Ich więź jest niezniszczalna, dla dzieci jest tatą na medal! Gwiazdor "Ojca Mateusza" żałuje tylko jednego. To wyznanie porusza
Artur Żmijewski od lat budzi podziw nie tylko jako aktor. To przede wszystkim kochający mąż i ojciec - oddany, bezgranicznie wspierający. Z dziećmi łączy go niezwykła więź, która przetrwała próbę czasu, zawodowych wyzwań i życiowych zmian. Z okazji urodzin aktora wracamy do wyjątkowego, archiwalnego wywiadu, w którym razem z Ewą, Karolem i Wiktorem odsłonił najpiękniejszą rolę swojego życia — rolę taty.

Można tylko patrzeć i zazdrościć, i to bez cienia przesady. Spełnienie zawodowe, wieloletnia kariera i życie prywatne, które wydaje się niemal filmowym scenariuszem. U boku ukochana żona Paulina Żmijewska, a obok niej trójka niezwykle utalentowanych dzieci. Artur Żmijewski rzadko wpuszcza media do swojego świata, ale jakiś czas temu dla VIVY! zrobił wyjątek. W 2024 roku po raz pierwszy razem z córką Ewą oraz synami Karolem i Wiktorem zdecydował się wspólny wywiad. W rozmowie z Wiktorem Słojkowskim zdradzili rodzinne sekrety i opowiedzieli o swojej wyjątkowej relacji.
Z okazji urodzin uwielbianego aktora przypominamy archiwalny wywiad!
Takiej rozmowy nie było! Archiwalny wywiad VIVY! z Arturem Żmijewskim i Ewą, Karolem i Wiktorem Żmijewskimi
– Powiem Wam, że byłem lekko rozczarowany, przygotowując się do naszego spotkania. Przekopałem archiwa, rozmawiałem z Waszymi znajomymi z branży filmowej i każdy z nich stwierdził, że jesteście bardzo zgodną rodziną.
Artur: Rzeczywiście, na próżno szukać u nas włoskich akcentów: trzaskania drzwiami, rzucania naczyniami, skandali. My jesteśmy bardzo zwyczajni i tę naszą zwyczajność kochamy do szaleństwa.
– Podpisalibyście się imieniem i nazwiskiem pod stwierdzeniem, że to nie w pieniądzach, a właśnie w rodzinie tkwi największa siła?
Artur: Tu się nie ma nad czym zastanawiać. Nie ma nic cenniejszego od kochającej się i rozumiejącej się rodziny. Jest jak kotwica, która osadza cię i nie pozwala ci wpłynąć gdzieś na mieliznę lub rozwalić się o brzeg.
Ewa: Nie będę oryginalna i zgodzę się z tatą!
Karol i Wiktor: My też się zgadzamy.
Artur: W dzisiejszych czasach, gdy świat stanął na głowie, zwariował, jest tyle wyzwań przed każdym z nas, zła energia czyha na każdym kroku i nie mówię tu wyłącznie o internecie, ale i o tym, co się dzieje w realu. Bardzo pogubiliśmy się jako ludzie. Wymagania stawiane przed nami są często nie do spełnienia. I mówię tu głównie o młodych! Ja jestem z innego pokolenia. Nam udało się nie stracić z oczu wytyczonego celu.
Ewa: Nie ma chyba ważniejszej rzeczy, niż mieć podporę w rodzinie, żeby czuć korzenie.
– A kto w domu jest dla Was większą podporą?
Ewa: Mama i tata.
Wiktor: Zdecydowanie obydwoje. Trudno byłoby stwierdzić, że ktoś daje większe wsparcie. I chyba byłoby to dość niesprawiedliwe wybrać mamę lub tatę. Na różnych etapach naszego życia nasi rodzice dawali nam różne wsparcie.
Artur: A ja mam świadomość tego, że w związku z niedoborem czasu, który mogę wam poświęcić, to mama jest stabilniejszą podporą. Ja bardzo dużo pracuję i nie zawsze jestem dla was dostępny.
