Fotografował Dymną, Zachwatowicz i Polańskiego. Teraz sam został bohaterem dokumentu. Dziś ma 97 lat i nie przestaje robić zdjęć
Wojciech Plewiński przez dekady fotografował najważniejszych artystów, aktorów i twórców polskiej kultury. Dziś, mając 97 lat, sam staje przed obiektywem w niezwykle osobistym dokumencie „Proszę nie siadać”. To opowieść o człowieku, który nigdy nie przestał obserwować świata — i siebie samego.

Trudno mówić o historii polskiej fotografii bez nazwiska Wojciecha Plewińskiego. Autor ponad 500 okładek „Przekroju”, dokumentalista życia artystycznego Krakowa, fotograf największych spektakli teatralnych i portrecista ludzi kultury przez lata pozostawał dyskretnie w cieniu swoich zdjęć. Film „Proszę nie siadać” po raz pierwszy pokazuje go jednak nie jako legendę, ale człowieka: dowcipnego, czułego, momentami bezbronnego wobec czasu.
Wojciech Plewiński i film „Proszę nie siadać” — intymny portret człowieka, który całe życie patrzył przez obiektyw
Dokument Piotra Małeckiego i Katarzyny Sagatowskiej nie jest klasyczną biografią. Kamera towarzyszy Wojciechowi Plewińskiemu podczas podróży do miejsc ważnych dla jego pamięci: krakowskich Plant, Kalatówek, teatru czy domu w Rożnowie. W tych przestrzeniach fotograf wraca do dawnych emocji, ludzi i obrazów, które zapisał na swoich fotografiach.
To właśnie wtedy odsłania swoją najbardziej prywatną stronę. W jednej ze scen mówi z charakterystycznym spokojem:
„Ileż ja nie zrobiłem zdjęć. A mogłem. Ciągle mnie to prześladuje: «Dlaczego nie miałeś wtedy aparatu albo pomysłu?»”.
Twórcy filmu pokazują artystę bez pomnikowego dystansu. Plewiński żartuje, obserwuje przechodniów, zachwyca się młodością i cielesnością ludzi. Jednocześnie coraz mocniej odczuwa ograniczenia własnego ciała. Codziennie ćwiczy, spaceruje, porządkuje archiwum i nadal fotografuje — dziś najczęściej telefonem.
Jak Wojciech Plewiński został fotografem? Architektura była tylko początkiem
Wojciech Plewiński urodził się 31 sierpnia 1928 roku w Warszawie, ale niemal całe dorosłe życie związał z Krakowem. Z wykształcenia jest architektem — ukończył Politechnikę Krakowską, studiował również rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych.
Fotografia pojawiła się początkowo przypadkiem. Jak wspominał, przełomem okazał się spływ kajakowy, podczas którego pożyczył aparat Leica i zrobił pierwsze zdjęcia. Wysłał je później na konkurs fotograficzny i zdobył wszystkie nagrody.
„Zobaczyłem, że to ma sens” — mówił po latach.
Ta intuicja bardzo szybko przerodziła się w zawodową drogę. W połowie lat 50. Plewiński zrezygnował z pracy architekta i całkowicie poświęcił się fotografii. Był to moment, który na zawsze zmienił historię polskiej kultury wizualnej.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Facebook i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
„Przekrój”, kultowe okładki i słynne „kociaki”
W 1957 roku Wojciech Plewiński rozpoczął współpracę z „Przekrojem”. Trafił tam dzięki Barbarze Hoff i przez kolejne dekady stał się jednym z najważniejszych autorów pisma. To właśnie jego zdjęcia pojawiały się na setkach okładek magazynu.
Największą popularność przyniosły mu fotografie młodych kobiet nazywanych w redakcji „kociakami”. Były symbolem nowoczesności i powiewu zachodniego stylu życia w szarej rzeczywistości PRL-u.
Plewiński sam wyszukiwał modelki, stylizował je i wykonywał makijaże. Wspominał po latach:
„Nie powiem, żeby to była przykra robota”.
