Reklama

Hanna Bieluszko to kobieta sceny! Silna, wyrazista, oddana pasji i wierna zasadom. Prywatnie jednak zawsze wybierała coś więcej niż brawa: dom, bliskość i rodzinę, którą stawiała ponad wszystko. Dziś jednak los wystawił ją na najtrudniejszą próbę. Po informacji z 2 kwietnia o poważnych problemach zdrowotnych ruszyła zbiórka na jej leczenie i rehabilitację, a za kulisami tej historii jest nie tylko walka o powrót do sprawności, ale też opowieść o kobiecie, która zawsze wiedziała, co naprawdę jest ważne.

Hanna Bieluszko od lat jest ważną postacią polskiego teatru i telewizji

Hanna Bieluszko urodziła się 11 listopada 1954 roku w Poznaniu. Studiowała na Wydziale Aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, a dyplom uzyskała w 1981 r. W teatrze zadebiutowała już w 1979 r. i od tamtej pory konsekwentnie budowała swoją zawodową drogę. Po zakończeniu studiów Hanna Bieluszko nie zwalniała tempa. Jej zawodowa droga szybko zaczęła nabierać wyraźnych kształtów, prowadząc ją przez jedne z ważniejszych scen w Polsce. Najpierw pojawiła się w Teatrze Rozmaitości w Warszawie, gdzie zdobywała doświadczenie i sceniczne obycie, by następnie związać się z Teatrem im. Stefana Jaracza w Łodzi.

To właśnie ten etap był dla niej czasem intensywnej pracy i budowania aktorskiej tożsamości. Kolejne role, nowe zespoły i zmieniające się sceny sprawiały, że konsekwentnie zaznaczała swoją obecność w teatralnym świecie — krok po kroku umacniając swoją pozycję jako aktorka, która nie boi się wyzwań i artystycznych poszukiwań.

Czytaj też: Beata Kozidrak po raz pierwszy tak otwarcie opowiedziała o swojej walce z chorobą. Wspomniała o "wielkim lęku" i wsparciu, które dało jej siłę

06.10.2014 Krakow N/z Hanna Bieluszko aktorka Teatru im. J. Slowackiego w KrakowieORTER
06.10.2014 Krakow N/z Hanna Bieluszko aktorka Teatru im. J. Slowackiego w Krakowie WACLAW KLAG/REPORTER

Na scenie występuje od przeszło 45 lat, a od 1992 r. pozostaje związana z Teatrem im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. To właśnie ta przestrzeń stała się jej ważnym artystycznym domem. W wielu wywiadach Hanna Bieluszko otwarcie mówiła, że zawsze chciała być aktorką. Pierwsze niepowodzenia były dla niej bolesne. Nie dostała się od razu do warszawskiej szkoły teatralnej, pracowała jako goniec i młodsza pomoc techniczna, a dopiero później rozpoczęła drogę, która zaprowadziła ją do zawodu.

Zawsze chciałam być aktorką. Trudno mówić o tym, żebym marzyła, chociaż jak nie zdałam po raz pierwszy do warszawskiej szkoły teatralnej to się załamałam i obraziłam się na cały świat. […] Nie dostałam się również na romanistykę, więc na początku poszłam do pracy. Zostałam gońcem i młodszą pomocą techniczną. Rok później dostałam się na teatrologię w Poznaniu i w pewnym momencie stwierdziłam, że to nie jest dla mnie. Zaliczyłam cały rok i powiedziałam im, że chcę zdawać do szkoły teatralnej, żeby nie było nieprzyjemności. Bawiłam się zawsze w teatr, ale to jest normalne”, opowiadała w rozmowie z Kingą Kuryło dla Damosfery.

Za kulisami tej historii kryje się jednak coś więcej niż tylko determinacja młodej dziewczyny. To także bunt i emocje, które na długo zapadły w pamięć. Hanna Bieluszko nie miała łatwego startu — jej marzenia o aktorstwie nie spotkały się z aprobatą najbliższych.

Jak sama wspomina, kiedy rodzice dowiedzieli się o jej planach, wybuchła prawdziwa burza. Nie chcieli, by zdawała do szkoły teatralnej, a ich sprzeciw był jednoznaczny i stanowczy. A jednak to właśnie w tym momencie zaczęła się jej prawdziwa droga. Bo czasem największe emocje i sprzeciw otoczenia stają się początkiem ważnej historii.

Hanna Bieluszko w "Nauce latania", 1978 rok
Hanna Bieluszko w "Nauce latania", 1978 rok INPLUS/East News

Od „Barw ochronnych” do „Barw szczęścia”. Hanna Bieluszko o aktorstwie

Kariera Hanny Bieluszko łączy teatr, film i telewizję. Zagrała m.in. w „Barwach ochronnych” w reżyserii Krzysztofa Zanussiego, a także w „Nauce latania” Sławomira Idziaka czy „Seksmisji” Juliusza Machulskiego. Sama aktorka przyznała nawet z charakterystycznym dystansem: „Dziś powtarzam, śmiejąc się, że zaczynałam w Barwach ochronnych, a skończyłam w Barwach szczęścia”.

