhr jako Lutek Danielak w "Wodzireju" stworzył jedną z najbardziej niepokojących i jednocześnie fascynujących postaci polskiego kina. Bohater, który bawi tłumy, a jednocześnie bez skrupułów manipuluje ludźmi, stał się symbolem epoki i mechanizmów kariery w PRL. Z okazji rocznicy urodzin aktora wracamy do tej roli – jej kulis, znaczenia i wspomnień samego Stuhra.

"Wodzirej" w reżyserii Feliksa Falka z 1977 roku to film, który na trwałe wpisał się w nurt kina moralnego niepokoju. Opowieść o prowincjonalnym konferansjerze marzącym o wielkiej karierze odsłania świat zależności, układów i cichej rywalizacji. Jerzy Stuhr nadał Lutkowi Danielakowi intensywność i autentyczność, które sprawiają, że do dziś trudno od niego oderwać wzrok.
"Wodzirej" Feliksa Falka. Gorzki portret kariery w realiach PRL
Film Feliksa Falka powstał w momencie, gdy polskie kino coraz odważniej zaczynało mówić o rzeczywistości. "Wodzirej" stał się jednym z najważniejszych głosów nurtu kina moralnego niepokoju – nie poprzez wielkie deklaracje, ale dzięki precyzyjnemu portretowi jednostki uwikłanej w system.
Lutek Danielak to bohater, który marzy o awansie i wyjściu z prowincji. Świat estrady, do którego aspiruje, okazuje się jednak przestrzenią pełną układów, zależności i cichej rywalizacji. Falk pokazuje, że sukces w tym świecie rzadko bywa efektem samego talentu – częściej wynika z determinacji, sprytu i gotowości do przekraczania granic.
To właśnie ta codzienność, pozbawiona patosu, czyni film tak przejmującym. Danielak nie jest wyjątkiem – jest jednym z wielu. I właśnie dlatego jego historia do dziś pozostaje aktualna.

Jerzy Stuhr jako Lutek Danielak: kreacja balansująca między urokiem a cynizmem
Jerzy Stuhr stworzył postać, której nie da się jednoznacznie ocenić. Lutek Danielak potrafi być czarujący, dowcipny i pełen scenicznej energii, by chwilę później odsłonić swoją bezwzględność i chłodną kalkulację.
Aktor gra tu całym ciałem – jego ruchy, sposób mówienia, rytm prowadzenia zabawy budują autentyczność, której nie da się podrobić. Widz ma wrażenie, że ogląda nie tyle kreację, co człowieka wyrwanego wprost z rzeczywistości lat 70.
To właśnie napięcie między urokiem a cynizmem sprawia, że rola Stuhra działa tak mocno. Danielak nie jest ani bohaterem, ani czarnym charakterem. Jest kimś pomiędzy – i to "pomiędzy" okazuje się najbardziej niepokojące.
Jerzy Stuhr o pracy nad "Wodzirejem"
Za siłą tej roli stoi coś więcej niż warsztat aktorski – stoi doświadczenie. Jerzy Stuhr miał za sobą epizod pracy estradowej, który okazał się bezcenny przy budowaniu postaci.
Jak wspominał w rozmowie z Onetem: "Musiałem dorabiać, żeby utrzymać się na drugich studiach, na których nie miałem już żadnych świadczeń. Pracowałem więc przez dwa lata jako pracownik estrady krakowskiej: konferansjerka, skecze, dowcipy, prowadzenie zabaw".
To właśnie dlatego czuł się w tej roli tak pewnie.
"Nie miałem żadnych obaw. Wręcz przeciwnie, wreszcie czułem się znawcą. Bo jak grałem Filipa Mosza w "Amatorze", to niewiele wiedziałem o zaopatrzeniu. A w "Bliźnie" musiałem rozmawiać z inżynierami petrochemii o BHP. To były trudniejsze zadania. A tu? Tu był mój żywioł” – mówił przed laty.
Proces pracy na planie również odbiegał od standardów: "Wypracowaliśmy ciekawą metodę pracy. Gdy przychodziliśmy do jakiegoś lokalu, czekali tam na nas statyści, z których część znała środowisko estradowe. I zawsze było tak, że ja najpierw musiałem tę publiczność rozruszać. [...] Zaczynałem program, oni ruszali powoli do zabawy i w pewnym momencie zapominali o kamerze, a wtedy wkraczał reżyser. Wszystko mieliśmy oczywiście wcześniej zaplanowane, a ja nie improwizowałem, lecz realizowałem program Feliksa, ale ten żywioł zabawy był już moją zasługą".

Po premierze "Wodzireja" okazało się, że rola Jerzego Stuhra zaczęła żyć własnym życiem. Widzowie nie tylko ją zapamiętali – wielu z nich potraktowało ją dosłownie.
Jak wspominał aktor: "Nie mogłem opędzić się od ofert prowadzenia zabaw, nie tylko w Polsce".
Reakcja Stuhra była jednak jednoznaczna. "Nie zamierzałem iść w tym kierunku i pytałem tych niedoszłych kontrahentów, czy oni naprawdę widzieli film i postać, którą grałem. Mówili, że widzieli i im to nie przeszkadza!" – opowiadał ze śmiechem.
Paradoks tej sytuacji mówi wiele o sile kina. Lutek Danielak był przecież postacią niejednoznaczną, momentami wręcz odpychającą. A jednak jego charyzma była tak sugestywna, że dla wielu widzów przysłoniła moralny wymiar historii. To właśnie w tym tkwi fenomen tej roli – nie daje się zamknąć w prostych interpretacjach. I może dlatego, mimo upływu lat, wciąż budzi emocje.
- SPRAWDŹ TEŻ: Romansował z celebrytkami, potem poślubił córkę polityka. Życie legendarnego sportowca PRL-u owiane było tajemnicą
