Legendarny muzyk kończy karierę. Ostatni koncert zagra jesienią we Wrocławiu. Potem całkowicie poświęci się ukochanej żonie
Gdyby nie ona, już dawno zszedłby ze sceny. To właśnie żona, która od lat gra w jego zespole, przekonywała go, że wciąż powinien tworzyć. Teraz jednak Lech Janerka zdecydował, że kończy swoją wieloletnią przygodę z muzyką. Po raz ostatni zagra dla publiczności 2 października w rodzinnym Wrocławiu. A potem? Potem poświęci się żonie i ukochanym wnukom.

Nigdy nie zabiegał o popularność, nie tworzył piosenek z myślą o tym, by podbiły listy przebojów stacji radiowych. Zawsze robił swoje, nie chodził na kompromisy i konsekwentnie trzymał się z boku sceny muzycznej. A mimo to przez lata zgromadził rzesze wiernych fanów, którzy cenią go zarówno za dokonania solowe, jak i utwory założonej przez niego formacji Klaus Mitffoch. Jego kultowe, jak "Jezu, jak się cieszę" czy "Jest jak w niebie", fani po raz ostatni będą mogli usłyszeć 2 października 2026 roku w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. To będzie jego pożegnanie z karierą. Ze sceną pożegna się też jego żona, Bożena Janerka, która od lat gra w jego zespole.
Lech i Bożena Janerkowie — od 40 lat nierozłączni
Poznali się w 1975 roku w architektonicznej szkole pomaturalnej. Bożena Janerka w jednym z wywiadów wyznała, że Lech oczarował ją na początku inteligencją, urodą oraz sprawnością fizyczną. No i cierpliwością, bo na pierwszą randkę spóźniła się 1,5 godziny. Po tej pierwszej były kolejne i ich miłość zaczęła kwitnąć. „Ładny chłopak był. [...] Lechu jak mówił, to wszyscy go słuchaliśmy bardzo uważnie", mówiła pani Bożena.
Już na początku swojego związku Bożena i Lech postanowili założyć zespół. Ona grała na wiolonczeli i keyboardzie, on natomiast śpiewał i komponował. Stworzyli idealnie zgraną formację, która przyciągała publiczność. „Dla mnie związek z Bożeną był i jest bardzo ważny i najpierw był związek, a potem zaczęły się rock’n’rolle. Jesteśmy z jednego rocznika, ona jest z grudnia. Poznaliśmy się, gdy miała 18 lat, ja już 19, i szybko zagraliśmy na festiwalu studenckim. Potem pojawiły się dzieci i wróciłem do muzyki po jakichś 10 latach, a do grania z Bożeną po kolejnych dwóch. Więc jesteśmy bardziej po prostu małżeństwem niż małżeństwem rockowym. W pewnym momencie przygoda zamieniła się w pracę, ale od początku bardzo dobrze mi się z nią grało. Była opoką. Jestem „gumowym” basistą, pływam w tempie, a Bożena gra jak żyleta. Czasami zdarzało się, że bardziej słuchałem jej niż perkusji. Do dzisiaj na koncertach eksponujemy wiolonczelę. Kiedyś mieliśmy w zespole okres stagnacji, szukaliśmy „kopa” do działania. Zapytałem muzyków, czy może potrzebny jest ktoś, kto byłby bardziej operatywny, bardziej improwizujący niż Bożena. „Co ty stuknięty jesteś? To ciebie wymienimy, Bożena ma zostać”. Sprowadzili mnie na ziemię", przyznał muzyk w rozmowie z Wyborczą.
Choć muzycy zespołu Janerki nie wyobrażali sobie grania bez Bożeny, ona sama zrobiła sobie przerwę. Chciała zająć się wychowywaniem dzieci. W jednym z wywiadów wyznała, że bywały gdy wszystkie obowiązki spoczywały na jej barkach, bo mąż był ciągle w trasie. "Ja byłam samotną matką, tak na dobrą sprawę, bo on pracował. [...] Dzieci dorastały właściwie bez ojca", wyznała. I dodała, że gdy doczekali się wnuków, Lech zwolnił tempo i więcej czasu poświęcał rodzinie. Jak przyznała, jest bardzo kochającym i oddanym dziadkiem.

Królowie Fryderyków
Lech Janerka i jego żona mogą przejść na emeryturę z poczuciem satysfakcji. W ciągu 40 lat wspólnego grania zyskali wiernych fanów, zdobyli też wiele nagród. Swoistym ukoronowaniem ich osiągnięć była gala rozdania Fryderyków w 2024 r. Małżonkowie sięgnęli aż po kilka statuetek, w tym za Utwór Roku. To był ich wielki powrót na rynek muzyczny po niemal 18 latach. Artystów doceniono w pięciu kategoriach oraz przyznano im specjalne wyróżnienie za ponadczasową twórczość. „Pracujemy razem, ale jednocześnie dzięki Bożenie utwierdziłem się w tym graniu [...] Może jeszcze nagram jakąś płytę jeszcze bez górnolotnych zakończeń. Moja mama mówiła, że tylko Bóg nie ma początku i końca", mówił artysta w rozmowie z Dzień Dobry TVN.
Czy rzeczywiście Janerka nagra jeszcze taką płytę? To niewykluczone. Jego pożegnalna trasa, która zakończy się we Wrocławiu, na pewno będzie rozbratem ze sceną i występami na żywo. O całkowitym zerwaniu z muzyką Janerka na szczęście nie wspominał. Kto wie, może zatem doczekamy się jeszcze kolejnego albumu albo przynajmniej kilku nowych piosenek. Dwoje utalentowanych muzyków w jednym domu długo bez grania nie wytrzyma.
CZYTAJ TEŻ: Prowadził ''Jaka to melodia'', potem zniknął z TVP. Pilne nowe wieści w sprawie powrotu Roberta Janowskiego