A chciałbym być! Przegapiłem wiele momentów w waszym dorastaniu. Pięknych momentów. Pierwsze słowa, pierwsze kroki. Ale niestety pracuję w branży, która wymaga wielu wyjazdów, stąd nieobecność
w życiu rodzinnym. Dzisiaj też chciałbym mieć dla was więcej czasu, bo nadal mam wrażenie, że nie poświęcam tyle uwagi, ile powinienem, ale pocieszam się, że gdy już będę na emeryturze, to nie uwolnicie się ode mnie. Będę non stop z wami. I z wnukami! (śmiech).
Karol: Może ci się tak wydawać, ale ja jakościowo nie odczułem, że nie masz czasu i że tego wsparcia jest mniej niż u moich znajomych.
Artur: Miło słyszeć, że nie zawodzę was jakościowo.
Karol: Nigdy nas nie zawiodłeś. U mamy to wsparcie jest bardziej rozłożone w czasie.


– Wyobraźcie sobie sytuację, że znaleźliście się pod ścianą, a świat zaraz rozsypie się w drobny pył. Do kogo w pierwszej kolejności zadzwonicie? Do mamy? Taty?
Artur: Pozwólcie, że to ja odpowiem na to pytanie. Do mamy. A dlaczego do mamy? Bo zawsze ma włączony telefon i zawsze odbiera, a ja w mojej pracy często mam telefon wyciszony.
Ewa: Gdy następuje kryzys lub dzieje się coś wspaniałego, chyba wszyscy od razu chcielibyśmy podzielić się tym z ro-
dzicami. I się dzielimy, ale w różnych czasoprzestrzeniach.
Karol: Po koncertach zawsze staram się wysyłać filmiki, jeśli udało się jakieś nagrać, żeby moi bliscy mogli choć na chwilę wejść w mój świat i zobaczyć, co się w nim właśnie dzieje. Chwalę się, jeśli mi poszło, a jak nie poszło, to dzwonię i mówię, że nie tym razem. Mówiąc o porażce, wiem, że nie spotkam się z krytyką ze strony rodziców. Fajnie jest móc pochwalić się im sukcesami. Dla mnie ma to ogromną wartość.
Artur: Mnie niezwykle cieszy, że dzwonicie do mnie w każdej sytuacji, niezależnie, czy to jest sukces, czy porażka. Bo to, że chcecie mi o tym opowiedzieć, daje mi poczucie, że macie do mnie zaufanie, a dla rodzica chyba nie może być nic piękniejszego.
– Nikt z Was nie chciał robić tego, co Wasz ojciec?
Karol: Miałem taki pomysł, żeby może związać się z aktorstwem.
Artur: Poszliśmy nawet na dni otwarte do szkoły Maćka Ślesickiego. To było przed twoim liceum.
Karol: Zapaliła mi się wówczas w głowie iskierka, że może to jest dobry pomysł. Pomysł umarł równie szybko, jak się pojawił. Poszedłem do zwykłego liceum ogólnokształcącego. I już nigdy o tym niemyślałem.
Ewa: Ja na przykład nigdy nie pomyślałam o byciu aktorką. Gdy byłam młodsza, w moim życiu królowały muzyka i sport. Będąc nastolatką, dość poważnie zaczęłam trenować tenis. Jednak miłością życia okazały się gitara oraz śpiew, a rakietę odłożyłam. Wiktor jest najbliżej aktorstwa.
Wiktor: U mnie to się rozpoczęło najpóźniej. Miałem ogromną zajawkę na koszykówkę. I chyba trwała ona do 19. roku życia. Kamera wpadła mi w ręce przez przypadek i zacząłem się nią bawić. I tak bawię się nią do dziś. Koszykówkę porzuciłem, bo miałem sporo kontuzji, które okazały się dość poważne i zniechęciły mnie do dalszej gry. Stanąłem przed trudnym wyborem, bo i koszykówkę, i kamerę lubiłem tak samo. Nie można być w dwóch związkach jednocześnie. No ale na tym polega dokonywanie wyborów. Nie dostaje się w życiu wszystkiego. Sztuka wyborów wpisana jest w nasz byt.

