Miała 55 lat, gdy po ponad trzech dekadach odeszła z TVP. Tylko w VIVIE! Grażyna Torbicka opowiada o kulisach decyzji: "Nie miałam innego wyjścia"
Po 31 latach pracy w TVP zamknęła jeden z najważniejszych rozdziałów swojego życia. Dziś Grażyna Torbicka wraca do tej decyzji bez cienia żalu – widząc w niej początek nowej drogi, wybranej w pełnej zgodzie ze sobą.

W 2016 roku, po 31 latach pracy podeszła decyzję o odejściu z TVP. Dla wielu byłby to moment paraliżującego lęku. Dla niej – początek nowego rozdziału. Miała 55 lat, gdy zamknęła za sobą tamte drzwi. Dziś mówi o tym bez cienia żalu: to była decyzja w zgodzie ze sobą, a nie akt odwagi. W świecie pełnym stereotypów pokazuje, że największe zmiany zaczynają się wtedy, gdy przestajemy słuchać, co „wypada”.
Grażyna Torbicka o odejściu z TVP i rewolucyjnych życiowych zmianach. Wywiad VIVY!
– Mówiono kiedyś, że kobiety po sześćdziesiątce nie powinny nosić krótkich spódnic albo szortów, ale za to powinny mieć krótkie włosy.
Grażyna Torbicka: Na szczęście takie poglądy to już zamierzchła przeszłość. Oczywiście rozmawiamy z punktu widzenia aktywnych zawodowo kobiet żyjących w dużym mieście. W mniejszych środowiskach, w małych miejscowościach trudniej jest przeciwstawić się stereotypom. A jednak będę podtrzymywać, że niepotrzebne jest myślenie, że coś jest nie dla mnie i na coś jest za późno.
– Pani miała 55 lat, gdy po 31 latach pracy odeszła z TVP. I nie wiedziała Pani, co będzie dalej.
Poczucie etyki zawodowej było jednak większe niż obawy, które oczywiście mi towarzyszyły.
– Kiedyś, gdy kobieta po pięćdziesiątce zostawała bez pracy, musiała liczyć się z tym, że nie będzie jej łatwo znaleźć nowe zatrudnienie. Dzisiaj jest łatwiej, ale trzeba odwagi, by podjąć decyzję o takiej zmianie.
Moja decyzja o odejściu nie była dla mnie aktem odwagi, ale uwolnieniem. Po prostu była zgodna z wartościami, jakie wyznaję. Pomyślałam wtedy, że przez tyle lat zdobyłam przecież wiedzę, umiejętności, doświadczenie i że nadal mam ogromny potencjał. Dam sobie radę. Ale nie da się ukryć, że to była dla mnie ogromna zmiana pod wieloma względami.
– Co było największym wyzwaniem?
Nie wiem, czy nie konieczność założenia działalności gospodarczej (śmiech). Wcześniej nie miałam o tym pojęcia, ale ten proces odnalezienia się w innej sytuacji był bardzo odświeżający i odmładzający.

– Rozumiem, że nie żałowała Pani podjętej decyzji.
Uważam, że wtedy nie miałam innego wyjścia i że to było konieczne. Trzeba sobie w życiu stawiać wyzwania, niezależnie od tego, ile mamy lat. Czasami próbuje się nam wmówić, że nie tylko czegoś nam nie wypada, ale że na pewne rzeczy jest za późno – na zmianę pracy właśnie, na miłość, na sport, na samotną wyprawę kamperem czy na cokolwiek, co wychodzi poza utarte schematy. Mamy XXI wiek, a wciąż musimy o coś walczyć.
– I udowadniać, że możemy być, kim chcemy i jakie chcemy, niezależnie od wieku.
Od lat śledzę to, co się dzieje w świecie filmu. Tam kobiety muszą ciągle walczyć o to, by je dostrzeżono, bo w pewnym momencie, jak mówi Gillian Anderson w „Lekcjach wartości” L’Oréal Paris, kobiety po pięćdziesiątce stają się po prostu niewidzialne. Znikają. To jest problem nie tylko kobiet związanych z filmem czy szeroko rozumianym show-biznesem. Kolejny ważny temat to zrównanie płac. Ten proces powoli następuje. Jest też coraz więcej ról dla aktorek po pięćdziesiątce. Talent, wdzięk, klasa, styl nie mają wieku. Cate Blanchett, Meryl Streep, Krystyna Janda, Grażyna Szapołowska i wiele innych, gdy pojawiają się na ekranie, przykuwają naszą uwagę i porywają nasze emocje. W branży filmowej wiele kobiet, reżyserek po pięćdziesiątce, odnajduje swój głos artystyczny, ich dojrzałość spojrzenia i kreatywność nabierają siły i głębszego wyrazu. Dwa lata temu podczas BNP Paribas Dwa Brzegi: Festiwalu Filmu i Sztuki w Kazimierzu Dolnym, którego jestem dyrektorką artystyczną, pokazywaliśmy estoński film dokumentalny „Siostrzeństwo świętej sauny” w reżyserii Anny Hints. Doskonale pokazana jest w nim kobieca solidarność i potrzeba wspierania się. Najgorsza jest samotność. Kobiety potrzebują innych kobiet, by dzielić się z nimi swoimi problemami, mając nadzieję, że zostaną zrozumiane. Zrozumienie. To jest takie ważne w dzisiejszym świecie.
– Cytując tytuł serialu: „Co ludzie powiedzą”?
Nie ma znaczenia, co ludzie powiedzą. Znaczenie ma to, co sami myślimy o sobie. Nie warto ulegać presji oceniania siebie nawzajem i porównywania.
_________________________________________
Cały wywiad dostępny w najnowszym wydaniu VIVY!. Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 23 kwietnia.
Za pomoc w realizacji sesji dziękujemy Hotelowi Bristol w Warszawie, www.hotelbristolwarsaw.pl.