Choć dziś język tamtych czasów brzmi inaczej niż pół wieku temu, fotografie Plewińskiego do dziś pozostają jednym z najbardziej charakterystycznych zapisów estetyki lat 60. i 70.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Facebook i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Wojciech Plewiński i teatr — fotografie, które stały się historią polskiej sceny
Dla wielu krytyków właśnie teatr okazał się najważniejszym rozdziałem twórczości fotografa. Wojciech Plewiński dokumentował ponad 800 spektakli i współpracował z najwybitniejszymi reżyserami swojej epoki: Andrzejem Wajdą, Konradem Swinarskim, Jerzym Jarockim, Krystianem Lupą czy Jerzym Grzegorzewskim.
Najsilniej związany był ze Starym Teatrem w Krakowie. Fotografował nie tylko sam spektakl, ale także emocje między aktorami, atmosferę prób i energię rodzącego się przedstawienia.
Tadeusz Sobolewski pisał o jego pracach:
„Na tych zdjęciach teatr jest jak życie, a życie jest rodzajem teatru”.
Zdjęcia Plewińskiego dawno przestały być jedynie dokumentacją. Dziś są osobnym artystycznym językiem opowiadania o polskim teatrze XX wieku.
Kraków artystów, Piwnica pod Baranami i wielkie nazwiska w obiektywie
Plewiński przez dekady fotografował środowisko artystyczne Krakowa. Dzięki jego zdjęciom zachowały się twarze i emocje ludzi, którzy współtworzyli historię polskiej kultury.
Przed jego obiektywem stawali między innymi Wisława Szymborska, Stanisław Lem, Krzysztof Komeda, Roman Polański, Anna Dymna czy Tadeusz Kantor. Fotograf dokumentował również życie Piwnicy pod Baranami i legendarne spotkania artystycznej bohemy.
W filmie „Proszę nie siadać” wraca wspomnienie słynnej imprezy na Kalatówkach, gdzie — jak opowiadają bohaterowie — Roman Polański tańczył na stołach. To właśnie takie historie pokazują, że Plewiński nie był wyłącznie obserwatorem. Był częścią tego świata.
Prywatne rozliczenia Wojciecha Plewińskiego. „Ojcostwo gdzieś mi uciekło”
Najbardziej poruszające momenty dokumentu dotyczą jednak nie kariery, lecz życia prywatnego fotografa. Plewiński bardzo szczerze opowiada o przemijaniu, starości i relacjach rodzinnych.
Przyznaje, że przez lata był całkowicie pochłonięty pracą i fotografowaniem. Biegał po mieście z aparatem, dokumentował spektakle, wydarzenia i ludzi. Z czasem pojawiła się refleksja, że część życia rodzinnego mogła mu po prostu umknąć.
Film pokazuje także jego relację z żoną Anną oraz synem Maćkiem. Nie ma tu wielkich deklaracji ani patosu — jest za to czułość, codzienność i świadomość upływającego czasu.
Zobacz też: Tadeusz Woźniak: przed pięćdziesiątką znalazł miłość życia, w tym samym roku został ojcem i dziadkiem
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Facebook i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Wojciech Plewiński dziś. Fotograf, który nadal szuka kadru
Mimo wieku Wojciech Plewiński wciąż pozostaje aktywny. Nadal robi zdjęcia, porządkuje archiwa i wydaje albumy. Spotkania autorskie przyciągają tłumy, a młodsze pokolenia odkrywają jego fotografie na nowo.
Jednym z najbardziej osobistych projektów fotografa jest cykl autoportretów wykonywanych co roku w dniu urodzin. Od ponad pół wieku Plewiński fotografuje swoje nagie ciało, zapisując kolejne etapy starzenia.
To gest niezwykle odważny, ale też konsekwentny wobec całej jego twórczości. Bo Wojciech Plewiński zawsze patrzył na człowieka bez fałszu — z ciekawością, uważnością i czułością.
Czytaj też: Przyjaciel wyprawił im wesele w pociągu... Oto tajemnice relacji Edyty Wojtczak i Stanisława Mikulskiego
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Facebook i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.

Źródła: vogue.pl, culture.pl, magazynpismo.pl