Ignacy Liss szczerze o romansach na planie: „Zaczynasz myśleć o kimś innym niż osoba, która czeka w domu”
"Zakochałem się na planie" — tak aktor mówi o emocjach, które potrafią wymknąć się spod kontroli podczas pracy nad rolą. Wyznanie pada po sukcesie serialu HBO „Proud”, który zdobył Grand Prix na festiwalu Series Mania w Lille, a sam Liss odebrał nagrodę dla najlepszego aktora.

Ignacy Liss wrócił z francuskiego Lille z ogromnym sukcesem — serial „Proud” zdobył Grand Prix festiwalu Series Mania, a on sam został nagrodzony za najlepszą rolę męską. Ale zamiast mówić wyłącznie o statuetkach, 28-letni aktor odsłania mniej oczywistą stronę swojego zawodu. W rozmowie z Janem Traczem dla serwisu Onet przyznaje wprost: emocje z planu potrafią być niebezpiecznie prawdziwe.
„Skłamałbym, gdybym powiedział, że nigdy nie zakochałem się na planie”
Sukces serialu „Proud”, w którym Liss gra Filipa — młodego geja mierzącego się ze stratą bliskiej osoby — przyniósł mu ogromne uznanie. Jednak aktor nie ukrywa, że intensywne role potrafią zostawiać ślad również poza planem.
Jak przyznaje szczerze:
– Skłamałbym, gdybym powiedział, że nigdy nie zakochałem się na planie. To bardzo łatwe: jako aktor zmuszasz swoje ciało do takich uczuć i ekstremów, że machinalnie reagujesz na te bodźce. Mózg jest tylko mózgiem. Nawet jeśli starasz się to kontrolować, to twoje ciało i tak będzie przeżywało ten cały skomplikowany proces.
Dodaje też, że zakochiwanie się to dopiero początek trudnego procesu.
– Później następuje proces odkochiwania się i on także jest bardzo brutalny.
Aktorstwo jak „flirt z fikcją”
Liss otwarcie mówi o tym, że aktorstwo potrafi mieszać w emocjach — szczególnie gdy granica między fikcją a rzeczywistością zaczyna się zacierać.
– Aktorstwo to jedyny zawód, który raz jeszcze pozwala ci przeżywać różne momenty ze swojego życia. I to jest trochę bez konsekwencji, bo to wciąż jedynie flirt z fikcją.
Aktor przyznaje też, że sam doświadczał momentów zauroczenia, które przenosiły się poza plan filmowy.
– Sam przez to przechodziłem: łapałem się na tym, że nagle zaczynam myśleć o kimś innym, a nie o najbliższej mi osobie, która czeka na mnie w domu. Potrafiłem bywać zauroczony.
„Nikt nie uczy, jak wyjść z roli”
Choć w szkołach aktorskich dużo mówi się o tym, jak wejść w emocje, według Lissa znacznie rzadziej mówi się o tym, jak z nich bezpiecznie wyjść.
– Wszyscy tłumaczą ci, jak wejść w rolę i coś bardziej poczuć. Ale nikt nie będzie ci w stanie powiedzieć, jak coś odczuć i z tej roli wyjść.
Aktor zauważa też, że brak takiego wsparcia może prowadzić do niebezpiecznych sposobów radzenia sobie z emocjami.
– Są niby jakieś sposoby, by się z tego stanu otrzepać, jakoś się z nim pożegnać. Ale wiadomo, co większość robi w tego typu sytuacjach — zaczyna pić.

Miłość to codzienny wybór
W tej emocjonalnej układance ogromną rolę odgrywa dla niego życie prywatne. Liss otwarcie mówi o swojej relacji z partnerką Marysią i o tym, że szczerość jest dla nich podstawą.
– Trzeba zacząć od najprostszych rzeczy: ja wiele rozmawiam z Marysią i traktuję ją jak mojego najlepszego przyjaciela. Nigdy nie bałem się mówić jej o swoich uczuciach i nie robiłem z siebie perfekcyjnego partnera.
Dodaje, że dla niego miłość to przede wszystkim świadoma decyzja.
– Dla mnie to jest przede wszystkim wybór. To ty decydujesz się na to, że chcesz inwestować w daną relację. Budzisz się codziennie z przekonaniem, że pragniesz to robić.
Presja sukcesu i marzenia o karierze międzynarodowej
Nagroda w Lille to dopiero początek nowego etapu w jego karierze. Liss przyznaje, że coraz poważniej myśli o graniu po angielsku, choć widzi też skalę wyzwania.
– Możesz znać język całkiem dobrze, ale jeśli nim nie myślisz, to zaczynają pojawiać się schody.
Nie ukrywa też, że życie aktora to nie tylko sukcesy i czerwone dywany.
– Od roku nie byłem na planie. „Proud” kręciliśmy już jakiś czas temu, więc fakt, że premiera będzie w tym roku, o niczym nie świadczy. Ale to jest część tego zawodu, z którą warto się pogodzić.
Teatr jako laboratorium emocji
Po festiwalu aktor wraca do Polski, by kontynuować próby do spektaklu teatralnego. Jak mówi, to właśnie scena daje mu największą przestrzeń do rozwoju.
– Teatr natomiast staje się przestrzenią, w której masz prawo się mylić. Codziennie próbujesz dowiedzieć się, czy coś działa, czy może jednak wymaga swoistej korekty.
I choć kino przynosi rozpoznawalność, to teatr — jak podkreśla — pozostaje miejscem najważniejszych aktorskich doświadczeń.
