Reklama

10 kwietnia 2010 roku życie Joanny Racewicz rozpadło się na pół. W katastrofie smoleńskiej zginął jej mąż, Paweł Janeczek, a ich synek miał wówczas niespełna dwa lata. Dziennikarka została sama z niewyobrażalną stratą, ale też z odpowiedzialnością za małego chłopca, który jeszcze nie rozumiał, co naprawdę się wydarzyło. Po latach wspominała, że musiała powiedzieć dziecku prawdę najprościej, jak się da: tata był w pracy, wydarzył się wypadek i już nigdy nie wróci. To właśnie od tamtego momentu zaczęła się ich wspólna droga – naznaczona bólem, ale też niezwykłą bliskością.

Igor Janeczek dorastał bez ojca, ale nigdy bez miłości

Igor nie pamięta Pawła Janeczka tak, jak pamięta się obecność rodzica z codzienności. Joanna Racewicz mówiła o tym bez upiększeń w wywiadzie dla VIVY!: „Nie pamięta taty. Miał dwa lata, gdy ten zginął. Tata jest dla niego tylko postacią ze zdjęć, filmów i opowieści. Trochę jak superbohater z Uniwersum Marvela. Ktoś silny, niezłomny, na posterunku do samego końca”. To jedno z tych zdań, które zostają z człowiekiem na długo.

W tej historii najbardziej porusza jednak nie tylko sama strata, ale sposób, w jaki Joanna Racewicz nauczyła się o niej opowiadać. Bez fałszu, bez wielkich gestów, ale z ogromną czułością. W podcaście Mamadu przyznała, że nie chciała wychować syna w cieniu własnej rozpaczy. Choć sama była blisko załamania, musiała wracać do życia, bo obok był mały człowiek, który jej potrzebował.

To właśnie wtedy rozegrała się scena, do której wraca po latach. Jak wyznała, pogrążona w żałobie siedziała w domu, kiedy nagle podszedł do niej mały Igor, dotknął jej twarzy i powiedział dziecięcym językiem: „Mamiś, przestań płakać, bo będę się o ciebie martwił”, opowiadała na łamach podcastu MamaDu. Ten moment stał się dla niej przełomem. Zrozumiała, że role nie mogą się odwrócić, że to nie dziecko ma dźwigać emocje dorosłego. Niedługo później rozpoczęła terapię i – jak sama mówiła – była to „ciężka praca”, ale konieczna, by znów stanąć na nogi.

Joanna Racewicz, Igor Janeczek, VIVA! 25/2021
Joanna Racewicz, Igor Janeczek, VIVA! 25/2021 Marta Wojtal

Joanna Racewicz nie ukrywa: „Macierzyństwo mnie uratowało”

Wiele kobiet mówi o dzieciach jako o swojej sile, ale w przypadku Joanny Racewicz to zdanie ma wyjątkowy ciężar. W rozmowie z Mamadu powiedziała wprost: „Macierzyństwo mnie uratowało, bo to prawda”. Przyznała też, że Igor stał się jej „kotwicą”, „łajbą ratunkową” i kimś, dzięki komu zdecydowała się zostać w życiu mimo wszystko.

Nie jest tajemnicą, że zanim został jej „małym-wielkim człowiekiem”, był też dzieckiem długo wyczekiwanym. Dziennikarka opowiadała o wcześniejszych stratach ciąż i o tym, że z mężem długo bali się cieszyć z ciąży, która ostatecznie zakończyła się narodzinami Igora. W podcaście wspominała poruszająco: „Baliśmy się z niego cieszyć”, a spokój przyszedł dopiero po kilku miesiącach. Ta historia pokazuje jeszcze wyraźniej, jak wielkie znaczenie miał dla niej syn – nie tylko po śmierci męża, ale od samego początku.

Ich relacja jest wyjątkowa. Joanna Racewicz wychowała syna po swojemu

Joanna Racewicz wielokrotnie podkreślała, że zawsze traktowała Igora poważnie. Nie chciała budować relacji opartej wyłącznie na dystansie między matką a dzieckiem. Chciała rozmawiać, tłumaczyć, słuchać i naprawdę być obok. Sama mówiła, że starali się „od samego początku rozmawiać bardzo szczerze też o tym, co czują obydwoje”.

