„Nie chcę się godzić”. Historia syna, który próbuje wyjść z rodzinnego imperium
Rodzinne konflikty zawsze bolą, ale gdy rozgrywają się w cieniu fleszy, stają się globalnym widowiskiem. Spór między Brooklynem Beckhamem a jego słynnymi rodzicami pokazuje, jak trudno budować własną tożsamość, gdy od dziecka żyje się pod nieustanną presją nazwiska, oczekiwań i mediów.

Konflikty dzieci z rodzicami od zawsze budzą emocje. Zostaliśmy wychowani w duchu przykazania: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Rodzinna więź, lojalność, bliskość uchodzą za wartości niemal nienaruszalne. Ich zerwanie, odcinanie się od rodziny bywa postrzegane jak zdrada i złamanie niewidzialnej pieczęci. Gdy spór rozgrywa się w rodzinie sławnej, żyjącej pod lupą mediów i milionów obserwatorów, prywatny dramat zmienia się w globalną sagę. Psychoterapeuta gwiazd Jonathan Alpert w rozmowie z magazynem „People” zauważył, że dzieci znanych ludzi często dorastają bez tego, co dla innych jest oczywiste – emocjonalnej prywatności. Presja porównań, oczekiwań i komentarzy może prowadzić do ciągłego lęku przed rozczarowaniem innych. A budowanie własnej tożsamości w cieniu wielkiego nazwiska to droga trudna i wyboista. Tym bardziej że o dzieciach znanych ludzi mówi się często, że mają wszystko: nazwisko, majątek, sławę. Naprawdę wszystko?
Beckham kontra Beckham
Jeszcze kilka lat temu Brooklyn Beckham był idealnym bohaterem rodzinnego albumu. Najstarszy, 26-letni dziś syn Davida i Victorii, obecny na pokazach mody, meczach, okładkach magazynów i w kampaniach reklamowych. Naturalny spadkobierca imperium Beckhamów. Ale dorosłość przyniosła coś, czego nikt nie przewidział – bunt przeciwko własnej rodzinie. Brooklyn szukał własnej drogi, próbował fotografii, modelingu, gotowania, biznesu. Każdy jego ruch był komentowany, porównywany, oceniany przez pryzmat wielkich sukcesów Victorii i Davida Beckhamów.
Prawdziwym punktem zapalnym okazał się związek z aktorką Nicolą Peltz. Ich ślub w 2022 roku zamiast stać się świętem rodzinnej jedności, stał się polem medialnej bitwy. Plotki o napięciach między Nicolą a Victorią Beckham, o sukni ślubnej, o pierwszym tańcu, który Victoria miała „ukraść” Nicoli i zachowywać się w nim „niestosownie”, błyskawicznie obiegły cały świat. A ostatnio padły zdania, które zabrzmiały jak otwarte zerwanie. Brooklyn oskarżył rodzinę o wszystko: nadmierną kontrolę, skłócanie go z żoną, zmuszanie do podpisania intercyzy i poczucie lęku, które stale mu towarzyszyło.
„O miłości w tej rodzinie decyduje to, ile publikujesz w mediach społecznościowych i jak szybko rzucisz wszystko, żeby zapozować do zdjęcia”, napisał Brooklyn. I dodał słowa, które są jak bomba wrzucona do rodzinnego salonu: „Nie chcę się godzić z rodziną. Po raz pierwszy w życiu staję w swojej obronie. Nikt mnie nie kontroluje”. Victoria milczy, nie chcąc zaogniać sporu. David Beckham, pytany o oświadczenie syna, powiedział tylko enigmatycznie, że dzieci mają prawo do błędów.
Zawsze w mediach
Brooklyn zachowuje się trochę tak, jakby chciał się zemścić na rodzinie, która przez dekady sprzedawała światu obraz idealnej jedności. I budowała dzięki temu swoją globalną markę. Victorii wielu ludzi współczuje. Wiadomo, jakim dramatem jest utrata kontaktu z dzieckiem. Ale ludzie przypominają też, że Brooklyn nie znał innego życia niż to w świetle reflektorów. Victoria monetyzowała jego zdjęcia od zarania, czyli od czasów, gdy była w ciąży. Podobno przez lata w każdy piątek przychodził do niej redaktor naczelny jednego z brytyjskich pism i oboje robili medialne plany na kolejne tygodnie. Dzisiaj Brooklyn idzie dalej niż jego matka – odsłania kulisy obrazków z rodzinnego życia. Czy naprawdę próbuje wyrwać się z roli wiecznego syna sławnych ludzi? A może jest to tylko jakiś emocjonalny zakręt w życiu…? Przed nami pewnie jeszcze niejedna odsłona tego rodzinnego collapse’u.
[...]
Cały artykuł do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 12 lutego.

