Reklama

Z okazji 50. urodzin Magdy Mołek wracamy do jej poruszającej rozmowy z Beatą Nowicką opublikowanej w magazynie VIVA! (3/2025). To wyjątkowy moment, by jeszcze raz wsłuchać się w jej słowa – pełne refleksji, odwagi i spokoju, który przychodzi z czasem. Dziś, bogatsza o kolejne doświadczenia, Mołek opowiada o swoim życiu nie jako o nowym rozdziale, lecz o tej samej historii widzianej z większą świadomością – historii kobiety, która nie przestaje szukać, próbować i iść własną drogą.

Magda Mołek: wywiad dla magazynu VIVA! 3/2025

Wiele przeżyła. Ale potrafi walczyć. Miała 19 lat, gdy wyjechała z Legnicy w świat. Dziś ma 49, jest dużo bardziej świadoma, odważna. Ale też spokojna. „Przemijanie nie zaprząta mi głowy. Poza tym mam fatalne światło w łazience i coraz gorszy wzrok. To też przynosi ulgę”, mówi rozbrajająco. Magda Mołek w intymnej rozmowie z Beatą Nowicką.

Jutro walentynki, imprezujesz?

Magda Mołek: (śmiech). Tańczę. Teraz moje życie to taniec…

– Zapraszając Cię do tej rozmowy, powiedziałam: „Nowy rozdział, nowe życie, nowa Ty”. Odpowiedziałaś: „Nie nowa ja i nie nowe życie”.

Bo to cały czas ta sama ja, ale fakt, patrzę na siebie inaczej, jestem dużo bardziej świadoma, sprawcza, odważna. Ale też spokojna. Rozmawiamy w magicznym dla mnie roku. Zawsze dzwonisz w momentach dla mnie przełomowych, a teraz mija 30 lat, odkąd zaczęłam pracować w telewizji. Dwadzieścia lat temu poprowadziłam „Taniec z Gwiazdami”, w którym teraz wystąpię jako uczestniczka. Pięć lat temu odeszłam z telewizji i założyłam swój kanał z rozmowami na YouTubie W MOIM STYLU. To dla mnie cały czas to samo życie, tylko w nowej odsłonie. Na Instagramie napisałam, że decyzja o udziale w „Tańcu z Gwiazdami” była szalona, bo jednak ja nie kojarzę się z dezynwolturą…

– …ale?

Mam 49 lat i świadomość, że jak nie teraz, to kiedy? Możemy sobie powtarzać, że PESEL to tylko zbiór liczb, ale nie cofniemy czasu. Przeszłość już się wydarzyła, ale jeszcze mnóstwo przede mną. Stawiam na to, co będzie. Wyciągam schowane głęboko potrzeby i marzenia. Nie poddaję się, rozważnie wybieram to, co chcę przeżyć. Wciąż mam ogromny apetyt na życie i odwagę do realizacji tego, co mi w duszy gra.

– Odwagi nigdy Ci nie brakowało.

Różnie bywało. Ale pierwszym momentem, gdy zaryzykowałam wszystko, była wyprowadzka z bezpiecznego domu, miałam wtedy 19 lat. To dopiero była dezynwoltura – przenieść się z Legnicy do Wrocławia i zacząć pracę w nieznanym miejscu. Nie byłam przebojowa. Nie miałam pojęcia, na czym polega dziennikarstwo, ale pragnęłam przygody. Ktoś mi uchylał drzwi i mówił: „Chodź, zobaczysz, jak tu jest”, a ja – bach, wchodziłam. Bez lęku, z ciekawością, ufnością. Mam w sobie wszystkie moje „ja”. Pięć lat temu rozstałam się z telewizją, żeby poszukać swojego miejsca w świecie. Bałam się jak diabli, nie wiedziałam, co mnie tam czeka. A jednak zaryzykowałam. Rzadko mi się zdarza to mówić, ale z tej decyzji dziś jestem bardzo dumna. Ktoś mnie zapytał, czy w „Tańcu z Gwiazdami” nie boję się ocen: jury, publiczności, internetu.

– Co odpowiedziałaś?

