Była najbogatszą kobietą świata, żyła jak królowa. A jednak dziedziczka urodowego imperium nie uniknęła skandalu. Jej historia wciąż budzi emocje!
Liliane Bettencourt miała wszystko – fortunę sięgającą 40 miliardów dolarów, nazwisko, które otwierało każde drzwi, i życie niczym z „Downton Abbey”. Dziedziczka imperium L’Oréal przez lata pozostawała w cieniu, strzegąc swojej prywatności jak największego skarbu. A jednak za murami paryskiej rezydencji rozgrywała się historia pełna emocji, nieoczywistych relacji i decyzji, które na zawsze zmieniły jej los.

Niedawno do kin trafił film „Najbogatsza kobieta świata” z francuską gwiazdą Isabelle Huppert w roli głównej. Jest on inspirowany historią życia dziedziczki imperium kosmetycznego L’Oréal. Liliane Bettencourt była traktowana we Francji jak królowa. A jednak stała się bohaterką głośnego rodzinnego dramatu.
Historia Liliane Bettencourt. Dziedziczka urodowego imperium żyła jak królowa
Była najbogatszą kobietą świata. Jej majątek obliczano na 40 miliardów dolarów. Liliane Bettencourt jako jedyne dziecko Eugène’a Schuellera, założyciela słynnej firmy L’Oréal, odziedziczyła kosmetyczne imperium. We Francji porównywano ją z brytyjską królową Elżbietą. Z kolei jedna z bohaterek dokumentu o Bettencourt (do obejrzenia na Netflixie) mówi, że miliarderka żyła jak w serialu „Downton Abbey” – w wystawnej rezydencji, otoczona przez służbę gotową na każde jej skinienie.
Inna sprawa, że była podsłuchiwana i nagrywana przez zaufanego kamerdynera, który podkładał mikrofon pod serwetkę na stoliku z przekąskami. I nigdy nie został złapany, choć cały dom był wiele razy sprawdzany pod kątem podsłuchów. W końcu rodzina Bettencourtów przyjaźniła się z elitą władzy, ale o tej historii później.
Liliane miała klasę, była inteligentna, bystra. Wiedziała, że jest sławna, ale chciała być nieznana. Nie znosiła życia w blasku fleszy. Wyznawała pierwsze przykazanie europejskiej arystokracji: „Nigdy nie wyjaśniaj, nigdy się nie tłumacz”. Jednak pod koniec życia, gdy dobiegała dziewięćdziesiątki, ta zasada obróciła się przeciwko niej. Jej prywatność została naruszona, a nazwisko połączono z aferą Bettencourt, nazywaną „francuską Watergate”.
Czytaj też: TYLKO W VIVIE! opowiedział o trudnej przeszłości. Tomasz Włosok o przełomie, który wszystko zmienił

Córka swojego ojca
Liliane Bettencourt przyszła na świat w 1922 roku w Paryżu. Była jedynym dzieckiem Eugène’a Schuellera, który stworzył fundamenty imperium L’Oréala. Był synem piekarza i genialnym chemikiem. Swoje pierwsze nowoczesne farby do włosów tworzył w łazience, w małym dwupokojowym mieszkaniu. Nie wiedział, że tworzy właśnie historię wielkiej firmy. W 1909 roku ożenił się z Louise Berthe, zwaną Betsy. Szczęście rodzinne nie trwało długo. Betsy zmarła, gdy dziewczynka miała pięć lat. Liliane dorastała w internatach, wakacje spędzała w fabrykach ojca, myjąc butelki i naklejając etykiety na kosmetyki.
Schueller był nie tylko geniuszem. Był także skrajnym prawicowcem, antysemitą, popierał faszystów. Nie ma sensu analizować tu jego poglądów. Warto jednak przypomnieć, że miał też jasne wyobrażenie o roli kobiet: „Zasadą jest, że mężczyźni powinni pracować, a kobiety siedzieć w domu”, pisał w 1942 roku.
Nie wysłał Liliane na uniwersytet i nie powierzył jej żadnego istotnego stanowiska w swojej firmie. W ogóle nie przychodziło mu do głowy, że kobieta może stać się liderką. A ona się nie buntowała.
Tylko dziedziczka?
Potem zarzucano jej czasem, że była „tylko dziedziczką”. To prawda, nie stworzyła własnej firmy, ale z tą odziedziczoną dobrze sobie radziła. Po śmierci ojca w 1957 roku przejęła kontrolę nad rodzinnym biznesem. Choć stroniła od blasku fleszy i rzadko udzielała wywiadów, miała ogromny wpływ na rozwój L’Oréala. To pod jej skrzydłami marka zmieniła się w globalne imperium ze słynnym hasłem „Jesteś tego warta”. Jednocześnie zmagała się z poważnymi kłopotami zdrowotnymi. W młodości zachorowała na gruźlicę, pozostałością po chorobie była głuchota. Liliane czytała nieraz z ruchu warg. Niektórzy śmiali się, że wiedziała, kiedy być głucha.

