Kinga Preis od zawsze chciała nieść pomoc innym. Dziś mówi wprost o swoim zaangażowaniu
Kinga Preis szczerze opowiada o pracy w hospicjum dla dzieci i pomaganiu. Poruszający wywiad o życiu, cierpieniu i empatii.

Kinga Preis nie owija w bawełnę. Aktorka i ambasadorka Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci mówi wprost o cierpieniu, strachu i… życiu, które toczy się tam każdego dnia. Jej słowa poruszają do głębi i zmuszają do refleksji nad tym, co naprawdę jest ważne.
Kinga Preis ambasadroką Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci
Kinga Preis nie traktuje swojej działalności jako kolejnej „roli”. Jak sama podkreśla: „W swoje role angażuję się na 100 proc. I nie myślę o tym, że nie odróżniam roli od życia i nie potrafię z roli wyjść, ale że naprawdę to, co robię zawodowo, staram się zrobić jak najprawdziwiej, żeby widzowie mogli wejść w mój świat, w moją przestrzeń. Nie wyobrażam sobie uprawiania tego zawodu i tych ról jako „ja, Kinga Preis, pokażę państwu, jak gram". Dla mnie i dla mojej postaci rzeczy dzieją się naprawdę, ze wszystkimi konsekwencjami. O swojej roli ambasadorki mogę powiedzieć tak samo – ja w niej nie oszukuję, nie kłamię, nie naciągam. Jestem sobą”, mówi.
Impuls do działania pojawił się jednak znacznie wcześniej. „Już lata temu miałam ciągoty, że jeśli nie aktorstwo, to na pewno pomaganie, tylko nie umiałam tej energii skonkretyzować”, przyznaje.

Kinga Preis o pomaganiu dzieciom
Przełomem było spotkanie z Beatą Hernik-Janiszewską z Fundacji Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci. To ona zaprosiła ją do zaangażowania się w pomoc najmłodszym. Choć decyzja nie była łatwa. „Kiedyś spotkałam moją koleżankę Beatę Hernik-Janiszewską, która jest prezeską Fundacji Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci, i ona zaproponowała mi właśnie rolę osoby, która ma się starać dla innych ludzi, w tym przypadku – dla naszych dzieci. Bałam się tego potwornie, bo wydawało mi się, że sobie nie poradzę. Że jeżeli wejdę do hospicjum, w którym zobaczę ciężko chore albo umierające dziecko, to owszem, przy nim jeszcze będę w stanie pokazać, że wszystko jest ok, ale wrócę do domu i mój świat się rozpadnie. Podobnie reagują ludzie, którym dziś opowiadam o hospicjum. Słyszę: „Nie mów mi tego, nie pokazuj!”, kontynuuje.
Hospicjum działa wielotorowo. Jedną z form jest opieka domowa. „Jesteśmy hospicjum domowym, a to polega na tym, że dziecko mieszka wraz ze swoimi rodzicami w domu”, tłumaczy aktorka. Fundacja stworzyła również wyjątkowe miejsce, czyli dom opieki wytchnieniowej „Kokoszka”. „W tej chwili mieszka tam 16 dzieciaczków”, podkreśla Kinga Preis.
To przestrzeń, która burzy stereotypy. „Hospicjum nie jest miejscem do umierania – jest miejscem do życia, i to dobrego życia. I do uśmiechu”, mówi stanowczo. Dzieci mają zapewnioną opiekę lekarzy, pielęgniarek, terapeutów i psychologów. Są zajęcia, kontakt ze zwierzętami i przestrzeń pełna kolorów. „Stajemy na rzęsach, żeby tego uśmiechu było możliwie jak najwięcej”, dodaje.
Jedną z podopiecznych jest Kalinka, bohaterka kampanii „Pokoloruj im świat”. „Kalinka kradnie serca wszystkich, którzy na nią patrzą”, mówi artystka. Dziewczynka ma zespół chorób genetycznych i oddycha przez tracheostomijną rurkę. A jednak „śmieje się cały czas!”. Jej zachowanie potrafi zaskoczyć nawet dorosłych. „Gdy coś jej się nie spodoba, to postanawia przestać oddychać”, opowiada ulubienica publiczności. „Kalinka ryzykuje życie, żeby uzyskać to, czego chce”. To właśnie takie historie zmieniają sposób patrzenia na hospicjum i jego podopiecznych.