Nie boję się. Przecież całe moje życie toczyło się pod ostrzałem: ocen, opinii, komentarzy. Zawsze innych „widzimy” przez swój pryzmat, to naturalne. Ocena to tylko czyjaś interpretacja. Moje życie jest moje. Teraz mam taki czas, że uwalniam się od różnych krępujących ograniczeń. Dziś rano przypomniałam sobie – modne kiedyś – hasło: „Popraw swoją koronę i idź dalej”. Parę miesięcy temu miałam okazję poznać Miss Polonia miłościwie nam panującą i spełnić marzenie z dzieciństwa – przymierzyłam koronę.

Magda Mołek, VIVA! 3/2025
Magda Mołek, VIVA! 3/2025 Fot. MARLENA BIELIŃSKA/move

– Poczułaś się po królewsku?

Nawet nie byłam w stanie porządnie jej założyć (śmiech). Jest bardzo ciężka, zjechała mi na czoło i wyglądałam jak wojowniczka. Brakowało mi tylko dzidy w ręce… Korona do mnie nie pasuje. Gdy byłam małą dziewczynką z Legnicy, miałam dwa marzenia: być panią z telewizji albo Miss Świata. Zostałam „panią z telewizji”, ale tylko w wymiarze zawodowym. Pamiętam, skąd jestem. Dużo wiem o życiu i z tego czerpię siłę.

– Pierwsza wstajesz?

Pierwsza wstaję, ostatnia się kładę. Znam niewiele kobiet, które wstają drugie.

– Bo niewiele ich jest. Czy przy dwóch synach w wieku szkolnym, masz czas zaglądać do lustra?

Nie mam na to czasu. Te poranki to świat związany ze szkołą, domowymi obowiązkami i pracą. Kawa jest święta. Odkąd tańczę, uczę się nowej rzeczywistości, może wkrótce będę jadła wysokobiałkowe śniadania… Więc nie zaglądam do lustra, ale też go nie unikam. Lubię czasami spojrzeć sobie w oczy i zastanowić się, jak się dzisiaj czuję. Jaka jestem? Czy to, co widzę, jest prawdą o mnie? Bywałam w życiu smutna, zmęczona, rozgoryczona, rozczarowana. Radosna i szczęśliwa. Teraz uczę się nie zanurzać w emocje ani euforycznie, ani desperacko. Mariusz Szczygieł w wywiadzie na moim kanale powiedział, że jedną z najpiękniejszych ról człowieka – kimkolwiek jesteśmy – jest niesienie ulgi innym. Spodobało mi się to zdanie, bo na tym polega nasza praca: rozmawiamy z ludźmi, którzy coś już przeżyli, zrozumieli i wspólnie próbujemy znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

– To prawda, sama szukam w mądrych rozmowach podpowiedzi, co zrobić, jak się zachować, jaką podjąć decyzję.

Czytam teraz książkę Karoliny Felberg „Osiecka. Rodzi się ptak” o Agnieszce Osieckiej, która przerastała swoją epokę w myśleniu o kobiecości, wolności i sensie życia. Przy okazji znalazłam na YouTubie fragment programu „Rozmowy o zmierzchu i świcie”, który Magda Umer nagrała z Agnieszką rok przed jej śmiercią. Rozmawiają na plaży w Sopocie, Osiecka opowiada, że miała 18 lat i w Grand Hotelu w Sopocie umówiła się na randkę. Zobaczyła, że cudzoziemcy piją peppermint – zielony likier z pokruszonym lodem, i go zamówiła. Tego samego dnia na Monte Cassino spotkała swojego ojca, podekscytowana pochwaliła się, że właśnie piła przez słomkę „piperment” w Grand Hotelu. Ojciec – zawiedziony, że po latach inwestowania w edukację córki ona zachwyca się jakimś drinkiem i jeszcze przekręca jego nazwę – powiedział: „Przysięgam ci, córeczko, że picie »pipermentu« przez słomkę w Grand Hotelu nie jest najwspanialszą rzeczą, jaka spotka cię w życiu”. Od tamtego dnia minęło 45 lat. Agnieszka podsumowała: „Gdybym dzisiaj spotkała ojca, powiedziałabym mu, że picie tego »pipermentu« przez słomkę w Grand Hotelu było jedną z najszczęśliwszych chwil mojego życia”.

