Nie idealizuje bycia mamą. Weronika Książkiewicz szczerze o wyrzeczeniach i egoizmie
Weronika Książkiewicz uchyliła drzwi do świata, o którym zwykle milczy. W najnowszym wywiadzie opowiedziała o macierzyństwie bez lukru. Padają słowa o wyrzeczeniach, ogromnej odpowiedzialności i relacji, której „aż trudno opisać słowami”. Co naprawdę kryje się za jej wyznaniem?

Weronika Książkiewicz rzadko mówi o swoim życiu prywatnym tak otwarcie. Tym razem jednak zrobiła wyjątek. W szczerej rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady wróciła do momentu, który na zawsze odmienił jej życie. W styczniu 2010 r. została mamą. I choć wiele osób mówi o macierzyństwie jak o najpiękniejszym doświadczeniu, ona patrzy na nie znacznie bardziej wielowymiarowo.
Weronika Książkiewicz szczerze o macierzyństwie
Aktorka podkreśla, że nie jest zwolenniczką lukrowania rzeczywistości. Jej zdaniem mówienie o byciu mamą wyłącznie w kategoriach wzniosłości i spełnienia to tylko część prawdy. „Trzeba pamiętać, że łączy się ono z wieloma wyrzeczeniami i ogromną odpowiedzialnością. Sprowadzamy na ten świat człowieka i w dużej mierze to od nas zależy, na kogo wyrośnie. Staram się wychowywać mojego syna nie poprzez dawania rad, tylko przykładu. To trudne. Nie zawsze mi to wychodzi. Czasem mam ochotę zrobić coś głupiego, a czasem po prostu to robię. I potem natychmiast zostaję z tego rozliczona przez Borysa", mówi wprost.
Dziś jej syn Borys jest dla niej najważniejszą osobą na świecie.„To najbliższy mi człowiek na ziemi. Aż trudno opisać mi to słowami. Łączy nas niesamowita bliskość", wyznaje. Jednocześnie zaznacza, że choć widzi w nim swoje odbicie, ma pełną świadomość jego odrębności. „Z jednej strony zdaję sobie sprawę z tego, że Borys jest moim przedłużeniem, z drugiej — wiem, że jest zupełnie innym niż ja człowiekiem i nie oczekuję od niego, że będzie taki jak ja", podkreśla.

Weronika Książkiewicz nie ukrywa również, że macierzyństwo stało się dla niej lekcją pokory. Kiedyś sama o sobie mówiła, że była ogromną egoistką. Dorastała z młodszą siostrą, ale przez siedem lat była jedynaczką. „Mam młodszą siostrę, ale przez siedem lat byłam jedynaczką. Myślę, że zostałam trochę rozpuszczona i przez to bardzo skupiałam się na sobie. I w sumie nadal się skupiam, o czym powiedziałam ci na początku naszej rozmowy", wspomina. Dziś patrzy na siebie inaczej. „Kiedyś wydawało mi się, że jestem idealną, skończoną wersją siebie. Dziś mam świadomość, że mam w sobie jeszcze sporo do odkrycia, ale też naprawienia. I na tym się skupiam — na odkrywaniu lepszej wersji siebie. Macierzyństwo z pewnością mi w tym pomaga", przyznaje.
Kariera czy dziecko? Weronika Książkiewicz o wyborach
Aktorka stanowczo sprzeciwia się też określeniu „samotne macierzyństwo”, którym bywała nazywana w mediach. „Wielokrotnie byłam nazywana w mediach "samotną matką", choć nigdy się nią nie czułam. Są kobiety, które urodziły dziecko, są zupełnie samotne i trafiają do domów samotnych matek. Zresztą kiedyś współpracowałam z takimi placówkami", zaznacza. Jak tłumaczy, od początku była otoczona wsparciem najbliższych. W wychowaniu Borysa pomagali jej bliscy: pięć cioć, babcia, dziadek, prababcia i pradziadek. „Zawsze mieszkaliśmy w ciepłym domu i mieliśmy za co żyć. Niezależnie od tego, co działo się w moim życiu, czułam się uprzywilejowana", mówi z wdzięcznością.
Choć wiele kobiet staje przed dramatycznym wyborem: dziecko czy kariera, ona nie miała takiego poczucia. „Nie miałam takiego poczucia. Zawsze wybierałam to, co w danym momencie było dla nas najlepsze", podkreśla. Wiedziała, że może liczyć na pomoc bliskich, nawet gdy pracowała na planie.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Miał 56 lat, gdy po raz pierwszy został ojcem. Dla syna Ryszard Kalisz zrezygnował z dawnego życia
