Mogła zrobić światową karierę. Powód powrotu Violetty Villas do Polski wciąż budzi emocje
Violetta Villas była jedną z nielicznych polskich artystek, którym udało się zdobyć uznanie w Las Vegas. Gdy jej kariera za oceanem nabierała rozpędu, niespodziewanie spakowała walizki i wróciła do PRL-u. Przez lata krążyło wiele teorii na temat tej decyzji. Dopiero po latach głos zabrała jej przyjaciółka, ujawniając kulisy, o których wcześniej mało kto wiedział.

Historia Violetty Villas do dziś wydaje się wręcz nieprawdopodobna. Artystka, która zachwycała niezwykłą skalą głosu i sceniczną charyzmą, występowała na jednej z najbardziej prestiżowych scen świata. W czasach, gdy dla większości artystów zza żelaznej kurtyny zagraniczna kariera pozostawała marzeniem, ona śpiewała w Las Vegas i zbierała entuzjastyczne recenzje. Nic więc dziwnego, że jej decyzja o powrocie do Polski do dziś budzi emocje i rodzi pytania o to, co naprawdę wydarzyło się za kulisami amerykańskiego sukcesu.
Violetta Villas dziś obchodziłaby 88. urodziny. Tak zaczęła się historia niezwykłej gwiazdy
10 czerwca 1938 roku w belgijskim Heusy przyszła na świat Czesława Maria Cieślak, którą cały świat poznał później jako Violettę Villas. Późniejsze lata dzieciństwa spędziła już w Polsce, a jej muzyczny talent był widoczny od najmłodszych lat. Ukończyła szkołę muzyczną i początkowo wiązała swoją przyszłość z muzyką klasyczną. Szybko okazało się jednak, że jej możliwości wokalne wykraczają daleko poza standardowe ramy.
Publiczność zachwycała nie tylko wyjątkowym głosem o imponującej skali, ale także osobowością sceniczną. Villas potrafiła przyciągać uwagę od pierwszego momentu pojawienia się na scenie. Była artystką odważną, niepowtarzalną i całkowicie wymykającą się obowiązującym schematom. Zanim trafiła do Stanów Zjednoczonych, zdążyła już zdobyć popularność w Polsce i występować na międzynarodowych festiwalach.
Przełom miał jednak dopiero nadejść.
W drugiej połowie lat 60. przed Violettą Villas otworzył się świat wielkiego show-biznesu. Jej talent został dostrzeżony za oceanem, a kolejne propozycje zawodowe sprawiły, że znalazła się w miejscu, o którym marzyli artyści z całego świata.
Violetta Villas była sensacją w Las Vegas. Sukces miał jednak swoją cenę
Gdy Violetta Villas wyjechała do Stanów Zjednoczonych, niemal od razu udowodniła, że potrafi odnaleźć się w świecie największych gwiazd. Występowała w słynnej rewii Casino de Paris w Las Vegas, która należała wówczas do najbardziej prestiżowych widowisk w Ameryce. Polka śpiewała w kilku językach, zachwycała publiczność i wyróżniała się na tle artystek występujących na scenie.
Wokół jej nazwiska szybko zaczęły pojawiać się wielkie nazwiska światowego show-biznesu. Media rozpisywały się o znajomościach z gwiazdami, a sama Villas była postrzegana jako jedna z najbardziej obiecujących europejskich artystek w USA. Pojawiały się kolejne propozycje zawodowe, a perspektywa międzynarodowej kariery wydawała się coraz bardziej realna.
Za spektakularnym sukcesem kryła się jednak rzeczywistość znacznie mniej efektowna niż fotografie z czerwonych dywanów. Las Vegas końca lat 60. było miejscem wymagającym bezwzględnej dyspozycyjności. Występy odbywały się niemal codziennie, a presja utrzymania pozycji była ogromna.
Villas funkcjonowała w świecie wielkich pieniędzy, wpływowych menedżerów i nieustannej rywalizacji. Życie artysty podporządkowane było pracy, a chwile prywatności należały do rzadkości. Osoby z jej otoczenia wspominały później o ogromnym obciążeniu psychicznym, samotności i tęsknocie za bliskimi. Choć publiczność widziała jedynie błysk fleszy i kolejne sukcesy, za kulisami artystka mierzyła się z wyzwaniami, które dla wielu okazałyby się trudne do udźwignięcia. Ona zaczęła radzić sobie z nimi w inny sposób.