– Kalina Jędrusik pięknie śpiewała do tekstu Osieckiej: „Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać, chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba, białozielone obłoki zbierać, nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej”.

Nigdy nie wiemy, co nam przyniesie życie. Dlatego jestem wdzięczna za każdy drobiazg, za każdy moment, którego doświadczyłam, za każdą chwilę, za wszystkie moje przeżycia. Mam świadomość, że miałam w życiu szczęście, spotkałam wielu wspaniałych ludzi, którzy we mnie wierzyli, dmuchali w moje skrzydła, pomagali. Dużo im zawdzięczam.

– Masz jedną przyjaciółkę, która wie o Tobie wszystko?

Nie mam. Chyba nikt nie wie o mnie wszystkiego. Nie jestem wylewna, taką mam naturę, już jej nie zmienię. Jest kilka bliskich osób, które widziały mnie w „każdej piżamie”, ale nie zamęczam ich moimi problemami. Mam umiejętność autoregulacji, więc zanim zadzwonię w emocjach do kogokolwiek, najpierw „przetrawiam” sytuację sama ze sobą. Ta cecha bardzo mi pomogła w zawodzie. W programach na żywo, często wielogodzinnych, kumulacja stresu jest potężna, trzeba umieć zachować zimną krew. Ja umiem. Nie reaguję histerycznie, impulsywnie, instynktownie szukam rozwiązania. To jestem ja. Jak wiesz, przeszłam trudny okres w życiu, czasami potrzebowałam opowiedzieć komuś, co czuję, i zostałam wysłuchana. Za każdym razem miałam jednak dziwne poczucie, że zwierzając się, w jakiś sposób zawiodłam te osoby.

– Dlaczego?!

Dlatego, że to zawsze ja byłam od wysłuchiwania, pocieszania i pomagania. To do mnie można było zadzwonić o każdej porze po radę, dobre słowo albo żeby się wygadać. Nagle role się odwróciły. Dostałam wsparcie, za które byłam wdzięczna, ale… czułam się nieswojo. Teraz bliskości szuka u mnie nasz pies. Za wszelką cenę właśnie w tej chwili musi wejść mi na kolana (śmiech). Nowa miłość.

– Twoja czy chłopców?

Nas wszystkich. Od dawna były rozmowy – kot czy pies? Wcześniej nie miałam przestrzeni, bo bardzo się przywiązuję, jestem odpowiedzialna, bałam się nowego wyzwania i obowiązku. W końcu pojawił się pies i dał nam mnóstwo miłości. Spędziłam z nią, naszą suczką, sylwestra na ostrym dyżurze, coś zjadła na spacerze i się zatruła. Miałam rozdarte serce, ale musiałam ją zostawić na noc pod kroplówką, martwiłam się, jak przeżyje swoje pierwsze w życiu fajerwerki. Przeżyła. Pytałaś o bliskie osoby… Mam prawie 50 lat, ugościłam w swoim życiu dużo ludzi. Jedni odchodzą, nowi przychodzą. Był moment, że otaczało mnie hermetyczne grono, ale stwierdziłam, że musi być przepływ, świeżość, otwartość. W telewizji zawsze jest chaos, hałas, tłumy. YouTube ma zupełnie inną naturę. Po pięciu latach odosobnienia, odcięcia od tego pędu, cieszę się, że w „Tańcu z Gwiazdami” czekają mnie spotkania z tyloma osobami. Każda z nich wnosi swoją historię, energię, poczucie humoru. Tęskniłam za tym wirem. Zaskoczyło mnie, jak bardzo mi tego brakowało.

– Jesteś rozczarowana mężczyznami? Zawiedziona?

Nie. Uwielbiam męską energię. Mam wspaniałych synów. Wierzę w ludzi. Może jestem naiwna, ale dobrze mi z tą naiwnością. Różne rzeczy już widziałam, słyszałam, a nawet przeżyłam… Mylimy się, popełniamy błędy, ale wierzę, że fundamentalnie jesteśmy dobrzy. Nie czuję się zawiedziona. Jestem raczej ciekawa, jak poradzimy sobie z wyzwaniami, które przed nami stoją. Nami, czyli i kobietami, i mężczyznami. Czy kiedyś wreszcie pożegnamy raz na zawsze ten wciąż odradzający się patriarchat? Czy zrozumiemy, że stanowimy siłę, kiedy jesteśmy razem, a nie przeciwko sobie. Że dobry związek to współdziałanie, a nie konkurencja. Branie i dawanie, a nie wykorzystywanie.

