Jedno pytanie żony zmieniło jego życie. Norbi o miłości silniejszej niż hazard – tylko w VIVIE
100 tysięcy złotych zniknęło z ich wspólnego konta. Tym razem nie było już wymówek ani szybkiego „odegram się”. Była prawda, strach i decyzja, która zmieniła wszystko. W szczerej rozmowie z Beatą Nowicką dla magazynu „VIVA!” Norbi opowiada o dniu, w którym żona postawiła go pod ścianą – i o terapii, dzięki której po 17 latach uzależnienia po raz pierwszy poczuł się naprawdę wolny.

To nie spektakularna wygrana ani bolesna strata okazały się przełomem, lecz jedno pytanie Marzeny: „Dlaczego z naszego konta zniknęło 100 tysięcy?”. Po latach kłamstw i życia między koncertem a kasynem przyszedł moment konfrontacji. W rozmowie z Beatą Nowicką w „VIVIE!” Norbi wraca do tamtych chwil: notarialnych blokad kont, zakazu wstępu do kasyn i terapii trzy razy w tygodniu. Dziś mówi wprost – wygrał coś więcej niż pieniądze. Odzyskał siebie i swoje małżeństwo.
Terapia, blokady kont i zakaz wstępu do kasyn. Jak Norbi wygrał z hazardem dzięki miłości żony
– Lata mijają, jesteś po drugim rozwodzie. Spotkałeś Marzenę, zakochałeś się, ożeniłeś i… dalej grałeś. Aż do pewnego dnia.
Marzena nagle pyta: „Dlaczego z naszego konta zniknęło 100 tysięcy?”. „Kumpel poprosił mnie o pożyczkę na dwa dni”. Zawsze miałem gotową odpowiedź. Myślałem, że zaraz wygram i oddam.
– Nie wygrałeś.
Pieniądze na konto nie wróciły, musiałem powiedzieć prawdę. Marzena się wkurzyła. Wybuchła trzecia wojna światowa. Jakbym stanął przed plutonem egzekucyjnym. Nie rozmawialibyśmy dzisiaj, gdyby nie było prawdziwej miłości, przecież ona mogła mnie wtedy kopnąć w d…ę i powiedzieć: „Z nami koniec”. Ale dała mi szansę. Ja ją sobie dałem. Czułem odrazę do samego siebie, że tak ją oszukiwałem. I nie potrafiłem wyobrazić sobie życia bez niej. Tamtego dnia Marzena zabrała mi wszystkie dokumenty i karty kredytowe. Jechałem na koncert, więc wręczyła mi kluczyki do samochodu. Mieszkaliśmy w Kielcach. Wróciłem i ona mówi: „Teraz terapia. Bierzesz telefon i dzwonisz do pierwszej poradni”. Zadzwoniłem, poszliśmy razem, psychiatra od razu dał mi skierowanie na terapię na NFZ. U notariusza wszystkie konta zostały przepisane na Marzenę i założone tak zwane blokady. Kasyna, pod groźną horrendalnej kary, nie mogły mnie wpuszczać. Powiem ci, że… kamień spadł mi z serca. Pierwszy raz stanąłem w prawdzie.
– Zamiast do kasyn, zacząłeś chodzić na terapię…
…do pana Zbyszka trzy razy w tygodniu. Na pierwszej sesji powiedział: „Zaczynaj od początku, od dzieciństwa”. Zbyszek był pierwszą osobą, przed którą się otworzyłem, bo nie musiałem nikogo udawać. Na nim nie robiło wrażenia, że mam znaną gębę. Mogłem powiedzieć mu wszystko bez obaw, że ktoś się dowie i zrobi z tego sensację. Kiedyś mnie zapytano, co było wtedy dla mnie najtrudniejsze. Szczerze? Nic. Prawdopodobnie już byłem gotowy zmierzyć się z prawdą o sobie, o swoim życiu, o przeszłości. Zrzuciłem z siebie ogromny ciężar. Uwolniłem się. Nie miałem dostępu do pieniędzy, a czułem się wolnym człowiekiem. Coś wspaniałego. Testem był nasz wyjazd do Holandii, do cioci Marzenki, która mieszka w Roermond. Byłem tam wielokrotnie. Któregoś dnia dziewczyny poszły oglądać ciuchy i musiałem zająć się sobą. W Holandii uwielbiam frykadele na głębokim tłuszczu, frytki z majonezem i cebulą, po prostu petarda. Podchodzę do food trucka i nagle wpada mi w oczy zaje…y, czerwony napis: „Kasyno”. Jestem za granicą, mogę łazić, gdzie chcę, bez żadnych zakazów, i robić, co chcę. Wziąłem swoje frykadele, odwróciłem się i odszedłem. Byłem z siebie dumny.
Zobacz też: Dorota Szelągowska po porodzie nie mogła patrzeć w lustro. "Długo siebie nienawidziłam"

– Przede mną siedzi zwycięzca, nie przegryw.
Summa summarum jest happy end. Zakończenie niczym w amerykańskim filmie. Chociaż, jak podrapiesz to złotko, to widzisz nerwice różnego rodzaju, głównie somatyczną. Oczywiście nie jestem jasnowidzem, nie wiem, co wydarzy się jutro. Jednak w moim nowym myśleniu nie ma opcji, żebym wszedł do kasyna. Jeżeli tam pójdę, stracę ukochaną żonę, a wraz z nią stracę wszystko. Gdyby nie Marzenka, byłbym żulem na dnie dna. Mimo wszystkich bezeceństw, które narobiłem, miłość zwyciężyła. Jesteśmy razem na dobre i na złe. Czasami myślę: Kurde, moi koledzy jeżdżą Ferrari, mają wypasione domy, a ja przegrałem siedem milionów w kasynie. Ale blichtr to nie moja bajka. Nie mam natury milionera, jestem hipisem popu. Uwielbiam Polskę B, bo sam jestem prawdziwkiem. Co weekend gramy koncerty, raz lepiej, raz gorzej, ale telefon dzwoni cały czas. Moja żona powiedziała ostatnio: „Mamy cudowne życie”. Mamy. Książka jest wyznaniem moich grzechów, bo chciałbym przestrzec innych. Gdybym mógł cofnąć czas, wywaliłbym hazard z mojego życia.
[...]
Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 26 lutego.
ZOBACZ TAKŻE: „W trzy miesiące wygrałem pół miliona. Zostało 10 tysięcy”. Tylko w VIVIE Norbi o 17 latach życia w nałogu
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
