Choroba zabrała mu najbliższych. Historia Bedoesa porusza do głębi
Bedoes nie ukrywa, że jego życie od najmłodszych lat było pełne emocji i wyzwań. Wychowany bez ojca, otoczony silnymi kobietami i wspierany przez ukochanego dziadka, dziś mówi o tym otwarcie – także w swojej muzyce. Jego historia to opowieść o stracie, bliskości i dojrzewaniu.

Za pseudonimem Bedoes kryje się nie tylko jeden z najpopularniejszych raperów młodego pokolenia, ale też chłopak, który bardzo wcześnie musiał zmierzyć się z dorosłością. W jego tekstach często pojawiają się osobiste wątki – nieprzypadkowo. To właśnie doświadczenia rodzinne ukształtowały jego charakter, wrażliwość i sposób patrzenia na świat.
Bedoes stał się jednym z najważniejszych głosów pokolenia. W "dissie na raka" zawarł swoją historię
Bedoes, czyli Borys Przybylski, to jeden z najważniejszych głosów młodego pokolenia w polskim rapie. Od początku kariery buduje swoją pozycję na autentyczności – nie boi się mówić o emocjach, stracie i trudnych doświadczeniach. Jego muzyka często jest zapisem tego, co przeżył naprawdę, bez upiększeń i filtrów.
W jednym z najbardziej poruszających momentów swojej twórczości, w dissie skierowanym do choroby, która dotknęła jego rodzinę, rapuje: "zabrałeś mi tatę, potem zabrałeś mi dziadka / chciałeś zabrać mamę ale nie da się wariatka".
Do utworu "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)" zaprosił 11-letnią Maję Mecan, która od najmłodszych lat również zmaga się z nowotworem.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Bedoes wychowywał się bez ojca. Tak mówił o niezwykłej więzi z mamą
Historia Bedoesa nie jest typową opowieścią o dorastaniu. Jak sam przyznaje, wychował się bez ojca – w domu, w którym najważniejszą rolę odgrywały kobiety. To właśnie mama i babcia stworzyły dla niego przestrzeń pełną miłości, ale też zasad i wartości.
Relacja Bedoesa z mamą to jeden z najważniejszych filarów jego życia. Raper w rozmowie z Anną Konieczyńską mówił wprost: "Moja mama była dla mnie trochę jak siostra i najlepsza przyjaciółka. Babcię w jakimś sensie traktowałem jak mamę – taką starszą, bardziej dojrzałą. Nie chciałem jej stresować, a mamie mówiłem wszystko. Wypracowaliśmy sobie schemat – ona mi zawsze ufała. Wiedziała, że powiem jej o wszystkim, nawet o tych najgorszych doświadczeniach." Ich więź opierała się na szczerości i otwartości, co pozwoliło mu przejść przez trudne momenty dorastania bez budowania dystansu czy tajemnic.
- ZOBACZ TEŻ: To one stoją za sukcesem Łatwoganga i Bedoesa. Dziś nie kryją wzruszenia, gdy o nich wspominają

Jego mama, mimo trudności, robiła wszystko, by zapewnić mu stabilność. Wyjechała do pracy do Anglii, by utrzymać rodzinę, a on obserwował jej poświęcenie i determinację. "Mama zawsze dawała mi wszystko i robiła wszystko, co w jej mocy, aby wychować mnie na dobrego człowieka" – wspominał. To doświadczenie nauczyło go empatii i potrzeby odwzajemniania dobra.
Mimo silnego zaplecza emocjonalnego, brak ojca pozostawił w jego życiu wyraźny ślad. Bedoes mówił o tym szczerze: "Często odczuwam brak taty, nawet w prostych, codziennych sytuacjach – czegoś nie wiem, o coś chciałbym go spytać i nie mogę”.
To poczucie braku sprawiło, że – jak przyznaje – podświadomie szukał wzorców w innych mężczyznach. "Cały czas szukałem podświadomie ojca. Zdarzało mi się tak traktować starszych kolegów". Jednocześnie to właśnie ta sytuacja zmusiła go do szybszego dojrzewania i wzięcia odpowiedzialności za siebie oraz swoje decyzje.
Dziadek zastąpił mu ojca. Bedoes pożegnał go dwa lata temu
W życiu Bedoesa szczególne miejsce zajmował dziadek Leszek. To on w dużej mierze wypełnił pustkę po nieobecnym ojcu i stał się dla rapera jedną z najważniejszych postaci.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
W 2024 roku artysta pożegnał dziadka w niezwykle poruszającym wpisie. Napisał: "Dzisiaj odszedł mój Dziadek Leszek. Osoba, bez której nigdy nie byłbym tu, gdzie jestem - dosłownie i w przenośni, bo wielokrotnie to Dziadek zawoził mnie na moje pierwsze klipy, koncerty i wierzył we mnie jak nikt. O pierwszym milionie wyświetleń dowiedziałem się od niego, cały czas pisał tylko z gratulacjami, a o wyróżnieniach wiedział wcześniej, niż ja sam. Nie chodzi o te wyświetlenia czy wyróżnienia, ale o to, że to dla mnie zawsze był zaszczyt być dumą dla człowieka, którego tak podziwiam. Człowieka, który służył w wojsku, nigdy się nie wywyższał, potrafił rozbawić do łez, przytulić, pocieszyć, ale też nigdy nie pozwolił skrzywdzić swojej rodziny i był człowiekiem swojego słowa, który większość swojego życia spędził na dbaniu o bliskich. Odszedł w Dzień Dziadka, bo był Dziadkiem w pełnym tego słowa znaczeniu, ale był również moim tatą, bratem i przyjacielem. Bardzo dziękuję lekarzom, pielęgniarzom i pielęgniarkom, którzy w ostatnich dniach zajmowali się moim Dziadkiem i każdemu, kto w ostatnich dniach odezwał się by pomóc. Bardzo dziękuję."
W tych kilku zdaniach zawiera się cała jego historia – opowieść o stracie, ale też o miłości, która mimo wszystko pozostaje. I to właśnie ona, jak widać, jest najważniejszym fundamentem zarówno jego życia, jak i twórczości.
- SPRAWDŹ TEŻ: To ona nauczyła go miłości i zmieniła na lepsze. Bedoes zdradził prawdę o związku w nietypowy sposób
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