Magda Mołek, VIVA! 3/2025
Magda Mołek, VIVA! 3/2025 Fot. MARLENA BIELIŃSKA/move

– Patrząc na pary, którym się udało, czujesz żal?

(Milczenie). Nie czuję zazdrości, nie jestem zawistna, to obce mi uczucia. I nie czuję żalu, że coś zrobiłam albo czegoś nie zrobiłam, że udało mi się albo nie udało. Mój żal świadczyłby o tym, że nie odrabiam lekcji, jakich udziela mi życie. A ja uważam, że robię to w pokorze. Tym, którzy się starają i walczą, zawsze coś może nie wyjść, niekoniecznie z ich winy. Wierzę w sprawczość. Nigdy nic nie spadło mi z nieba. Na to, co mam, zapracowałam. Dlatego cieszę się, patrząc na ludzi, którzy zbudowali szczęśliwy związek. Nie mam poczucia, że im się udało, a mi – nie. To jest ich droga, a ja idę moją ścieżką. Żal czy zazdrość mają destrukcyjną moc, zniszczyłyby mnie. Usłyszałam pytanie, czy pozostałych tancerzy z programu traktuję jako konkurencję? Nie! Jestem fatalna w konkurowaniu. Gdybyś wystawiła mnie w zawodach, dobiegłabym do mety ostatnia, bo zachwycając się po drodze innymi zawodnikami, zapomniałabym, że to z nimi się ścigam. Cieszę się tym, co mam.

– Co cennego dostałaś jako matka?

Przy dzieciach zrozumiałam najpiękniejsze i najtrudniejsze emocje. To, że moja cierpliwość ma granice, ale miłość nie ma żadnych granic. Że smutek się kiedyś kończy, a radość jest wieczna. Dla mnie obcowanie z tymi pięknymi duszami, jakimi obdarzone są moje dzieci, jest przywilejem. Rodzice są dla dziecka całym światem. Chciałabym nauczyć chłopców, że świat, w który wyruszą, jest bezpieczny, że ma im wiele do zaoferowania, że mogą z ufnością wyruszyć w swoją stronę. Tak, jak kiedyś ja…

– Z naturalnością mówisz o swoim wieku. Dostałaś od losu dar w postaci urody, ale nie masz obsesji na punkcie młodości. Nie ścigasz się desperacko z czasem…

Zawsze powtarzam: Uroda po tacie i mamie, a ja robię, ile mogę, żeby nie zepsuć ich wkładu (śmiech). Nic ponadto. Jestem pogodzona z tym, ile mam lat. Oczywiście każdy ma i widzi u siebie słabe strony, ja również. Moje deficyty są gdzie indziej, tam staram się naprawiać, poprawiać, leczyć. Myślisz, że nie zauważam upływu czasu, patrząc w lustro? Zauważam. Widzę te zmiany, ale… przemijanie nie zaprząta mi głowy. Poza tym mam fatalne światło w łazience i coraz gorszy wzrok. To też przynosi ulgę. Wyostrzył mi się słuch, pogorszył wzrok, co uważam za ogromny przywilej upływającego czasu. Więcej słyszę, co oznacza, że więcej rozumiem, ale nie muszę wszystkiego widzieć. To daje spokój duszy.

– Czujesz się czasami „wychowywana” przez polityków, mężczyzn u władzy narzucających, co kobiecie wolno, a czego nie wolno?

Często czuję się zaganiana do kąta w różnych sytuacjach: społecznych, politycznych, osobistych. Z tymi ostatnimi radzę sobie, jak umiem. A raczej – wciąż się tego uczę. Zmieniłam optykę: przestałam się złościć, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego jestem tak traktowana. Kiedy znajduję powód, łatwiej mi rozwiązać problem.

