Na ich ślubie płakali niemal wszyscy. Dzień po ceremonii Katarzyna Niezgoda i Paweł Markiewicz zdradzili VIVIE!, jak zaczęła się ich miłość
Dziś mija trzecia rocznica ślubu Katarzyny Niezgody i Pawła Markiewicza. Z tej okazji wracamy do wyjątkowej rozmowy, której nowożeńcy udzielili magazynowi VIVA! już dzień po ceremonii. Opowiedzieli wówczas o uczuciu, które przyszło niespodziewanie, wzruszających chwilach podczas ślubu i drodze, jaka zaprowadziła ich do wspólnego „tak”.

Na ich ślubie nie brakowało emocji i łez wzruszenia. Dziś tworzą jedno z najbardziej zgodnych małżeństw polskiego show-biznesu, a ich historia nie zaczęła się jak romantyczna bajka. Katarzyna Niezgoda nie była gotowa na nowy związek, a Paweł Markiewicz musiał wykazać się ogromną cierpliwością i determinacją. Dzień po ślubie opowiedzieli Katarzynie Piątkowskiej o kulisach swojej miłości, zaręczynach i przekonaniu, że na prawdziwe uczucie warto poczekać.
Katarzyna Niezgoda i Paweł Markiewicz. Wywiad dla magazynu VIVA! 13/2023
Paweł Markiewicz po raz pierwszy zobaczył Katarzynę Niezgodę wiele lat temu na zdjęciu w gazecie. Po latach spotkał ją przypadkiem. Ona była po różnych życiowych niepowodzeniach i chciała w końcu mieć święty spokój. Nie była gotowa na nowy związek. On był uparty. Właśnie powiedzieli sobie „tak” i opowiedzieli o swojej pięknej miłości.
– Dzisiaj jest pierwszy dzień Waszego małżeństwa.
Paweł: Gdy się obudziliśmy, przywitałem Kasię słowami „Dzień dobry, kochana żono”. „Żona”… to dla mnie zupełnie nowe słowo. Ale jakie wyjątkowe! Tak samo jak założenie obrączki po przebudzeniu.
Katarzyna: Ja też muszę się do obrączki przyzwyczaić.
Paweł: Mamy piękną perspektywę, kochanie.
– Mieliście piękny ślub. Kasia miała przepiękną suknię. Przesąd mówi, że pan młody nie powinien wcześniej widzieć sukni ślubnej…
Paweł: Nie widziałem. Wcześniej oglądaliśmy różne kreacje. Jedna była podobna i ta, szczerze mówiąc, podobała mi się najbardziej. Kasia jednak o tym nie wiedziała, bo nie chciałem jej nic sugerować.
Katarzyna: Paweł nigdy niczego nie narzuca i nie próbuje przekonać do swoich racji.
Paweł: Dla mnie najważniejsze było, by w dniu ślubu Kasia czuła się komfortowo.
Katarzyna: Długo zastanawiałam się nad sukienką, bo zależało mi na tym, żeby się ubrać, a nie przebrać. Chciałam, żeby była biała, ale z welonem już nie chciałam szaleć.
– Jakie emocje towarzyszyły Wam podczas ślubu? Mówiłaś, że ślub powinni brać ludzie młodzi.
Katarzyna: Nie lubię być w centrum uwagi, a na ślubie, na weselu
cała uwaga skupia się na parze młodej. To było dla mnie bardzo stresujące. Poza tym było dużo spraw związanych z organizacją tego wyjątkowego wydarzenia. Podeszliśmy do tego zadaniowo, chociaż nie spodziewałam się, że to będzie bardziej skomplikowane niż zwykłe przyjęcie.
Paweł: I tak ze ślubu na rajskiej plaży w Meksyku, na której mieliśmy być my i świadkowie, zrobiło się przyjęcie na sto osób. Wiesz, ile mieliśmy pomysłów na ten dzień? Mieliśmy brać ślub, lecąc balonem nad Ugandą. W Peru na Machu Picchu. Kilka było naprawdę odjechanych.