„To nie był tylko alkohol, powiedziałbym, że używki... Bo i leki jakieś. Myślę, że to się zaczęło właśnie w Ameryce. Bo nie wytrzymywała tempa, a chciała stanąć na wysokości zadania” — zdradził po latach Rabiński. (cyt. za Voxfm.pl)
W późniejszych latach jej życie osobiste stało się przedmiotem licznych publikacji i spekulacji. Dziś wiadomo jednak, że sprowadzanie historii Violetty Villas wyłącznie do skandali byłoby dużym uproszczeniem. Przede wszystkim była artystką, która znalazła się w wyjątkowo wymagającym świecie i zapłaciła za swój sukces wysoką cenę.

Powrót do Polski nie był triumfalny. Rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza
Kiedy Violetta Villas zdecydowała się wrócić do Polski, wielu fanów nie mogło zrozumieć tej decyzji. Z perspektywy czasu wydawało się, że artystka znajdowała się o krok od światowej kariery. Oficjalnie mówiło się o tęsknocie za rodziną, synem i ojczyzną. To właśnie te powody przez lata najczęściej pojawiały się w mediach.
Rzeczywistość po powrocie okazała się jednak daleka od wyobrażeń. Villas nie została przyjęta jak gwiazda, która podbiła Amerykę. Część środowiska patrzyła na nią z dystansem, a jej sceniczny wizerunek budził skrajne emocje. W Stanach Zjednoczonych przeszła metamorfozę i nauczyła się funkcjonować w świecie wielkiego show-biznesu. W Polsce nie wszyscy potrafili to zrozumieć. Była izolowana i lekceważona.
Artystka usłyszała nawet przykre komentarze pod swoim adresem. Zderzenie z rzeczywistością PRL-u było bolesne. Zamiast otwartych drzwi do wielkiej kariery czekały ją kolejne przeszkody, niezrozumienie i konieczność budowania swojej pozycji na nowo.
Mimo wszystko Villas przez kolejne dekady pozostawała jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej sceny muzycznej. Jej występy przyciągały tłumy, a charakterystyczny głos i wygląd sprawiały, że nie sposób było pomylić jej z kimkolwiek innym.
Po latach przyjaciółka Violetty Villas ujawniła kulisy. „Musiała wyjechać do Polski”
Przez dziesięciolecia wokół decyzji o opuszczeniu Stanów Zjednoczonych narosło wiele teorii. Jedni wskazywali na tęsknotę za rodziną, inni na problemy związane z funkcjonowaniem w amerykańskim show-biznesie. Dopiero po latach nowe światło na tę historię rzuciła Barbara Szymańska, wieloletnia przyjaciółka artystki.
W rozmowie z „Faktem” Barbara Szymańska podkreślała, że sukces Violetty Villas w Las Vegas był wydarzeniem absolutnie wyjątkowym: „To było niesamowite, że taka skromna dziewczyna z socjalizmu, odnosi takie sukcesy. Trzy sezony była w Las Vegas. To jest dziś niemożliwe. Ja sobie nie wyobrażam, by ktoś teraz to powtórzył. Dziś Las Vegas jest jednak inne, to bardziej Disneyland. Dziś jest też inna ochrona prawna pracujących tam ludzi”.
Zdaniem przyjaciółki za decyzją o wyjeździe mogły stać okoliczności, o których przez lata nie mówiono publicznie.
„Niestety wtedy stała się straszna rzecz. W zasadzie nie mogę o tym mówić, ale Violetta była świadkiem czegoś, co zagrażało jej życiu i musiała wyjechać do Polski, żeby ratować także siebie” — wspominała.
Szymańska zwróciła również uwagę na realia funkcjonowania Las Vegas w tamtym okresie.
„To nie byli tacy uczciwi, praworządni menedżerowie. To byli w zasadzie gangsterzy. Oczywiście były piękne sceny, wszystko na poziomie. Ale jednak kto inny dysponował kasą i budżetem. To były czasy, gdzie gangi, mafie trzymały wszystko w ręku. Jest cała masa artykułów, że jeśli ktokolwiek się tam czymś naraził, to na pustyni znalazł już drogę do wieczności” — tłumaczyła przyjaciółka artystki.
Te słowa nie stanowią potwierdzonego historycznie wyjaśnienia wydarzeń, lecz relację osoby należącej do bliskiego grona artystki. Pokazują jednak, dlaczego historia Violetty Villas do dziś fascynuje i budzi emocje. Była gwiazdą, która osiągnęła sukces niemal niemożliwy dla polskiej artystki swoich czasów. A mimo to jej amerykański sen zakończył się nagle, pozostawiając po sobie więcej pytań niż odpowiedzi.

