Reklama

Ewelina Flinta była jedną z największych gwiazd początku XXI wieku. Jej hit „Żałuję” rozbrzmiewał w każdej rozgłośni radiowej, a popularność rosła z dnia na dzień. Teraz artystka ujawnia zaskakującą prawdę i wraca do początków kariery.

Ewelina Flinta: Sukces „Żałuję” i kulisy popularności

Początek kariery Flinty to historia spektakularnego sukcesu. Po udziale w pierwszej edycji programu „Idol”, w którym zajęła drugie miejsce, jej rozpoznawalność eksplodowała. Hity takie jak „Żałuję” czy „Nie kłam, że kochasz mnie” podbiły serca słuchaczy.

Z czasem blask fleszy przestał być tylko ekscytujący. Intensywne tempo pracy i nieustanna presja zaczęły odbijać się na jej samopoczuciu. Ewelina Flinta poczuła, że życie w centrum uwagi ma swoją cenę. W jednym z wywiadów szczerze przyznała, że musiała się zatrzymać – odciąć od świata show-biznesu i złapać oddech. Nie chciała już funkcjonować pod ciężarem oczekiwań i ciągłej presji, które przez długi czas były jej codziennością.

„Długo sobie z tym wszystkim świetnie radziłam, ale później nie wytrzymałam presji, stąd między innymi też moje zniknięcie. Było ono spowodowane również potrzebą szukania siebie, wyciszania głosów w głowie i też głosów innych ludzi, tych oczekiwań, które były bardzo, bardzo obciążające”, opowiadała w rozmowie z cozatydzien.pl.

Sprawdź też: Po sukcesie w ''Idolu'' usunęła się w cień, niedawno wydała płytę. Ewelina Flinta zachwyciła w Opolu

Tomasz Makowiecki, Ewelina Flinta, 2002
Tomasz Makowiecki, Ewelina Flinta, 2002 fot. Proñczyk/AKPA

Ewelina Flinta zarobki na początku kariery – „miałam na koncie grosze”

Teraz Ewelina Flinta wróciła do przełomowego etapu swojej kariery, kiedy wszystko zaczęło dziać się błyskawicznie. Rozpoznawalność rosła w ekspresowym tempie, a jej nazwisko było na ustach wielu. Jak opowiedziała w wywiadzie dla Radia Złote Przeboje u Marzeny Rogalskiej, za ogromną popularnością nie szły adekwatne zarobki. Artystka podkreśla, że w czasie, gdy jej utwór był śpiewany przez wszystkich, nie mogła liczyć na finansową stabilność.

„Od "Idola" znowu szaleństwo. Szybkie nagrywanie płyty, później wydanie singla "Żałuję", w międzyczasie jeszcze próbowałam zrobić szkołę. Wszyscy mnie znali, a ja jeszcze nie znałam do końca siebie. Mało tego, ja w ogóle, kurczę, zarabiałam nic. I pamiętam, bo to był taki czas, kiedy wszyscy śpiewali moje "Żałuję", a ja miałam na koncie grosze”, opowiadała w audycji „Weekend jak marzenie”.

Czytaj też: Polacy pokochali ją po sukcesie w "Idolu". Zniknęła z show-biznesu, by wrócić silniejsza

Ewelina Flinta o początkach kariery

Ewelina Flinta zwróciła również uwagę na brak zaplecza, które dziś jest standardem w świecie show-biznesu. Nie miała wokół siebie sztabu ludzi, którzy pomagaliby jej budować wizerunek i karierę. To nie był taki czas jak teraz. Dziś w firmach fonograficznych wiedzą, że artystą trzeba się lepiej zaopiekować, choćby organizując ubrania Jak ja sobie przypomnę, jak chodziłam ubrana na te wywiady… Ale i tak nieźle kombinowałam, przyznała.

Choć start nie należał do najłatwiejszych, z czasem jej sytuacja zaczęła się stabilizować. Ewelina Flinta przyznała, że w późniejszym okresie, jak na 23-latkę, osiągała już satysfakcjonujące dochody, które pozwalały jej poczuć większy komfort finansowy.

Czytaj też: Jego ostatnia akcja chwyta za serce. Ale już kilka miesięcy temu pokazał, że niemożliwe nie istnieje. Ten hit z Sheeranem nuciły miliony

W rozmowie z Marzeną Rogalską w audycji „Weekend jak marzenie” dla Radia Złote Przeboje, artystka podkreśliła, że ostatnie półtora roku, a właściwie dwa lata, to dla niej czas głębokich zmian, rozwoju i pracy nad sobą. Wspomniała także o wydarzeniach, które określiła jako „galopująco-magiczne” – tak niezwykłych, że opowiadając o nich, ma wrażenie, iż inni mogliby uznać je za nieprawdopodobne. Jednak, jak zaznaczyła, to wszystko naprawdę się wydarzyło. „Mam takie wrażenie, że te ostatnie półtora roku, właściwie dwa lata, to jest dla mnie jakiś taki czas wielu przemian, rozwoju i pracy nad sobą, i jakichś galopująco-magicznych sytuacji, które, jak zaczynam je ludziom opowiadać na głos, myślę sobie: "Pomyślą, że zwariowałam". Ale te rzeczy się dzieją”, wyznała.

Jedną ze zmian była fryzura. Artystka od pewnego czasu nosi grzywkę. „Przede wszystkim ta grzywka spowodowała, że ja wróciłam rzeczywiście do swojego dzieciństwa i przypomniała mi, jaki ogień miała ta gówniara. Mam wrażenie, że w końcu znowu jestem sobą na 100 procent. Ale też patrzę teraz w lustro i to jest piękne, że nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze ze sobą. Że nigdy wcześniej nie podobało mi się tak moje ciało. Ja się sobie tak nigdy wcześniej nie podobałam”, zwierzała się szczerze Marzenie Rogalskiej.

Ewelina Flinta
Ewelina Flinta Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...