– Wiktor, pytasz tatę o rady, jeśli chodzi o filmowe działania?
Artur: Ja tu muszę włączyć się w rozmowę. Wiktor jest bardzo skromny i nie mówi głośno o wszystkim, czym się zajmuje. Gdy po raz pierwszy chwycił za aparat, był przecież naturszczykiem, ale jego oko dostrzegało wspaniałe, dojrzałe kadry. W przypadku każdego z was za każdym razem byłem świadkiem sytuacji, które mnie zaskakiwały. Ewa, gdy powiedziałaś mi, że chcesz studiować muzykę za oceanem, pamiętam moje zaskoczenie, dlatego że idealnie spełniałaś się w tłumaczeniach specjalistycznych. Byliśmy pewni, że będziesz kontynuować grę na gitarze, ale bardziej amatorsko. W przypadku chłopaków też tak było, że razem z mamą przeżyliśmy lekki szok, bo waszym głównym zainteresowaniem był sport.
Karol: To prawda. Miałem krótki epizod z graniem na perkusji, ale szkoła muzyczna zniechęciła mnie. I porzuciłem to. Później pojawił się u mnie pomysł, że może zostanę dietetykiem. Mnóstwo było tych pomysłów i poszukiwań, ale finalnie wygrała muzyka.
Artur: Dla mnie jako ojca to bardzo ważne, że mogliście dokonać wyboru, w którą stronę pójdziecie. Dzieci trzeba wspierać, a nie stawać okoniem w stosunku do ich życiowych pomysłów. Nie ma co walczyć, szarpać się czy przekonywać, że to my mamy rację i że wspomną kiedyś nasze słowa. Dzieci powinny być szczęśliwe ze swoimi wyborami i ich rodzice też. Bo naszą największą radością jest to, że będziecie zajmować się tym, co was pasjonuje. Nawet przez sekundę nie wyznaczaliśmy wam z mamą, co macie robić. Mieliśmy was wspierać i dawać możliwości wyboru.
Ewa: Mama oczywiście bez ciśnienia, ale liczyła po cichu, że Wiktor może pójdzie w jej kierunku, czyli nauk ścisłych. Wiktor to matematyczny umysł. A pamiętacie, jak byliśmy wszyscy w LA, a Wiktor mówił, że was, artystów, będzie musiał utrzymywać?
Karol: Chciał być naukowcem w Berkeley.
Wiktor: No ale życie samo to zweryfikowało. I chyba właściwie zweryfikowało.
Karol: Nasze dzieciństwo nie było trudne, mimo że nasz tata był bardzo popularny. Tata nigdy nie przenosił pracy do życia prywatnego. Gdy był w domu, to był całym sobą. Nigdy nie usłyszałem, że jest zmęczony czy nie ma czasu.
Ewa: Nasze dzieciństwo było najcudowniejsze z możliwych. Nasz tata był tatą i nigdy nie myśleliśmy o nim jako znanym aktorze, którego uwielbia cała Polska.
Artur: Dla mnie to bardzo ważne, że nie wpływało na was to, czym się zajmuję zawodowo. Bardzo zależało mi na tym, żebyście wykonywali pracę, którą lubicie, bo wiem, jakie to jest motywujące i jak wielką radość daje. Mój starszy brat grał w piłkę ręczną. Sam miałem pomysł, że moim powołaniem będzie gra w szczypiorniaka. „Nie zgadzam się na to”, usłyszałem od mojej mamy. Nie chciała, żebym był non stop poza domem, tak jak jej starszy syn. Do ogólniaka szedłem z pomysłem, że będę radcą prawnym. Zdam na prawo, otworzę kancelarię… Na szczęście na pewnym etapie życia złapałem bakcyla związanego z amatorskim teatrem i już wiedziałem, że nie muszę więcej szukać pomysłów, czym zająć się w przyszłości. Co ciekawe, w tym przypadku mama nie protestowała i nigdy nie wypowiedziała się negatywnie na temat mojego zaangażowania w aktorstwo. Miałem jednak świadomość, że nie był to dla niej wymarzony wybór.