Była jedną z gwiazd światowej śmietanki towarzyskiej. Na zdjęciu z legendarną Marią Callas w drodze na galę UNESCO, Paryż, 1968 rok.
Samotna żona
Życie osobiste? W 1950 roku wyszła za mąż za francuskiego polityka André Bettencourta. Męża, który pochodził z katolickiej, szlacheckiej rodziny, wybrał jej ojciec. Znali się z André, obaj mieli podobne, skrajnie prawicowe poglądy. Jednak André w 1943 roku zmienił front i przystąpił do francuskiego ruchu oporu. To pomogło mu zachować dobre imię, a teściowi wykaraskać się z kolaboranckich opresji.
Liliane nie miała ochoty na ślub, ale zgodziła się dla ojca.
Z André doczekali się jednego dziecka, córki Françoise. Przeżyli razem blisko 60 lat, do śmierci André w 2007 roku. Mieszkali w ogromnej rezydencji w Neuilly-sur-Seine, jednej z najdroższych podmiejskich dzielnic Paryża. Jeśli byli szczęśliwi jako para, to na swój sposób. André był ukrytym gejem, raczej przyjacielem swojej żony niż kochankiem, mieli zresztą osobne sypialnie.
W dokumencie „Skandal Bettencourt: Jak oszukano najbogatszą kobietę świata” widać samotną kobietę w ogromnym, pustym domu. Jeden z rozmówców mówi, że Liliane była samotna i potwornie znudzona. W latach 80. najbogatsza kobieta świata zaczęła się starzeć, nie lubiła swojego wyglądu, postępująca głuchota sprawiła, że czuła się wyizolowana. Zaczęła mieć początki demencji.


Niedoszły syn
Była dobrze po sześćdziesiątce, gdy w jej życiu pojawił się młodszy o 25 lat François-Marie Banier, ekscentryczny fotograf, pisarz, gej, bywalec paryskich salonów. Miał zrobić Liliane sesję zdjęciową do elitarnego magazynu „Egoïste”. Udała się wspaniale. Krążyły plotki, że w rzeczywistości był kochankiem jej męża André. Stąd jego obecność. Inni twierdzili, że lisa do kurnika wprowadziła nieopatrznie córka dziedziczki, namawiając matkę na sesję. Ich relacja szybko wykroczyła poza zawodową znajomość. François-Marie Banier był głośny, prowokacyjny, bezczelny, czasem wulgarny. Nie przypominał ludzi ze sztywnej francuskiej burżuazji. Służbę szokowało, że sikał na klomb z różami. Mówili, że jest źle wychowany.
Rozmawiali o sztuce, filozofii i literaturze. Krytykował jej stroje, ścierał jej szminkę z ust, mówiąc, że jest okropna. Żartował, ale i schlebiał. Jak pisali biografowie Liliane Bettencourt, wyciągnął ją ze skorupy, oprowadzając po galeriach sztuki, muzeach, teatrach i domach aukcyjnych. Sama Liliane powiedziała: „Odżyłam przy nim”. Zaczęła obsypywać Baniera prezentami: dziełami sztuki, nieruchomościami, gotówką, polisami ubezpieczeniowymi. Łączna wartość darowizn sięgnęła niemal miliarda euro. Dla niej były to upominki, gesty przyjaźni i wdzięczności. Dla jej córki – dowód manipulacji. W jednym z wywiadów Liliane Bettencourt przyznała, że była hojna. „Ale czy to źle? Czy można potępiać za hojność?”, pytała.

Konflikt matki i córki
Relacje Liliane z jedyną córką, Françoise Bettencourt Meyers od zawsze były trudne. Françoise była introwertyczna, chłodna. Gdy w życiu Liliane pojawił się Banier, Françoise poczuła się zagrożona, jakby fotograf próbował zająć jej miejsce. Może była zazdrosna o matkę. W 2007 roku Françoise złożyła zawiadomienie do prokuratury. „On wyszydził mojego ojca, zmanipulował moją matkę. Rozbił naszą rodzinę”, mówiła. Oskarżyła Baniera o „abus de faiblesse” – wykorzystywanie słabości osoby starszej.

Afera stulecia
Sprawa szybko wymknęła się spod kontroli. Potajemne nagrania rozmów Liliane z doradcami finansowymi, wykonane przez kamerdynera, ujawniły podejrzenia o unikanie podatków, konta w Szwajcarii, finansowanie kampanii politycznych, a nawet tropikalną wyspę na Seszelach przeznaczoną dla Baniera. Skandal dotknął samych szczytów władzy, w tym prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego, którego podejrzewano o korzystanie z pieniędzy Bettencourtów na finansowanie kampanii. Niczego jednak nie udowodniono. W 2011 roku sąd uznał Liliane Bettencourt za niezdolną do samodzielnego zarządzania majątkiem. Zdiagnozowano u niej chorobę Alzheimera. Banier został skazany na trzy lata pozbawienia wolności w zawieszeniu, a część majątku musiał zwrócić.
Liliane Bettencourt zmarła w 2017 roku. Jej historia pozostaje jednym z najbardziej poruszających obrazów samotności w świecie absolutnego bogactwa. Sprawa, która zaczęła się jako rodzinny spór majątkowy, przerodziła się w wielką aferę finansowo-polityczną, która trwała niemal dekadę. Poraniła wszystkich, poczynając od Liliane, która te koszmary przechodziła u schyłku życia. Nie ma tu jednak czarno-białych postaci, bo trudno się dziwić Françoise, która bała się, że François-Marie Banier przejmie cały majątek rodziny. Jej matka nie była pierwszą starszą kobietą, od której brał pieniądze. Głośny we Francji proces pokazał, że nawet na szczycie świata można zostać bezbronnym. I że czasem największym luksusem nie jest fortuna, lecz prawdziwa miłość i szacunek drugiego człowieka.
