Pavarotti nie słuchał własnych nagrań i woził jedzenie w walizkach. Żona ujawnia, jak naprawdę wyglądało życie z legendą opery
Luciano Pavarotti był nie tylko „królem wysokiego C”, ale też bohaterem jednej z najbardziej komentowanych historii miłosnych świata muzyki. W wywiadzie dla „Twojego Stylu” jego żona Nicoletta Mantovani opowiada o życiu u boku artysty – pełnym namiętności, kontrowersji i codziennych rytuałów.

Luciano Pavarotti przez lata uchodził za symbol doskonałości w operze. Jednak jego życie prywatne – zwłaszcza relacja z Nicolettą Mantovani – było dalekie od scenicznej harmonii. Ich miłość, która narodziła się, gdy on był dojrzałym artystą, a ona młodą studentką, wywołała skandal i podzieliła opinię publiczną. Dla nich samych była jednak czymś znacznie więcej niż sensacją.
Pavarotti życie prywatne – miłość, która wywołała burzę
Ich historia zaczęła się jak scenariusz filmu. On – światowej sławy tenor, mąż i ojciec. Ona – 23-letnia dziewczyna, która przypadkiem trafiła do jego świata. Początkowo miała być tylko współpracownicą, szybko jednak stała się kimś znacznie ważniejszym.
Nicoletta Mantovani po latach przyznała, że nie planowała tej relacji, ale – jak mówiła – „to spotkanie musiało nam być przeznaczone”.
Kiedy ich związek ujrzał światło dzienne, wybuchł skandal. Różnica wieku, wcześniejsze małżeństwo Pavarottiego i jego wizerunek oddanego ojca sprawiły, że opinia publiczna nie szczędziła im krytyki. Padały ostre słowa, a ich relacja przez lata była pod lupą mediów.
Mimo to pozostali razem. Pavarotti nie ukrywał uczucia, a Nicoletta – mimo presji – trwała u jego boku. Ich miłość przetrwała wszystko: rozwód, chorobę i tragedie rodzinne.
Miłość silniejsza niż choroba i tragedia
Ich relacja została wystawiona na dramatyczną próbę, gdy Nicoletta usłyszała diagnozę stwardnienia rozsianego. W obliczu choroby próbowała się wycofać, ale Pavarotti nie pozwolił jej odejść. Jego słowa – że od tej chwili nie tylko ją kocha, ale wręcz uwielbia – stały się symbolem ich więzi.
Kilka lat później przeżyli kolejną tragedię – śmierć jednego z bliźniąt przy porodzie. Radość z narodzin córki Alice mieszała się z bólem straty.
To właśnie te doświadczenia pokazują, że ich historia nie była jedynie medialną sensacją, ale prawdziwą relacją, w której miłość musiała zmierzyć się z rzeczywistością.
Perfekcjonista, który nie znosił własnego głosu
Na scenie był perfekcyjny, poza nią – bezlitosny wobec siebie. W rozmowie dla „Twojego Stylu” Nicoletta Mantovani zdradziła:
„W każdym wykonaniu słyszał jakieś uchybienie”.
Choć publiczność go uwielbiała, on sam nie potrafił słuchać swoich nagrań. Zamiast cieszyć się sukcesem, skupiał się na tym, co można było zrobić lepiej.
To właśnie ta cecha sprawiła, że osiągnął tak wiele – ale też nigdy nie pozwoliła mu w pełni uwierzyć we własną doskonałość.
Sukces bez złudzeń
Pavarotti bił rekordy popularności, jego albumy sprzedawały się w milionach egzemplarzy, a koncerty przyciągały tłumy. A jednak zachował dystans – także wobec siebie.
Z właściwym sobie humorem mówił:
„Jeśli chcesz mi zrobić na złość, zaproś mnie na kolację i włącz moją muzykę. Natychmiast wyjdę!”.
To zdanie doskonale oddaje jego charakter – pełen sprzeczności, ale i autentyczności.
Walizki pełne jedzenia – Pavarotti i jego małe wielkie rytuały
Obok wielkiej miłości i wielkiej sztuki istniały też… wielkie walizki. Pavarotti słynął z tego, że w podróż zabierał dziesiątki bagaży, a wiele z nich wypełniało jedzenie.
Jak wspominała jego żona w wywiadzie dla „Twojego Stylu”:
„Wyjeżdżając, mówił, że musi zabrać Modenę ze sobą”.
Parmigiano reggiano, prosciutto, makaron czy ocet balsamiczny były nieodłączną częścią jego życia – nawet w najbardziej luksusowych miejscach świata.
Jedzenie było dla niego czymś więcej niż przyjemnością. Było sposobem na oswojenie świata, na zachowanie tożsamości i bliskości z domem.
„To właśnie jest dieta” – życie bez wyrzeczeń
Pavarotti nie ukrywał swojej miłości do jedzenia. Wręcz przeciwnie – traktował ją z przymrużeniem oka.
Jedna z anegdot mówi, że po obfitym posiłku i kilku porcjach lodów odsunął ostatnią i stwierdził: „To właśnie jest dieta”.
Ten humor i dystans były jego znakiem rozpoznawczym – podobnie jak umiejętność cieszenia się życiem bez ograniczeń.
Dom w Modenie – miejsce, gdzie był naprawdę sobą
Choć mógł mieszkać gdziekolwiek, zawsze wracał do Modeny. To tam stworzył przestrzeń, która była odbiciem jego osobowości.
Jak podkreślała Nicoletta Mantovani w „Twoim Stylu”:
„Luciano sam go projektował i nadzorował budowę w najmniejszych szczegółach”.
Dom był miejscem spotkań, muzyki i życia rodzinnego. Dziś jest muzeum, ale nadal czuć w nim ducha artysty.
Artysta, który nigdy nie przestał być dzieckiem
Pavarotti miał wiele pasji – malował, gotował, uczył. Jak mówiła jego żona:
„Malował w żywych, jaskrawych kolorach. (…) miał w sobie spontaniczność dziecka”.
Ta dziecięca radość życia była jego największą siłą – i być może tajemnicą jego niezwykłej charyzmy.
Czytaj też: Mieli być nierozerwalni, ale on zakochał się w innej. Historia Luciano Pavarottiego i Adui Veroni
Miłość, która przetrwała wszystko
Ich historia zakończyła się zbyt wcześnie – choroba odebrała Pavarottiemu szansę na długie życie u boku Nicoletty i ich córki.
A jednak to właśnie ona stała się strażniczką jego pamięci. Dziś prowadzi muzeum w Modenie i dba o to, by świat pamiętał nie tylko o artyście, ale też o człowieku.
Bo jak sam powiedział – w słowach przywołanych przez Nicolettę Mantovani w „Twoim Stylu”, chciałby być zapamiętany "jako ktoś, kto dawał ludziom szczęście”.
I dokładnie taki pozostał w pamięci – pełen pasji, miłości i niepowtarzalnego uroku życia.