– Oglądacie wszystko, w czym występuje Wasz tata?
Artur: Oni nie mają czasu.
Ewa: Kiedyś oglądaliśmy.
Karol: Znajomi podsyłają mi masę filmików na Tik-Toku, w których jest „ojciec Mateusz”. Dużo filmów jest z twojej młodości.
Artur: Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale byłem kiedyś młody (śmiech).
Ewa: Odkąd tata reżyseruje „Ojca Mateusza”, lubię, gdy pokazuje nam jakiś cud reżyserski.
Karol: A ja pamiętam, jak dawno temu, gdy byliśmy dziećmi, oglądaliśmy razem każdy odcinek „Na dobre i na złe”. Zasiadaliśmy wszyscy na kanapie przed telewizorem i świat dookoła przestawał istnieć. Z „Ojcem Mateuszem” dawniej było podobnie.
Ewa: Pamiętam taką sytuację, kiedy siedzieliśmy rodzinnie, oglądając „Na dobre i na złe”. Karol miał wtedy chyba dwa lata. Wszedł do pokoju, usiadł i ogląda z nami. Za chwilę tata wraca z pracy, a po Karolu widać lekki szok i niezrozumienie, co się właśnie dzieje – tata i w domu, i w telewizji???
Karol: Mam ulubione filmy z tatą. Na przykład „Psy”, „Nigdy w życiu”. Zdarza mi się wracać do nich. Ostatnio grałem koncert w Katowicach. Bardzo się stresowałem, ponieważ był to pierwszy raz, gdy cała moja rodzina zasiadła na widowni. Z drugiej strony poczułem się wyróżniony, że znaleźli czas i chciało im się jechać przez pół Polski, żeby mnie zobaczyć.
Artur: Genialny był ten koncert.
Ewa: Wszystkim nam się podobało. Właśnie przypomniało mi się, jak rodzice pojechali ze mną do USA, żeby ulokować mnie na studiach. Gdy odstawili mnie, zobaczyłam, że tacie zaszkliły się oczy…
Artur: Przecież ty wcześniej nie wyjeżdżałaś nigdzie sama. To jak mi się miały oczy nie szklić?
Ewa: Jak to nie wyjeżdżałam? Wyjeżdżałam.
Artur: Ale były to obozy tenisowe, na których byli sami twoi znajomi. Serce bolało, ale miałem świadomość, że to konsekwencja dorosłości. Pewnie dlatego z Ewą było najtrudniej, bo była pierwsza. Widać było po niej, że ta sytuacja też jest dla niej trudna. Ale kiedy przyjechaliśmy do niej po kilku miesiącach i zobaczyliśmy pewną siebie młodą kobietę, z nowymi znajomymi i przyjaciółmi, która może mieć świat u swych stóp, już byliśmy spokojni.
Ewa: A ja moim wyjazdem utorowałam drogę swoim braciom. Najpierw wyjechał Karol, później dołączył do nas Wiktor.
Karol: Ja byłem tam najkrócej, bo jakoś mi się nie podobało. Chyba za bardzo kocham Warszawę, żeby mieszkać z dala od niej. Po jakimś czasie życia w Stanach brakowało mi rodziców, kumpli. I wróciłem. Nie rozważałem tego jako porażki.
– Najmilsze wspomnienia związane z tatą?
Karol: Gdy pojechaliśmy do Augustowa! Tam był kręcony wtedy „Mój rower”. Był to mój pierwszy raz na planie filmowym i wywarło to na mnie gigantyczne wrażenie. Kolejne to plan zdjęciowy „Samych swoich”.
Artur: To ciekawe, że najmilsze wspomnienia związane z ojcem masz z jego roboty (śmiech).
– Nic nie może zagrozić Waszej przyjaźni?
Wszyscy chórem: Zdecydowanie nie. Nie ma na świecie takiej siły, która popsułaby naszą więź. Ona z każdym rokiem robi się coraz silniejsza.
Czytaj też: Aktor „Ojca Mateusza” ma równie znanego brata. Zrobił imponującą karierę, dziś żyje poza Polską
