Lider Kombii zaskakuje wyznaniem o przemijaniu. Ujawnił, co chciałby zabrać do grobu: "Może powinienem zapisać to w testamencie"
Grzegorz Skawiński zdobył się na wyjątkowo osobiste wyznanie. Lider Kombii opowiedział o swoim lęku przed śmiercią i ostatniej woli. Padły też gorzkie słowa o upływającym czasie. "Mam świadomość, że przede mną zdecydowanie mniej niż za mną", mówi.

Grzegorz Skawiński rzadko pozwala sobie na aż tak osobiste wyznania. Tym razem lider Kombii odsłonił jednak znacznie więcej niż zwykle. W rozmowie dla Plejady artysta opowiedział nie tylko o przemijaniu i lęku przed śmiercią, ale też wspomniał o swojej ostatniej woli. Padły słowa, które mogą zaskoczyć nawet jego najwierniejszych fanów.
Grzegorz Skawiński chce zostać skremowany razem z gitarą
Grzegorz Skawiński nie zamierza zwalniać tempa. Choć od lat jest jedną z największych ikon polskiej sceny muzycznej, wciąż szuka nowych brzmień i artystycznych wyzwań. W rozmowie dla Plejady zdradził, że pracuje nad nową solową płytą, która będzie dla niego wyjątkowo osobistym projektem. Tym razem postawił na album całkowicie instrumentalny — bez śpiewu, za to z gitarą w roli głównej. Jak przyznał, chce za pomocą muzyki opowiadać historie i stworzyć coś absolutnie po swojemu, bez kompromisów i oglądania się na sprzedaż czy trendy.
Artysta zdradził też, że na płycie pojawią się zaskakujące połączenia gatunków — od rocka i metalu po ambient, muzykę orientalną i filmową. Nad całością pracuje razem z Bernardem Maselim, którego nazwał genialnym muzykiem jazzowym i aranżerem albumu. Skawiński podkreślił, że finansuje projekt z własnych pieniędzy i traktuje go jak swoje muzyczne credo.
I właśnie wtedy, gdy opowiadał o twórczości, pasji i kolejnych planach, niespodziewanie zdobył się na wyjątkowo osobiste wyznanie. Lider Kombii zaczął mówić o śmierci, przemijaniu i swojej ostatniej woli. Pytany przez Michała Misiorka o to, czy chciałby zostać skremowany razem z gitarą, odpowiedział bez wahania. „Przyszedł mi do głowy taki pomysł. Myślę, że byłoby to niegłupie. Może powinienem zapisać to w testamencie jako moją ostatnią wolę? Choć tak naprawdę, jakie to ma znaczenie?”, pytał.
Czytaj też: Aż trudno uwierzyć, przez co przechodził. Teraz Skawiński opowiada o dramatycznym dzieciństwie

„Oczywiście, że się boję”. Skawiński otwarcie o śmierci
Jeszcze większe emocje wywołało jednak to, jak szczerze artysta opowiedział o samym lęku przed odejściem. Skawiński nie próbował kreować się na człowieka całkowicie pogodzonego z losem. Wręcz przeciwnie. Dodał również, że nie wierzy osobom, które deklarują pełną gotowość na śmierć i brak jakiegokolwiek strachu.
Muzyk mówił o niepewności związanej z tym, co dzieje się po odejściu z tego świata. Z jednej strony wspomniał o nadziei, że „po drugiej stronie” może istnieć coś jeszcze. Z drugiej — nie wykluczył, że po śmierci może nie być już niczego. „Oczywiście, że się boję. Nie wierzę tym, którzy mówią, że są gotowi na śmierć i nie budzi ona w nich żadnego lęku. Nie wiemy, co nas czeka po odejściu z tego świata. Zawsze jest jakaś nadzieja, że coś tam jeszcze jest po drugiej stronie. Ale równie dobrze może się okazać, że nie ma niczego”, opowiadał w Plejadzie Michałowi Misiorkowi.
W rozmowie pojawił się też niezwykle poruszający fragment dotyczący muzycznej spuścizny. Grzegorz Skawiński podkreślił, że pociesza go myśl, iż po jego odejściu pozostanie muzyka, którą tworzył przez lata. Artysta wyznał, że właśnie przez swoje utwory będzie w pewien sposób nadal obecny. „Cieszę się jednak, że zostanie po mnie moja muzyka. To przez nią przejawiał się będzie mój pozaziemski byt”, dodawał.

Skawiński gorzko o przemijaniu. „Przede mną zdecydowanie mniej niż za mną”
W wywiadzie nie zabrakło też refleksji nad upływającym czasem. Skawiński przyznał, że ma pełną świadomość swojego wieku i tego, że większość życia jest już za nim.
„Mam świadomość, że przede mną zdecydowanie mniej niż za mną. Za jakiś czas rozpełznę, rozpłynę się i zniknę. Czy jestem na to gotowy? Chyba jeszcze nie”, dodawał Michałowi Misiorkowi.
Choć mówił o tym bardzo szczerze, nie zabrakło też charakterystycznego dla niego dystansu. Przyznał, że nadal nie dowierza swojemu wiekowi, a scena wciąż daje mu ogromną energię. Jak sam podkreślił, gdy wychodzi przed publiczność, adrenalina i emocje sprawiają, że na chwilę zapomina o wszystkim. „Nie czuję się już tak, jak jeszcze 20 lat temu. Energii mi na razie nie brakuje, ale siły czasem już tak. Choć gdy wchodzę na scenę, to mam taki przypływ adrenaliny i dopaminy, że na chwilę zapominam o tym, ile mam lat. Ani kolano, ani kręgosłup mnie nie bolą”, opowiada Plejadzie.
Czytaj też: Jego życie osobiste owianej jest tajemnicą. Skawiński wreszcie ujawnił prawdę. Dlatego nie założył rodziny
Emerytura? Grzegorz Skawiński: „Nie nadaję się do tego”
Grzegorz Skawiński odniósł się również do swojej formalnej emerytury. Wyjaśnił, że przez długi czas nawet nie dopełnił związanych z nią formalności. „ Okazało się, że od kilku lat powinienem dostawać już emeryturę, ale nie dopełniłem wymaganych formalności. Trochę kasy przeszło mi w związku z tym koło nosa. Ale gdy ogłoszono lockdown, przestaliśmy grać koncerty i moja poduszka finansowa zaczęła się kurczyć, postanowiłem załatwić wszystkie zaległe urzędowe sprawy”, opowiada.
Jednocześnie stanowczo zaznaczył, że nie zamierza rezygnować z działalności artystycznej. Emerytura kojarzy mu się z życiem, którego kompletnie sobie nie wyobraża. Nadal chce tworzyć, grać i być aktywny zawodowo.
Muzyk przyznał jednak, że jeśli kiedyś poczuje, iż nie daje już rady i zaczyna robić wszystko „na pół gwizdka”, prawdopodobnie sam usunie się w cień. Na razie nie planuje pożegnania ze sceną. „Jednak mimo że formalnie emerytem jestem, to na emeryturę nie przeszedłem. Cały czas jestem czynnym artystycznie człowiekiem. Emerytura kojarzy mi się z siedzeniem w domu w kapciach przed telewizorem, struganiem kijków, geriatrycznymi spacerkami, pokasływaniem i jedzeniem twarożku. Nie nadaję się do tego. […] Jeśli jednak poczuję, że nie domagam i zaczynam robić wszystko na pół gwizdka, to zapewne usunę się w cień”, wyznał w Plejadzie.
