Była jej najwierniejszą przyjaciółką, odeszła wkrótce po niej. Tylko w VIVIE! Kamil Sipowicz wyznaje: "Z uczuć znała tylko miłość. Do końca tęskniła za Korą"
Roztocze było dla Kory prawdziwym azylem, miejscem, gdzie wśród natury i zwierząt odnajdywała spokój i sens codzienności. Jak wspomina Kamil Sipowicz, to właśnie tam szczególną rolę odgrywała Ramona, ukochana suczka artystki, która „z uczuć znała tylko miłość” i do końca tęskniła za swoją opiekunką.

Kora uciekała na Roztocze. Uciekała od świata do ciszy i bliskości natury szczególnie w najtrudniejszych momentach. To właśnie tam zwierzęta stawały się najważniejszymi towarzyszami codzienności, równorzędnymi domownikami. Kora otaczała je czułością i uwagą, odnajdując w ich obecności spokój, którego tak bardzo potrzebowała. Wśród nich była także Ramona, ukochana suczka, z którą łączyła ją wyjątkowa więź. "Ramona z uczuć znała tylko miłość, więc nie rozumiała, co się dzieje. Do końca tęskniła za Korą. Po śmierci Kory zachorowała", mówi w nowym wywiadzie VIVY! Kamil Sipowicz.
TYLKO W VIVIE!: Kamil Sipowicz o azylu Kory, Roztoczu i ukochanych zwierzętach
Kot nie marnuje ani sekundy swojego kociego życia. Tak samo pies. Żadne zwierzę tego nie robi. Robi to tylko człowiek. Tylko on nie czuje cudu istnienia”. Piękną książkę napisał Pan o zwierzętach i Roztoczu.
To książka dość nietypowa, nie jest linearna, pojawiają się różne historie, trochę nibydziennik, czasami lapidaria. Wychodzę od szczegółu, obserwacji. Przebywając dłuższy czas bez kontaktów z innymi ludźmi, a zdarzało nam się z Korą w tamtych latach bardzo często, człowiek skupia się bardziej na zwierzętach, współdomownikach. One wychodzą na plan pierwszy. Zacząłem ją pisać na Roztoczu, bodajże w 2015 roku. To był przypadek. Kora w starym domku (mamy domek stary i nowy) razem ze mną malowała nasze zwierzęta, ale nie tylko, były też małpki, świnki, a ja w pokoju obok zacząłem pisać o naszym życiu ze zwierzętami. Tworzyliśmy obok siebie i była w tym jakaś aura, natchnienie. Wyszło to jakoś spontanicznie. Ale Kora lubiła, jak ja piszę, a ja cieszyłem się z tego, że ona coś robi. Kochała malować. Uwielbiała Fridę Kahlo, już zanim stała się sławna.
– Pamiętam, że Kora zamawiała kopie jej obrazów…
Mieliśmy słynny obraz, na którym cierpiąca Frida ma nad sobą granaty. Dolorystyczna psychodelia. Zresztą los Kory w pewnym momencie też stał się cierpieniem. Żeby było śmiesznie, kopia ta wisi teraz u naszych przyjaciół, rodziny Jachów w Źwiartowie. Jach też jest bohaterem mojej książki. Przysłuchiwałem się opowieściom Krzysia Jacha, Iwonki i wielu innych przyjaciół. Na Roztoczu ludzie rozmawiają godzinami o zwierzętach. Nigdy w życiu nie słyszałem, żeby rozmawiali o polityce. Po śmierci Kory uzupełniłem książkę różnymi historiami. To miejsce ma magnetyczne przyciąganie. Muszę przyznać, że Roztocze to był mój pomysł. Kora długo się opierała. Dopiero diagnoza jej uświadomiła, że lepiej wracać po walce ze szpitali do Matki Przyrody. To było nasze refugium.
Czytaj też: Tylko w VIVIE: Tomasz Włosok bez filtrów o związku. „To była przeszkoda, którą musieliśmy razem przejść”


– Piękne to refugium! Jak pachnie Wasze Roztocze?
Dobre pytanie… Roślinnie. Nie ma jednej, dominującej nuty. Kiedy pada deszcz, ziemia pachnie intensywnie i orzeźwiająco. Rędziny wapienne skrzypią pod stopami. Miejscowi mówią, że ziemia gada do człowieka. Coś w tym jest. W powietrzu unosi się woń olejków eterycznych i jodu. Wokół jest dużo sadów, na wiosnę kwitną jabłonie, wiśnie, czereśnie. Kiedy Kora umierała, przyjaciele zwrócili uwagę, że na drzewach pojawiło się mnóstwo czereśni i wiśni… Powiedziałbym: zapach życia.
– Wiele zwierząt, które Pan opisuje, już nie żyje. Kto został?
U mnie jest Frida i Mimi. Pies i kotka. Maleńką Mimi znaleźliśmy pod naszym tarasem. Była bardzo blisko Kory, garnie się do człowieka i lubi pieszczoty. U Iwony, naszej przyjaciółki, została Donka, reszta niestety odeszła. Bobo i Mila odeszli jeszcze za życia Kory. Bello i Ramona po śmierci Kory. Kora bardzo ją kochała. Żartowałem, że nie wiadomo, gdzie kończy się Kora, a gdzie zaczyna Ramona. Ale pod koniec życia Kora w ogóle nie poświęcała jej uwagi, gdyż sama musiała walczyć o każdy krok. Ja też nie mogłem się skupić na naszej suczce, bo były ważniejsze sprawy. Ramona z uczuć znała tylko miłość, więc nie rozumiała, co się dzieje. Do końca tęskniła za Korą. Po śmierci Kory zachorowała. Zawiozłem ją do weterynarza razem z Fridą. Doktor Kulig zlecił transfuzję krwi od Fridy do Ramonki. Pomogło na jakiś czas, ale potem już w Warszawie Ramonka leżała na łóżku Kory i bardzo tęskniła. Zaraz potem odeszła.
– Pisze pan: „Z Pikusiem lubię rozmawiać o filozofii, przemawiam do niego: Ty jesteś najbardziej szczęśliwym stworzeniem na ziemi. Jesteś wolny, możesz biegać, dokąd cię nos poprowadzi. A my, rasa ludzka, musimy pracować. Musimy też myśleć. Przynajmniej powinniśmy”. Pana ulubieniec?
Tak. Najbardziej łagodne, radosne, kochane i wolne stworzenie świata. Roztoczański owczarek, czyli kundelek z dużą głową na krótkich nóżkach, o rudawym futerku. Miał białą kreskę na czubku głowy. Oczy brązowe, wesołe i kontaktowe. Był psem wyjątkowym – śmiejącym się. U wybitnego rosyjskiego pisarza Michaiła Bułhakowa pojawia się sabaka, katoraja gawarit, my mieliśmy psa, który się uśmiecha. Jego energia wydawała się niewyczerpana. Niestety, mamy sąsiada, który ma cztery wilkowate psy. Już raz w obecności Kory wyrwałem Pikusia z kłów jednego. Podejrzewam, że to one w końcu go zagryzły. Bardzo przeżyłem jego śmierć.
Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 26 marca.


Kora w sesji VIVY! z Ramoną
