Reklama

Ma magnetyczny głos i ogromną wrażliwość. W najnowszym klipie biegnie w cudownym sycylijskim słońcu i śpiewa: „Biegnę, płynę, zdążam, lecę, już zadzieram kiecę i zatańczę znów na stole. (…) Młodsza już nie będę, lecz szczęśliwsza mogę być”. Renata Przemyk z okazji 60. urodzin zabiera Beatę Nowicką w podróż życia.

Renata Przemyk o czasach studenckich

[...]

Cezurą były studia?

Mama chciała wyrwać się z domu rodzinnego i wcześnie wyszła za mąż. Szybko się zorientowałam, że to nie jest droga do wolności. Chciałam mieć rodzinę, ale taką rozumiejącą pasje, talenty. Po mamie oceniłam, że lepiej się nie spieszyć. Nie wiedziałam, czego chcę, ale wiedziałam, czego nie chcę. Wykształcenie, zawód, praca i samodzielność. To najpierw. Potem reszta. Na Uniwersytecie Śląskim chłonęłam wszystko szeroko otwartymi oczami.

Nie dziwię się!

To był czas kompulsywnego czytania. W domu nie było książek poza encyklopedią ryb, bo tata interesował się wędkarstwem. Na studiach odkryłam Virginię Woolf i całe Bloomsbury, literaturę iberoamerykańską i drugi obieg. Kiedy przeczytałam „Sto lat samotności” Márqueza, pomyślałam: Czuję to. Potem „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Paragraf 22”, całego Whartona, Tolkiena i „Muminki”. Poczułam się u siebie. Zachłysnęłam się „Rzeźnią numer pięć” Vonneguta. Szukałam innych jego książek. Przyjeżdżałam wtedy na weekendy do domu, bo mama miała maszynę do szycia, a ja w celach zarobkowych szyłam koleżankom z akademika ubrania. Któregoś razu mama pracująca w zakładzie włókienniczym Velux mówi: „Jak chcesz, mogę zapytać w bibliotece zakładowej”. Mieli pięć książek! Mama założyła kartę biblioteczną i wypożyczyła całego Vonneguta jako pierwsza. Bibliotekarka nie kryła zdumienia (śmiech). Pracę magisterską pisałam o twórczości Kundery, musiałam uzyskać zgodę od rektora, bo w Polsce wydano tylko „Śmieszne miłości”. Po „Żarcie” Kundera musiał emigrować do Francji. W rodzinnym kraju wykreślono go z listy pisarzy i obywateli. Przestał być Czechem. Promotor pożyczał mi prywatne egzemplarze nielegalnie wydane. Poczułam to, jak jeden żart może zmienić całe życie.

CZYTAJ TEŻ: Usłyszała diagnozę i świat się zatrzymał. Joanna Górska pokonała chorobę. Dziś mówi o tym bez filtrów: "Rak będzie mi towarzyszył do końca życia"

Renata Przemyk, VIVA 7/2026
Renata Przemyk, VIVA 7/2026 Aleksandra Zaborowska

Renata Przemyk o dzieciństwie i domu rodzinnym

Jak weszłaś w świat muzyki?

Po pierwszym szoku poszłam za ciosem. Dowiedziałam się, że w Katowicach przy szkole muzycznej jest ognisko. Zapisałam się na gitarę i na skrzypce, jednocześnie pracując, studiując i jeżdżąc do Bielska w weekendy szyć ciuchy. Po pierwszym roku, w wakacje pojechałam do Ołomuńca zarabiać w fabryce przetworów. Długi czas potem nie jadłam niczego marynowanego w słoikach (śmiech). Kiedy wróciłam, okazało się, że mam sztywne dłonie. Uznałam, że nie pogodzę wszystkiego, nie nadrobię zaległości. Z wielkim żalem zostawiłam sobie tylko gitarę. Po skrzypcach został mi smyczek i dyplom pierwszej klasy. Skomponowałam kilka piosenek, ale byłam tak nieśmiała, że śpiewałam i grałam na imprezach w akademiku, dopiero gdy ekipa była już wystarczająco podpita i było im wszystko jedno, co słyszą. Któregoś dnia ktoś powiedział: „Wiesz, to jest niezłe. Jest taki festiwal studencki. Może byś pojechała do Ligoty na eliminacje?”. Przeszłam te eliminacje, w kolejnym roku było wyróżnienie, a w następnym wygrana. Gdy wchodziłam na scenę, otwierał się jakiś portal do magii. Spodobało mi się to. Na scenie byłam silna, wyraźna. Nagrałam pierwszą płytę, były kolejne koncerty, kolejne wygrane festiwale, nagrody. Sopot, Opole, mój przełomowy Jarocin. Bardzo chciałam skończyć studia. W mojej rodzinie byłam pierwszą osobą z tytułem magistra. Okupiłam to ciężką pracą i wyrzeczeniami, ale miałam satysfakcję. I dyplom. Bo nigdy nie wiadomo co potem.