Katarzyna: Ale jednak jesteśmy bardzo tradycyjni, a dla mnie bardzo ważne było, żeby byli z nami w tym dniu wszyscy nasi przyjaciele.
Paweł: Niektórzy dolecieli w ostatnim momencie, pokonując różne trudności, żeby być z nami w tym dniu.
Katarzyna: Nie ukrywam, że chciałam, żeby to już było za mną. Ale gdy składałam przysięgę, drżał mi głos. Może dlatego, że na wprost mnie, przodem do mnie, stały dwie koleżanki, które po prostu ryczały. Zresztą nie one jedne. Gdy szłam do altany, w której czekała urzędniczka, kątem oka widziałam, że dużo gości pochlipywało.
Paweł: Gdy pani urzędniczka powiedziała: „A teraz pan młody chciałby coś powiedzieć”, widziałem zdziwienie w oczach Kasi. A ja podziękowałem jej za
to, że zgodziła się zostać moją żoną, powiedziałem, że czekałem na nią całe życie i że bardzo ją kocham.
Katarzyna: I wtedy poleciały łzy.
Paweł: To było wspaniałe wydarzenie, nie tylko dla nas.
Katarzyna: Kluczem do tego, żeby wszystko się udało, jest to, żeby otaczać się ludźmi, którzy nam dobrze życzą.
Paweł: Oni wszyscy życzą ci bardzo dobrze, wiesz, ile ostrzeżeń dostałem podczas składania życzeń, żeby cię nie skrzywdzić?
– Ciekawe, skąd takie „groźby” się wzięły.
Katarzyna: Moi przyjaciele znają historie moich poprzednich związków. Gdy poznałam Pawła, od razu go polubiłam. Był bardzo miły. Ale nie szukałam miłości. Chciałam być sama, mieć święty spokój, chciałam odżyć po tym, co przeszłam. Potrzebowałam w końcu przestrzeni dla siebie i swojego życia. Zresztą nigdy żadnego partnera nie szukałam, oni się sami znajdowali (śmiech).
– Paweł też sam się znalazł?
Katarzyna: Przyjaciele trochę pomogli. Zaprosiłam ich na kolację. Zapytali, czy mogą zabrać ze sobą kolegę. Zgodziłam się. To był Paweł.
– Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?
Paweł: Ja byłem zakochany w Kasi dużo wcześniej. Od czasu, gdy zobaczyłem ją na zdjęciu w gazecie. Już wtedy pomyślałem, że to jest kobieta mojego życia. Przyjaciele zabrali mnie do Kasi. Pamiętam, że była zima, a jej dom rozświetlały gwiazdki. Poczułem, jakbym wjechał do jakiejś bajki. Ale ostrzeżono mnie, że trzeba mieć jaja, żeby poderwać Katarzynę. Po kolacji zaczęliśmy esemesować i zapytałem Kasię, czy da się zaprosić do kina. Na wszelki wypadek kupiłem bilety do dwóch różnych kin, bo nie wiedziałem, które wybierze. Poszliśmy. To był film „La La Land”. Siedzimy w tym kinie, film… nawet ładny. I w połowie seansu Kasia mówi: „No złap mnie za rękę”. Złapałem. I już nie puściłem.
Zobacz też: Nikt nie wiedział o jej dramacie. Katarzyna Niezgoda zmagała się z chorobą. Miłość była jej największą siłą

– Paweł jest od Ciebie młodszy…
Katarzyna: Miłość nie zna wieku. Wiesz, zawsze starałam się nie zwracać uwagi na to, co powiedzą inni, dlatego że w moim życiu było dużo kontrowersji. Na przykład byłam najmłodszym wiceprezesem banku. Dopisano mi w dossier, że jestem o pięć lat starsza, bo nie wypadało, żeby taka małolata była na tak wysokim stanowisku. Nigdy nie szłam z prądem, żeby było miło, lekko i przyjemnie. Musiałam mieć dużo odwagi, podejmować trudne decyzje. Od najmłodszych lat wiem, że sama musiałam płacić za moje wybory. Wtedy zdecydowałam, że nie będę patrzyła na innych. Życie mnie nauczyło, że na koniec to my jesteśmy sami za siebie odpowiedzialni. Słucham swojego wewnętrznego głosu, bo chyba nie ma takiej osoby, która mogłaby mi doradzić, co jest dla mnie dobre, a co nie. I tak… jeśli chodzi o Pawła, miałam bardzo dużo wątpliwości. Dla mnie było po prostu za wcześnie.