To podejście widać także dziś. Igor wyrósł na młodego mężczyznę, o którym jego mama mówi z autentycznym zachwytem. W wywiadzie dla VIVY! przyznała: „Bardzo, bo jest fantastycznym człowiekiem. Mądry, empatyczny. Świetny organizator”. Trudno o piękniejszą rekomendację z ust matki, która widziała go w każdej możliwej odsłonie – od bezbronnego malucha po prawie dorosłego chłopaka.

Dziennikarka opowiadała także, że jej syn uczył się najpierw w liceum filmowym, a później trafił do liceum Artes Liberales – szkoły, którą nazwała wręcz „szkołą marzeń”. Podkreślała, że to miejsce bez presji, wyścigu i agresji, za to z dużym wsparciem i mądrym prowadzeniem młodych ludzi. Taka decyzja wiele mówi o tym, jakim kluczem kierowała się w macierzyństwie: mniej narzucania, więcej uważności.

18. urodziny Igora Janeczka to symboliczny moment

Jeszcze miesiąc temu Joanna Racewicz mówiła w studiu Mamadu: „Za miesiąc będzie 18”. W tych prostych słowach było wszystko: niedowierzanie, wzruszenie, ale i cichy rachunek sumienia, który zna chyba każdy rodzic. Czy dałam radę? Czy przekazałam to, co najważniejsze? Czy wychowałam dobrego człowieka?

Sama przyznała zresztą, że ma takie myśli. Mówiła o „milionie niepewności”, o walizce rzeczy pakowanych dziecku przez lata – wartości, czułości, zasad, rozmów, wspomnień. To wyjątkowo obrazowe i bardzo w stylu Joanny Racewicz: miękkie, ale prawdziwe. Ona nie udaje mamy bez lęku. Przeciwnie – pokazuje, że można się bać i jednocześnie pozwolić dziecku dorastać.

W podcaście zdradziła też, że szykowała dla syna szczególną niespodziankę na 18. urodziny – zestaw pamiątek z dzieciństwa, zdjęć i filmów, które mają opowiedzieć mu jego własną historię. To piękny gest. Nie tylko sentymentalny, ale i symboliczny. Bo w tej rodzinie pamięć zawsze była ważna. Nie jako ciężar, lecz jako sposób na zachowanie miłości.

W styczniu 2026 roku dziennikarka opublikowała post przy okazji studniówki syna. To właśnie wtedy pokazała dorosłego już Igora w eleganckim wydaniu i podzieliła się wyjątkowo osobistą refleksją.

Tak, jestem dumna. Kocham bez granic. […] Towarzyszenie Dziecku na drodze do świata jest najpiękniejszą przygodą i podróżą życia” – napisała. W dalszej części zwróciła się bezpośrednio do syna: „Dziękuję, Synku. Za to, że wybrałeś mnie na mamę. Za miłość, zaufanie, spokój. […] Za Ciebie”.

Ten wpis doskonale oddaje to, co od lat widać w ich relacji – ogromną bliskość, wdzięczność i czułość, która przetrwała najtrudniejsze doświadczenia. Dziennikarka nie ukrywa, że dorastanie syna to dla niej także moment refleksji nad upływem czasu. „Mówcie dzieciom, jak bardzo są dla Was ważne. Tak szybko dorastają” – dodała, zostawiając obserwatorów z uniwersalnym przesłaniem.

Dziś, gdy Igor kończy 18 lat, te słowa wybrzmiewają jeszcze mocniej. To już nie tylko nastolatek, ale młody dorosły, który – jak podkreśla jego mama – wyrósł na mądrego, empatycznego i niezwykle wartościowego człowieka. Napisała o tym w poruszającym poście, który opublikowała w dniu urodzin.

Joanna Racewicz, Igor Janeczek, VIVA! 25/2021
Joanna Racewicz, Igor Janeczek, VIVA! 25/2021 Marta Wojtal
Joanna Racewicz, Igor Janeczek, VIVA! 25/2021
Joanna Racewicz, Igor Janeczek, VIVA! 25/2021 Marta Wojtal
Reklama
Reklama
Reklama