Judy Garland była jej całym światem i największym ciężarem. Legenda Hollywood dopiero teraz odsłania prawdę o trudnej relacji z matką
Córka wielkich gwiazd Hollywood, wspaniała aktorka i piosenkarka, niezwykła postać. Historia Lizy Minnelli to opowieść o miłości, która rani, sławie i sile przetrwania. W Ameryce właśnie ukazała się jej autobiograficzna książka „Dzieciaki, zaczekajcie, aż to usłyszycie!”.

Liza Minnelli to jedna z tych postaci, które nie tyle wpisują się w historię Hollywood, ile ją współtworzą – barwna, dramatyczna, niepokorna, nieustannie balansująca między blaskiem reflektorów a cieniem prywatnych demonów. Jej życie to gotowy scenariusz na film: o dziedziczeniu sławy, trudnej relacji z legendarną matką, wielkich miłościach, uzależnieniach i nieustannej walce o siebie. Osiemdziesięcioletnia gwiazda wydała właśnie autobiografię zatytułowaną „Kids, Wait Till You Hear This!” (Dzieciaki, zaczekajcie, aż to usłyszycie!). Od kilkunastu lat jest wolna od nałogów, które ją niszczyły. Urodzona w samym sercu przemysłu filmowego, była od początku skazana na sławę i ciężar, który się z nią wiąże. Przedstawia siebie jako jedno z utalentowanych „nepo baby”. To dziedzictwo nie było jednak przepustką do szczęścia, a raczej początkiem emocjonalnego labiryntu.
U boku Judy
Liza Minnelli urodziła się w 1946 roku w Los Angeles, była dzieckiem absolutnej hollywoodzkiej arystokracji. Jej matka, Judy Garland, jest ikoną kina i niezapomnianą Dorotką z „Czarnoksiężnika z Oz”. Miała głos, który łamał serca, i życie naznaczone uzależnieniem oraz emocjonalnym chaosem. Rodzina Minnellich mieszkała w Hollywood. Obok swoją posiadłość miał wielki gwiazdor Humphrey Bogart, niewiele dalej Frank Sinatra. Po latach „wujek Frank” podrzuci Lizę na kolejny odwyk własnym odrzutowcem Learjet. Ojciec był ważną postacią w jej życiu, jednak jeszcze ważniejsza była relacja z matką – pełna miłości, ale też napięć, nieobecności i nieustannego porównywania.
Judy Garland była dla córki jednocześnie boginią i przestrogą. Liza dorastała, obserwując jej triumfy i upadki, jej genialność i autodestrukcję. Garland potrafiła zachowywać się ujmująco i zabawnie, a po minucie krzyczeć tak, że stawała się „najstraszniejszą matką na świecie”. Niezwykłe jest wspomnienie o wspólnym recitalu w London Palladium – Liza miała wówczas 18 lat.

Kiedy Judy Garland zobaczyła, jakie brawa dostaje córka i jaki budzi zachwyt, wpadła w szał, wołając do swojego menedżera: „Wyrzuć ją z mojej cholernej sceny!”. Liza Minnelli wspomina: „Śpiewałam dalej, a mama szalała z wściekłości. Dotarło do mnie coś szokującego. Zaczęłam wieczór jako córka mamy. Teraz byłam na scenie z Judy Garland”. Zrozumiała wtedy, że nie może pozostać w cieniu matki. Musi stać się osobną artystką. I musi się tego nauczyć.
Jeszcze parę słów o tej relacji. Liza bardzo szybko stała się podporą Garland. Wspomina: „W wieku 13 lat byłam opiekunką mojej mamy – pielęgniarką, lekarzem, farmaceutą i psychiatrą w jednej osobie. Straciłam rachubę, ile razy dzwoniłam do lekarzy, żeby powiedzieć, że skończyły jej się tabletki. Mówiłam: »Jestem dzieckiem! Proszę zrealizować receptę mojej mamy!«”. Wiele razy podmieniała jej leki na aspirynę, bo lekarze ostrzegali, że ilość środków nasennych może ją zabić.
Kiedy Judy Garland zmarła z przedawkowania w 1969 roku, Liza miała zaledwie 23 lata, ale już była na drodze do wielkiej kariery. Śmierć matki była dla niej strasznym ciosem, płakała przez wiele dni. A przy tym czuła, że symbolicznie przejmuje pałeczkę. Świat potrzebował nowej gwiazdy – Liza była na to gotowa, choć pełna ran.

Narodziny gwiazdy
Karierę zrobiła błyskawicznie. Jako 16-latka porzuciła Los Angeles i wyjechała do Nowego Jorku na Broadway. Jak pisze, nazwisko rodziców nie zapewniło jej tam nawet przejazdu metrem. Nie miała pieniędzy, spała na ławce w parku. Zaczęła występować w musicalach – bardzo udanie, bo to był jej żywioł. Miała wspaniały, mocny głos i talent do tańca. Zobaczcie, jak w 2012 roku, po wielu operacjach bioder, kolan, kręgosłupa, nadgarstków tańczy i śpiewa piosenkę Beyoncé „Single Ladies”!
Z czasem stała się jedną z największych gwiazd estrady – jej koncerty w Carnegie Hall czy w Radio City Music Hall przeszły do legendy, a kolejne albumy koncertowe i studyjne były wydarzeniami. Pierwszą Nagrodę Tony dostała w 1965 roku. Szybko zainteresowało się nią Hollywood. „Nie udawałam, że jestem nie do zdobycia”, pisze w pamiętnikach.
W 1972 roku zagrała rolę życia, która na zawsze przeszła do historii kina – Sally Bowles w „Kabarecie” Boba Fosse’a. Pisze, że Fosse zachęcał ją do podejmowania ryzyka. Do bycia dziwną, odważną. Skorzystała z tych rad między innymi w piosence „Mein Herr”. Film zdobył osiem Oscarów, w tym dla Minnelli za najlepszą rolę kobiecą. Rola Sally Bowles zmieniła ją w ikonę. Minnelli była magnetyczna i krucha, prowokacyjna i zagubiona.

Jej chłopięca sylwetka, ogromne oczy podkreślone makijażem, charakterystyczna fryzura pixie, melonik – wszystko to stworzyło nowy typ gwiazdy. Nie była klasyczną seksbombą w stylu Marilyn Monroe. Erotyzm Lizy Minnelli był bardziej androgyniczny, teatralny, podszyty kreacją i ironią. Przyciągała nie ciałem, lecz energią, intensywnością, czymś nieuchwytnym.
Po „Kabarecie” była wszędzie – w telewizji, na scenie, na okładkach. W swojej karierze zdobyła wszystkie cztery prestiżowe wyróżnienia: Oscara, Grammy, Emmy i Tony. Ale za tymi sukcesami czaiła się codzienność – chaotyczna i bolesna...
Czytaj też: Desperacko szukała miłości, pięć razy stawała na ślubnym kobiercu. Czwarty mąż zadał jej potężny cios
Tekst Agnieszka Dajbor
Cały artykuł do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 9 kwietnia.


