Reklama

Przez pierwsze lata życia towarzyszyły mu kamery. Dom Michała Wiśniewskiego i Mandaryny śledziły miliony widzów programu Jestem, jaki jestem, a ich syn dorastał w rzeczywistości, która dla większości Polaków była telewizyjnym widowiskiem. Dla niego była po prostu codziennością.

Dziś Xavier Wiśniewski nie chce już funkcjonować wyłącznie jako syn jednej z najsłynniejszych par polskiego show-biznesu. W rozmowie z Natalią Ziółkowską w programie „Nagi Kadr” opowiedział o własnych doświadczeniach, emocjach i drodze do odnalezienia siebie.

"To było dla mnie normalne dzieciństwo"

Choć wiele osób pamięta go jeszcze z telewizji, sam niewiele pamięta z czasu, gdy kamery były obecne w jego domu niemal bez przerwy.

„Ja trochę widzę to jak przez mgłę. Wszyscy zawsze mnie pytają, jak to było, a ja wtedy miałem rok czy dwa lata, więc szczerze mówiąc nawet nie pamiętam.”

Jeszcze bardziej zaskakuje to, jak wspomina relację swoich rodziców. Przyznaje, że nie pamięta ich jako pary.

„Ja też nawet nie pamiętam, żeby moi rodzice w ogóle byli razem. Dla mnie perspektywa rodziców była taka, że mam jednego, mam drugiego i oni są osobno”.

Rozstanie Michała Wiśniewskiego i Mandaryny nie było więc dla niego przełomowym wydarzeniem, lecz rzeczywistością, którą znał od zawsze.

„Ja nigdy nie miałem innej perspektywy, więc dla mnie to było normalne dzieciństwo, chociaż wiem, że dla wszystkich innych to nie było normalne”.

Michał Wiśniewski z synem Xavierem
Michał Wiśniewski z synem Xavierem ANDRZEJ ZABOROWSKI

Nazwisko otwierało rozmowy, ale nie ułatwiało życia

Z czasem coraz mocniej odczuwał, jak rozpoznawalni są jego rodzice. Wyjazdy, wakacje czy zwykłe wyjścia na miasto niemal zawsze kończyły się prośbami o wspólne zdjęcia.

Jak opowiada, podobnie wyglądało to nawet podczas niedawnej podróży z Michałem Wiśniewskim do Bangkoku.

„Non stop ktoś sobie z nim robił zdjęcia. To było dużo Polaków, ale już w pewnym momencie nawet Tajowie zaczęli robić sobie z nim zdjęcia.”

W szkole wiadomość o tym, kim są jego rodzice, szybko się rozchodziła. Na szczęście – jak wspomina – nie spotkały go poważniejsze nieprzyjemności.

„Jak ludzie się dowiadywali, to ja jakoś szybko potrafiłem to obrócić na tej zasadzie, że mam znanych rodziców, ale ja jestem całkiem normalny, więc możemy mieć normalną relację”.

Czytaj też: Rozwód Poli i Michała Wiśniewskich wkracza na kolejny poziom. Wiemy, co z podziałem majątku

"Ludzie myślą, że wszystko dostałem"

Jednym z największych stereotypów, z jakimi mierzy się do dziś, jest przekonanie, że słynne nazwisko zapewniło mu łatwy start.

„Ludziom się wydaje, że to wszystko, co mam w życiu, zawdzięczam przede wszystkim swoim rodzicom. Ja muszę sobie na wszystko też zapracować sam. Nikt mi nic nie da na tacy”.

Nie ukrywa również, że medialny obraz znanej rodziny często niewiele miał wspólnego z codziennością.

„To wyobrażenie, że rodzice byli gdzieś tam na szczycie i że to pewnie wszystko jest pozłacane... nie do końca”.

Najtrudniejsza walka rozgrywała się poza kamerami

Najbardziej poruszające fragmenty rozmowy dotyczą zdrowia psychicznego. Xavier po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o tym, jak trudno było mu przyjmować pomoc.

„Nawet odzywając się o pomoc do rodziców, czy do właśnie psychologa, czy do kogoś, to ja się sam trochę z tego później wycofywałem i czułem się źle, że pozwalam komuś zobaczyć mnie słabego i to zostanie trochę wykorzystane przeciwko mnie. Więc później się schowałem i już po prostu nikomu nic nie mówiłem za bardzo z tym, jak się czuję”.

Przez długi czas największym krytykiem był dla samego siebie.

„Ja widziałem w sobie wszystko, co niefajne, co cringe'owe, co po prostu nie ma absolutnie żadnej wartości”.

Dziś mówi już o terapii i pracy nad zmianą sposobu myślenia.

„Musiałem przede wszystkim pracować nad tym, żeby łapać się, w którym momencie moja głowa robi mi już psikusa. Pracuję nad tym na terapii, żeby po prostu trochę nie sabotować się”.

ZOBACZ TEŻ: Wiśniewski potwierdził związek z Mandaryną. Pola wskazała na jeden sporny szczegół

Muzyka pomogła mu odnaleźć własny głos

Nieprzypadkowo swoją przyszłość związał z muzyką. Jak przyznaje, to właśnie ona stała się miejscem, w którym nauczył się rozmawiać z samym sobą.

„Ja pod koniec dnia zawsze wracam do tego samego i to jest muza. Dobry instrumental jest w stanie wydobyć te myśli, skonfrontować się z nimi i sobie pogadać ze sobą”.

Jeszcze niedawno brakowało mu wiary we własne możliwości.

„Jeszcze w zeszłym roku miałem bardzo, bardzo zaburzoną pewność siebie i najchętniej to bym się gdzieś tam schował.”

Dziś patrzy na siebie zupełnie inaczej.

„Zrozumiałem, że mam coś do powiedzenia, coś, co jest ważne”.

"Cieszę się, że nie zrezygnowałem"

Na zakończenie rozmowy Xavier zostawił słowa, które najlepiej podsumowują jego obecną drogę.

„Cieszę się, że tu jestem. Cieszę się, że nie zrezygnowałem. Cieszę się z życia i z muzyki, i z walki o samego siebie”.

I dodał coś, co może wybrzmieć szczególnie mocno dla osób, które same zmagają się z trudniejszym momentem w życiu:

„Warto jest dbać o siebie, warto jest rozwijać zajawki i pozwolić sobie na to, żeby czuć. To, co czujesz, jest spoko. Niezależnie jakie jest, to znaczy, że żyjesz”.

Po latach życia pod cudzymi nagłówkami Xavier Wiśniewski coraz wyraźniej pisze własny. Nie opowiada już historii Michała Wiśniewskiego i Mandaryny. Opowiada historię człowieka, który uczy się być dla siebie największym sprzymierzeńcem.

CZYTAJ TEŻ: Pola Wiśniewska sugeruje, że Michał wrócił do Mandaryny. “Wiem od stycznia"

Marta Wiśniewska, Fabienne Wiśniewska, Xavier Wiśniewski, VIVA! 10/2025.
Marta Wiśniewska, Fabienne Wiśniewska, Xavier Wiśniewski, VIVA! 10/2025. Krzysztof Opaliński
Marta Wiśniewska, Fabienne Wiśniewska, Xavier Wiśniewski, VIVA! 10/2025.
Marta Wiśniewska, Fabienne Wiśniewska, Xavier Wiśniewski, VIVA! 10/2025. Fot. KRZYSZTOF OPALIŃSKI
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...