Mówiłaś, że wśród bliskich czułaś się obca?

W liceum przeczytałam „Cudzoziemkę” Kuncewiczowej i pomyślałam, że to jest o mojej mamie spod Lwowa. I o mnie też. Nigdzie u siebie. Z nikim nie czułam głębokiej więzi, polegającej na wzajemnym zrozumieniu. Od kiedy pamiętam, wszędzie czułam się obca, w domu też. Rodzice byli pokoleniem wojennym, rocznik 1940 i 1941. Uczono ich, jak przetrwać. Wyrazem miłości było karmienie i dbanie, żeby rodzina miała wszystko, czego potrzebuje do przeżycia. Nikt nikogo nie przytulał, nie mówił, że kocha. Dzieci musiały być samodzielne i twarde. I były. Wszystko umiałam: gotować, peklować, szyć, cerować. Obcinałam włosy bratu. Namalowałam młodszemu pięść na koszulce. Ćwiczyłam karate. Bardzo chciałam być silna.

Jesteś niesamowita!

Niestety to samosiowanie odbijało mi się czkawką. Nie umiałam nie być sama. Długo nie umiałam prosić o pomoc. Nie umiałam podziękować za komplement, za prezent. Środowisko studenckie, w które weszłam, też nie od razu było moje. Tam też byłam inna. Nie tak elokwentna i wygadana jak koleżanki. Nigdy nie zapomnę, jak po świętach wróciłam do akademika i koleżanka przytuliła mnie na powitanie: „Jezu, jak fajnie cię widzieć”. Stałam sztywno jak sopel lodu, zastanawiając się, co się dzieje… Sprawdzałam to potem na rodzinie. Kiedy po raz pierwszy przytuliłam mamę, zareagowała identycznie. Tato i bracia również. Nikt nic nie powiedział. Nie umieliśmy rozmawiać o emocjach, ale czułam, jak oni topnieją przy kolejnych razach. Moja nadwrażliwość była mi bardziej kulą u nogi niż pomocą. Wszystko analizowałam i przeżywałam stukrotnie. Nie umiałam mówić, więc pisałam wiersze i śpiewałam. Płyta „Vera to ja” jest symbolicznym dotarciem do etapu, kiedy w końcu zaakceptowałam całą siebie, swoje ciało. Mając sześć dych na karku, bardziej lubię siebie, niż kiedy miałam 20 lat. Paradoks! Dziś patrzę na swoje zdjęcia z młodości z czułością: byłam ładna, zgrabna, niczego mi nie brakowało. Ale dla mnie wszystko wtedy było nie tak, nie dość. Muzyka była jedyną twierdzą, w której czułam się naprawdę dobrze. I bezpiecznie.

[...]

Rozmawiała: Beata Nowicka

Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 9 kwietnia.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Walczy o powrót do zdrowia. Koleżanka przekazała nowe wieści w sprawie Hanny Bieluszko. Czeka ją kolejne wyzwanie

Mikołaj Bagi Bagiński, VIVA 7/2026, okładka
Mikołaj Bagi Bagiński, VIVA 7/2026, okładka Bartek Wieczorek/Visual Crafters
Reklama
Reklama
Reklama