Chłopak ze śląskiego miasteczka ubierał Madonnę i Beyoncé, nagle stracił wszystko. Dziś zaczyna od nowa – tylko w VIVIE
W wieku 30 lat dostał inwestycję, o której marzy większość projektantów – 20 milionów euro i wsparcie jednego z najbogatszych niemieckich biznesmenów. Kilka lat później stracił nie tylko firmę, ale i przyjaciela. Dziś Marcell Pustul wraca do punktu wyjścia – bogatszy o doświadczenie, bardziej świadomy i gotowy budować markę na własnych zasadach.

Miał butiki w Berlinie i Los Angeles. Ubierał Madonnę, Toni Braxton, Beyoncé. Pewnego dnia świat projektanta runął. Dzisiaj Marcell Pustul buduje wszystko od nowa. O drodze do sukcesu, bolesnej stracie i widokach na przyszłość opowiedział Katarzynie Piątkowskiej.
Od Marcell von Berlin do nowego początku: jak Marcell Pustul odbudowuje markę
– Przez lata pracowałeś za granicą. Miałeś butiki w Berlinie, Frankfurcie, Los Angeles. Stworzyłeś markę Marcell von Berlin, którą kochały gwiazdy. Twoje kreacje nosiły Beyoncé, Toni Braxton, Madonna, Lady Gaga. Teraz zaczynasz wszystko od nowa w Warszawie, z nową nazwą.
W wyniku splotu różnych okoliczności straciłem wszystko, co budowałem przez lata, i musiałem zacząć od zera. Postanowiłem zrobić to w miejscu, z którym wcześniej nie miałem do czynienia. Od zawsze uważałem, że to moja marka powinna być bardziej znana ode mnie, i lepiej, żeby na czerwonym dywanie pojawiały się gwiazdy w moich sukniach, a nie ja. Ale ponieważ zaczynam z nową energią w nowym miejscu, postanowiłem dać temu, co robię, swoje nazwisko.
– Wszyscy pytają, co tu robisz?
Codziennie słyszę to pytanie. Ludzie chyba myślą, że zwariowałem (śmiech).

– Łatwo jest uwierzyć, że skoro odniosłeś sukces w Los Angeles, to złapałeś Pana Boga za nogi.
A wiesz, że ja tak nie uważałem? Ubierałem gwiazdy: Toni Braxton, Beyoncé, Lady Gagę i wiele innych. W Los Angeles wszystko kręci się wokół stylistów – to oni są bramą do gwiazd. Zaczęło się od wypożyczeń do sesji i mniejszych wydarzeń. Jedna suknia pojawiła się na czerwonym dywanie, potem kolejna. Nagle telefon zaczął dzwonić częściej. Pamiętam moment, kiedy zobaczyłem zdjęcie, na którym Madonna ma na sobie mój projekt. W pewnym momencie moje kreacje zaczęły być brane na gale, premiery, występy sceniczne. I wtedy zrozumiałem, że marka zaczęła żyć własnym życiem. Ale wciąż wydawało mi się, że jestem niewystarczający i że to wszystko, co dał mi los, będę musiał kiedyś zwrócić. Nie spodziewałem się, że to nastąpi tak szybko.
– Jak w piosence Anny Jantar: „Nic nie może przecież wiecznie trwać. Co zesłał los, trzeba będzie stracić”.
To o mnie! W wieku 30 lat los postawił na mojej drodze Rainera Schallera, jednego z najbogatszych niemieckich biznesmenów, który uwierzył we mnie za mnie i zainwestował w Marcell von Berlin 20 milionów euro. A pięć lat później odebrał mi przyjaciela, bo przez ten czas zdążyliśmy się zaprzyjaźnić, i wszystko, co zbudowałem. Okazało się, że zbudowałem nie na tych fundamentach, co trzeba.
[...]
Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 26 lutego.
ZOBACZ TAKŻE: „W trzy miesiące wygrałem pół miliona. Zostało 10 tysięcy”. Tylko w VIVIE Norbi o 17 latach życia w nałogu
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