Paweł: Podczas jednego spotkania Kasia powiedziała, że chyba nie powinna się angażować, że nie jest gotowa na nowy związek. Aż mnie ciarki przeszły, bo to była naprawdę poważna rozmowa. Ale nie zraziło mnie to, nie odpuściłem.
Katarzyna: Gdyby nie determinacja Pawła, na pewno nie rozmawialibyśmy dzisiaj z tobą jako nowożeńcy.
– A jednak w kinie poprosiłaś Pawła, by trzymał Cię za rękę.
Katarzyna: Jestem bardzo relacyjną osobą.
Paweł: Moja żona ma wizerunek twardej, żelaznej kobiety. Dla wielu w biznesie jest inspiracją. Ale Kasia przede wszystkim jest bardzo wrażliwą dziewczyną.
Katarzyna: Ktoś mnie kiedyś nawet zapytał, jak to możliwe, że w jednej osobie są takie dwie różne Kasie. Dzięki temu udało mi się oddzielać życie prywatne od zawodowego.
– Praca z mężczyznami na wysokich stanowiskach, starszymi zahartowała Cię?
Katarzyna: Na pewno. Pracowałam na pełnym speedzie. Zawsze ponad normę, ponad wszystko. Nie było limitów. Ale żeby było jasne, bardzo lubię swoją pracę. Ona zawsze była moją pasją, a nie przymusem. Ale w domu nie musi się dziać tak samo. W domu trzeba rano pochodzić w piżamie, powoli napić się kawy, pomyśleć spokojnie o różnych sprawach, a dopiero potem dać się wciągnąć w wir życia zawodowego. Dom powinien być odskocznią.
– Co Cię urzekło w Pawle, że jednak postanowiłaś porzucić swój święty spokój?
Paweł: Ale jestem ciekawy, co powiesz! Kasia mi tego nie mówi, domyślam się tylko. Dziękuję, Kasiu, za prowokacyjne pytanie (śmiech).
Katarzyna: Słyszysz, jak on ciągle gada? (śmiech) Ale tak naprawdę to jest cudowne, bo dzięki temu ja nie muszę dużo mówić. Paweł jest spokojny, ciepły i wyrozumiały. A przy tym jest niezwykle inteligentnym i mądrym mężczyzną. Zawsze znajdzie wytłumaczenie, rozwiązanie. I mogę z nim porozmawiać naprawdę o wszystkim. Po prostu my się bardzo lubimy.
Paweł: Jak pewnie dla większości, tak i dla nas pandemia była próbą dla naszego związku. Dla nas to był dobry czas. Byliśmy razem, pracowaliśmy, przemieszczaliśmy się na tyle, na ile było wolno. Dostosowaliśmy się do nowej rzeczywistości i nie narzekaliśmy. Normalnie dużo jeżdżę, bo jestem inżynierem budowlanym. Kiedy możemy, podróżujemy razem. Ale kiedyś Kasia pojechała sama. Zadzwoniła, że jej mnie brakuje. To był dla mnie wielki komplement. Nie ma większej nagrody niż to, że ktoś po prostu lubi z tobą być.
Katarzyna: Kiedyś, w poprzednich życiach, nagminnie wyjeżdżałam z koleżankami. Teraz już tego nie robię. Nie jesteśmy z Pawłem do siebie uwiązani, ale po prostu lubimy być razem. Zresztą moje koleżanki go uwielbiają i czasem jeździmy razem.
Paweł: Kasia nie narzuca się nikomu. Lubi, a nawet kocha ludzi i ceni sobie relacje z innymi. Ale czasami muszę ją szturchnąć, żeby dała sygnał drugiej stronie, że tak jest.
