Mija pięć lat od śmierci Artura Ligęski. Jego dramat poruszył tysiące Polaków
Historia Artura Ligęski do dziś budzi ogromne emocje i pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Trener fitness, który przeszedł przez dramat więzienia w Emiratach Arabskich, zmarł pięć lat temu w tajemniczych okolicznościach.

Pięć lat temu media obiegła informacja o śmierci Artura Ligęski — trenera fitness i autora książki "Inna miłość szejka", którego dramatyczne losy poruszyły tysiące ludzi w całej Polsce. Choć dziś jego historia nie budzi już medialnego szumu sprzed lat, wciąż pozostaje jedną z najbardziej przejmujących opowieści o samotności, manipulacji i próbie odbudowania życia po traumie.
Rok w więzieniu i walka o wolność. Historia Artura Ligęski odbiła się szerokim echem
O Arturze Ligęsce zrobiło się głośno w 2018 roku, kiedy wyjechał do Dubaju, gdzie — jak później opowiadał — miał rozpocząć nowy etap życia. Kilka miesięcy później, podczas próby powrotu do Europy, został zatrzymany na lotnisku i aresztowany pod zarzutem posiadania narkotyków. Substancji nigdy przy nim nie znaleziono, a badania nie wykazały ich obecności w organizmie. Mimo to trafił do więzienia w Abu Zabi.
Ligęska twierdził później, że za jego zatrzymaniem miały stać osobiste relacje i obsesyjne uczucie syna jednego z szejków. W styczniu 2019 roku usłyszał wyrok dożywotniego więzienia. Jego sprawa wywołała ogromne poruszenie w Polsce, a w działania na rzecz jego uwolnienia zaangażowali się politycy i polska dyplomacja. Po wielu miesiącach starań udało się doprowadzić do jego zwolnienia — w maju 2019 roku wrócił do kraju.
Po powrocie próbował odnaleźć się na nowo. Zaczął mówić publicznie o traumie, samotności i błędach, które — jak sam przyznawał — popełniał przez lata. Swoje doświadczenia opisał w autobiograficznej książce "Inna miłość szejka", która stała się świadectwem życia po psychicznej i emocjonalnej katastrofie.
Artur Ligęska próbował zacząć od nowa
Po opuszczeniu więzienia Artur Ligęska wielokrotnie podkreślał, że pobyt w Emiratach Arabskich całkowicie zmienił jego sposób patrzenia na życie. W wywiadach i książce pisał o terapii, walce z uzależnieniem oraz potrzebie zmierzenia się z własną samotnością. Przyznawał, że przez lata uciekał od niej w relacje, pracę i życie towarzyskie.
W swoich wspomnieniach otwarcie mówił również o kryzysie psychicznym. Pisał, że dopiero więzienna izolacja zmusiła go do zatrzymania się i konfrontacji z samym sobą. Chciał wykorzystać swoje doświadczenia, by pomagać innym — marzył o pracy mówcy motywacyjnego i planował nowy rozdział życia.
Informacja o jego śmierci pojawiła się nagle. Artur Ligęska został znaleziony martwy w jednym z mieszkań w Amsterdamie. Miał 40 lat. Okoliczności jego śmierci do dziś pozostają niejasne, co tylko spotęgowało emocje wokół tej historii. Dziś, pięć lat po tamtych wydarzeniach, jego los nadal pozostaje symbolem tego, jak cienka bywa granica między spektakularnym sukcesem a osobistym dramatem.
