Reklama

Są takie piosenki, które wracają co roku jak duchy z przeszłości. „Somebody’s Watching Me” Rockwella to właśnie jeden z tych utworów. Niepokojący, obsesyjny i natychmiast rozpoznawalny już po pierwszych słowach: „I always feel like…”. Ale mało kto wie, że za narodzinami tego kultowego hitu stoi historia pełna rodzinnych napięć, kompleksów, modlitwy i… Michaela Jacksona.

Syn legendy Motown nie chciał być „tym uprzywilejowanym”

Rockwell naprawdę nazywa się Kennedy William Gordy. Tak, jest synem samego Berry’ego Gordy’ego, czyli założyciela Motown Records i człowieka odpowiedzialnego za kariery największych gwiazd soulu oraz popu. Wydawałoby się, że sukces miał podany na tacy. Problem w tym, że młody Kennedy desperacko chciał uniknąć łatki „dziecka nepotyzmu”.

Kiedy w 1982 roku przyniósł ojcu demo nagrane na prostym 4-ścieżkowym recorderze w swoim małym mieszkaniu w Hollywood, liczył na zachwyt. Zamiast tego usłyszał chłodną ocenę. Berry Gordy miał powiedzieć coś w stylu: „To jest okej. Nie rezygnuj jeszcze z normalnej pracy”. Dla 18-letniego chłopaka był to cios. I właśnie wtedy zaczęła się historia jednej z najbardziej paranoicznych piosenek lat 80.

Rockwell później wielokrotnie powtarzał, że wcześniejsze utwory były „przeciętne”. Był sfrustrowany i zły. W pewnym momencie uklęknął i zaczął się modlić. Poprosił Boga o stworzenie piosenki, która trafi na szczyty list przebojów i zachwyci fanów muzyki. Brzmi filmowo? Jeszcze bardziej nieprawdopodobne jest to, że niemal natychmiast po tej modlitwie zaczął pisać „Somebody’s Watching Me”. Większość numeru powstała w zaledwie dwa dni, a znaczna część finalnej wersji została nagrana już podczas pierwszego podejścia.

Inspiracją były jego własne doświadczenia. Rockwell wspominał dzieciństwo, gdy obserwował sąsiada wyglądającego przez okno w stronę ich mieszkania. Do tego dochodziły absurdalne żarty, które robił swojej dziewczynie, między innymi straszenie jej przez szybę pod prysznicem. To właśnie z tego narodził się słynny wers o strachu przed myciem włosów pod prysznicem.

CZYTAJ TEŻ: Jarosław Kukulski zrobił to dla niej w tajemnicy. Ten hit Anny Jantar ma ukryte znaczenie

Michael Jackson
Michael Jackson Mike Guastella/Ron Galella Collection via Getty Images

Michael Jackson usłyszał demo i zmienił historię piosenki „Somebody’s Watching Me”

Najważniejszy moment dopiero miał nadejść. Rockwell znał rodzinę Jacksonów od dziecka. Michael był od niego starszy o sześć lat, ale obie rodziny były bardzo blisko związane. Pewnego dnia młody muzyk pojechał do domu Jacksonów z kasetą demo i boomboksem. Był przerażony. Odtwarzał utwór podobno osiem albo dziewięć razy. Michael reagował natychmiast. Miał wołać kolejne osoby z domu: „Rebbie! Janet! Musicie tego posłuchać!”.

Im częściej leciało demo, tym bardziej było jasne, że dzieje się coś wyjątkowego. Po odsłuchu Michael odciągnął Rockwella na bok i zapytał:
„Kogo weźmiesz do chórków?”. Odpowiedź była natychmiastowa: „A może ty?”. I tak po prostu Michael Jackson został głosem najbardziej ikonicznego refrenu lat 80.

Do nagrania dołączył także Jermaine Jackson. Co ciekawe, rodziny były związane jeszcze mocniej. Siostra Rockwella, Hazel Gordy, była żoną Jermaine’a. Choć Michael Jackson nie został oficjalnie wymieniony jako główny wykonawca, wszyscy od początku wiedzieli, że to właśnie on śpiewa legendarny refren. I wszystko się zmieniło.

Przypomnijmy, że „Somebody’s Watching Me” ukazało się w styczniu 1984 roku i błyskawicznie podbiło listy przebojów. Utwór spędził 19 tygodni na Billboard Hot 100 i dotarł do drugiego miejsca zestawienia. Zatrzymał go jedynie gigantyczny hit Kenny’ego Logginsa „Footloose”.

Piosenka sprzedała się w ponad 500 tysiącach egzemplarzy w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Ale sukces miał też swoją cenę. Rockwell panicznie bał się, że ludzie uznają jego karierę za efekt nazwiska ojca albo wsparcia Michaela Jacksona. Do tego stopnia, że podczas wywiadów udawał Brytyjczyka i twierdził, że pochodzi z Portsmouth w Anglii. Chciał, by świat uwierzył, że sukces osiągnął sam.

Teledysk do „Somebody’s Watching Me” był kompletnym szaleństwem. Nawiedzony dom, cmentarz na podwórku, krew i absurdalne sceny sprawiły, że MTV pokochało ten numer. Sam Rockwell później przyznawał, że planował znacznie lżejszą wersję klipu. Reżyser Francis Delia kompletnie jednak zignorował jego pomysły i stworzył mroczny, niemal horrorowy świat. Efekt? Idealnie pasował do atmosfery utworu.

Po sukcesie „Somebody’s Watching Me” Rockwell próbował jeszcze powtórzyć sukces utworami „Obscene Phone Caller” i „Peeping Tom”, ale żaden nie zbliżył się do fenomenu debiutu. W końcu wycofał się z życia publicznego. Jak tłumaczył po latach, muzyka przestała sprawiać mu radość, a on chciał po prostu żyć jak zwykły człowiek.

Mimo to „Somebody’s Watching Me” nigdy nie zniknęło. Do dziś utwór pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych hymnów popkulturowej paranoi. W każde Halloween wraca na playlisty, a charakterystyczny refren Michaela Jacksona nadal wywołuje ciarki. I właśnie dlatego historia tej piosenki jest tak niezwykła.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Ten hit z lat 90. odmienił polską scenę muzyczną. Hymn samotności wciąż króluje w sercach Polaków

Kennedy William Gordy, Rockwell
Kennedy William Gordy, Rockwell Aaron Rapoport/Corbis/Getty Images

Authors

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...