– Jesteście razem tyle lat. Po co był Wam ślub?
Katarzyna: To jest następny etap związku. Dowód na to, że rozumiemy życie i wiemy, że nie polega tylko na zabawie, przyjemnościach i pięknych momentach. W naszym życiu, tak jak wszystkich innych ludzi, bywają trudniejsze momenty. Ważne jest, żeby być razem i motywować się wzajemnie, być, kiedy jest dobrze, ale mieć pewność, że nie opuścimy siebie w potrzebie. Łatwo jest powtarzać: „Będę z tobą, kiedy jest dobrze”, ale nie każdy potrafi wytrwać, kiedy jest źle. Chcemy móc decydować o sobie.
– Potrzebowaliście papierka?
Paweł: Chciałem, żeby Kasia miała potwierdzenie, że myślę o niej poważnie. Rozumiem, że taka deklaracja może być dla kobiety ważna.
Katarzyna: A poza tym zawsze chciałam mieć męża (śmiech). Teraz mam drugiego. Moi rodzice już nie żyją, ale na ślubie był mój wujek, który żartował, że nie sądził, że doczeka mojego drugiego ślubu. Poza tym jestem zodiakalnym Koziorożcem i lubię mieć w życiu zaplanowane i poukładane, choć muszę przyznać, że różnie to w życiu mi wychodziło (śmiech).
Paweł: Moja mama jest spod znaku Ryb, a tata Koziorożca. Już ponad 40 lat są razem. Też jestem spod znaku Ryb, jest więc dla nas szansa, że nam również się uda.

– Kasiu, masz piękny zaręczynowy pierścionek. Czy zaręczyny były równie piękne?
Paweł: Chciałem, żeby pierścionek Kasi był większy niż poprzedni (śmiech). Pomógł mi z nim kolega, który jest jubilerem w Trójmieście. Byliśmy w Sopocie, gdy mi go przyniósł. Od razu poczułem brzemię tego pierścienia (śmiech). Uklęknąłem i oświadczyłem się. Kasia była tak zaskoczona, że nie pamięta moich słów.
– A co powiedziałeś?
Paweł: Żeby wzięła pierścionek, bo boję się, że go zgubię.
Katarzyna: Siedzieliśmy z przyjaciółmi w moim mieszkaniu w Sopocie. Byłam zajęta rozmową, a nagle Paweł rzuca się na kolana i coś zaczyna do mnie mówić. Wzięłam pierścionek i pytam: „Ale co, to już?”. Mało romantycznie (śmiech).
Paweł: Ja Kasię tak kocham, że chciałbym balonem wzlecieć i sypać jej płatki róż do stóp. Ale na dany moment to były właściwe zaręczyny. Oficjalnie zaręczyliśmy się nad morzem. Sopot był do tego idealny, bo to jest nasze miejsce na ziemi. Dwa lata później na premierze książki Ewy Minge Kasia zdecydowała, że już może pochwalić się zaręczynami. I na pytanie jednej z dziennikarek, co nowego u niej, odpowiedziała, że to zrobiliśmy.
– Nie boicie się, że będą na Wasz temat krążyły nieprawdziwe informacje, złośliwe komentarze?
Katarzyna: Nie czytam ich.
Paweł: Kilka lat temu Kasia miała wywiad do VIVY! Dostała gazetę, piękne kwiaty. Chciała się odwdzięczyć redakcji. Kupiła ciastka w cukierni – ptysie, eklerki, tort. Następnego dnia ukazały się zdjęcia z momentu zakupów z tekstem: „Tak odchudza się Katarzyna Niezgoda”. Nie mamy na to wpływu, co o nas będą pisać. Jedyne, co nam pozostaje, to nie przejmować się. My wiemy, jaka jest prawda.
Katarzyna: Ludzie zawsze filtrują wszystko przez swoje własne doświadczenia. Mam nadzieję, że nasza historia o młodszym chłopaku i starszej dziewczynie, którzy zbudowali szczęśliwy związek, może być po prostu dla kogoś inspiracją.