Magda Mołek, VIVA! 3/2025
Magda Mołek, VIVA! 3/2025 Fot. MARLENA BIELIŃSKA/move

– Sprawiasz wrażenie łagodnej, kruchej. Wpadasz w furię?

Furia to eksplozja złych emocji, które się skumulowały. Już nie kumuluję. Ogarniam je na bieżąco, nie zamiatam pod dywan i nie pozwalam im urosnąć. Kiedy rosną, zawsze wracają z destrukcyjną siłą. Zrozumiałam, że to błąd. Nie warto milczeć, udawać, że nic się nie dzieje, odkładać na później, dusić w sobie. Dlatego nie zobaczysz mnie w ataku furii, bo nie doprowadzę się do takiego stanu. Furia jest dewastująca. Ja muszę dbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne, mam małe dzieci, jestem im potrzebna. Kiedy urodził się Stefanek, robiłaś ze mną wywiad, powiedziałam ci wtedy, że gdy ja będę przechodzić na emeryturę w wieku 60 lat, mój syneczek, który właśnie się urodził, będzie 18-latkiem. To jest ogromna odpowiedzialność. Chcę być dla moich chłopców mamą, która potrafi, może i chce działać, która jest aktywna, szczęśliwa i ciekawa świata. Z badań wynika, że w wychowaniu najważniejsze jest nie to, co rodzice mówią, tylko co sami robią. Dzieci na nas patrzą i wszystko widzą. Rozumieją dużo więcej, niż nam się wydaje.

– I z tego czerpią na przyszłość.

No właśnie. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam całe kadry. Wciąż widzę sześciolatkę, która autobusem linii cztery lub siedem sama jeździ do zerówki i rozkminia świat: patrzy, zastanawia się, analizuje. Od początku byłam starą duszą. Dzisiejszej 49-latki nie zobaczysz w furii, ale mogę popłakać się z bezsilności, że coś mi nie wychodzi. Mogę popłakać się – i ostatnio często mi się to zdarzało – z rozczarowania. Tak jak nie magazynuję złości, tak zawsze mam nadzieję. Kiedy nadzieja rozbija się o skały, płaczę. Do „Tańca z Gwiazdami” idę z nadzieją, że umiem tańczyć. Wyobrażam sobie, że moje życie to taniec w sensie metaforycznym: raz samba, raz tango, raz rumba. Będę tańczyć i śpiewać – czyli fałszować, ale to nie ma znaczenia. Kocham koncerty. Wielkie i głośne na stadionach, ale też kameralne. Raz Coldplay czy Heaven, innym razem Ania Karwan.

– Co Ci to daje?

Rodzaj energii, którego nie potrafię przeżyć w żaden inny sposób. Muzyka wchodzi mi w krwiobieg i mnie niesie, potrafię stracić oddech ze wzruszenia. Kto chodzi, ten wie, o czym mówię. Poryczałam się na koncercie Ralpha Kaminskiego, który śpiewał utwory Kory. Byłam młodą dziewczyną, kiedy po raz pierwszy usłyszałam „Krakowski spleen”, wtedy do mnie nie trafił, bo to jest utwór dla dorosłych. Dziś odbija się w nim moje życie:
„A słońce wysoko wysoko
Świeci pilotom w oczy
Rozgrzewa niestrudzenie
Zimne niebieskie przestrzenie…”.Aż mam ciarki…
Często starałam się w życiu robić coś niestrudzenie i… guzik to dawało. Dlatego były łzy… Teraz też są, z poruszenia. Moja lekcja po tym wszystkim, co przeszłam, jest następująca – jeśli kawałki puzzli nie pasują, nie stworzysz obrazka, o którym marzysz. Możesz wciskać puzzle na siłę, sama się dopasowywać, ale nic to nie da. Jak w „Kopciuszku” – nie włożysz stopy do pantofelka, jeśli to nie jest twój rozmiar. Możesz sobie obciąć palec, przyciąć piętę, ale to boli i nie będziesz mogła potem chodzić. Twoje buty są, tylko gdzieś indziej, poszukaj ich. Nie bój się.

Magda Mołek, VIVA! 3/2025
Magda Mołek, VIVA! 3/2025 Fot. MARLENA BIELIŃSKA/move
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...