Szeroka publiczność kojarzy ją przede wszystkim z telewizji. Hanna Bieluszko była znana widzom jako doktor Renia Zakrzewska-Nowicka, przyjaciółka Marii Zduńskiej w serialu „M jak Miłość” w latach od 2000 r. do 2012 r. Z kolei od 2013 r. gra Krystynę Złotą, matkę Marka, w serialu „Barwy szczęścia”.

To właśnie ta różnorodność ról sprawiła, że przez lata potrafiła pozostać blisko publiczności. Z jednej strony teatr, z drugiej seriale oglądane przez szeroką widownię — Hanna Bieluszko konsekwentnie zaznaczała swoją obecność w kolejnych artystycznych przestrzeniach.

„Lubię grać postacie, które są trochę inne niż ja. Chodzi o to, żeby nie powtarzać w kółko tego samego. To jest zwyczajnie nudne. […] Nie lubiłam grać amantek. Nie za bardzo mi to wychodziło. Jak ktoś mówił, że jestem piękna to cierpłam. Nas wtedy tak wychowywano, żeby nas nie chwalić. Szkoła robiła wszystko żebyśmy nabyli kilka kompleksów. Generalnie był to taki bardzo zimny wychów. To było przemocowe. Jeden z moich profesorów potrafił zrobić wszystko, żeby złamać człowieka jako aktora. To powodowało, że ludzie, którzy nie mieli silnego charakteru, odpadali. Trzeba mieć silną psychikę, bo cały czas jest się ocenianym”, relacjonowała w rozmowie z Damosferą.pl.

Barwy szczescia Hanna Bieluszko (Krystyna) Jacek Kalucki (Jaworski)
Barwy szczescia Hanna Bieluszko (Krystyna) Jacek Kalucki (Jaworski) TVP / Forum

Hanna Bieluszko o przebiegu swojej kariery. Jedna plotka sprawiła, że była skreślona u wielu reżyserów.

W tej historii nie ma miejsca na wygładzone wspomnienia. Hanna Bieluszko mówiła wprost, bez filtra i bez prób wybielania przeszłości. I właśnie ta szczerość najmocniej wybrzmiewa, gdy wraca do momentów, które mogły zmienić bieg jej kariery. Aktorka przyznaje, że choć zdarzało jej się odrzucać role, nigdy tego nie żałowała. Co innego jednak własne decyzje i zachowania. Jak sama mówi — „za bardzo podskakiwała”. I to właśnie to miało mieć realny wpływ na jej dalszą drogę, szczególnie w filmie. „Natomiast pewne moje zachowania mogły zaważyć właściwie na braku mojej kariery filmowej. Za bardzo podskakiwałam. Pokazano mi, gdzie jest moje miejsce. Zresztą do dzisiaj jestem pyskata, więc tu się niewiele zmieniło. Może kiedyś intensywność była większa”, mówiła.

W pewnym momencie pojawiła się plotka. Taka, która zaczęła żyć własnym życiem i dla wielu osób stała się faktem. Bieluszko dowiedziała się o niej dopiero po latach, ale konsekwencje odczuła znacznie wcześniej. Jak podkreśla, była skreślona u części reżyserów, w tym tych związanych z Kinem moralnego niepokoju. Nie tłumaczyła się. „Dowiedziałam się po paru latach o tym, ale wiedziałam, że u wielu osób jestem skreślona, szczególnie u tych reżyserów, którzy budowali Kino moralnego niepokoju, m.in. Kieślowski, Holland itp. Co mogłam zrobić? Biec i się tłumaczyć, skoro oni wszyscy wiedzą swoje?”, mówiła, zostawiając tę historię bez dopowiedzeń, ale z wyraźnym ciężarem.

Źródłem całego zamieszania była sytuacja z planu filmu „Nauka latania” w Rajczy pod Żywcem. To właśnie tam zaczęły się wydarzenia, które później zostały opowiedziane zupełnie inaczej, niż wyglądały w rzeczywistości. Najpierw pojawił się telefon z Warszawy — propozycja związana z serialem „Zielona miłość”. Aktorka nie została jednak o nim poinformowana. „Poszłam do kierowniczki produkcji i zapytałam czy ktoś do mnie dzwonił? „Tak, tak dzwonił, ale ty nie masz czasu”, relacjonowała w Damosferze. Jednocześnie na planie zaczęły dziać się rzeczy trudne do wytłumaczenia. Była przygotowywana do zdjęć, po czym odsyłano ją na później. I tak przez kilka dni.

W końcu postawiła sprawę jasno. Jeśli nie zagra, wyjedzie do Warszawy. Wtedy usłyszała słowa, które zapamiętała na długo: że ktoś może jej zaszkodzić. Miała wtedy dwadzieścia jeden lat. Ostatecznie pojechała. Zakwalifikowała się. A sytuacja, która wydawała się zamknięta, wróciła do niej w zupełnie innej formie. Jak opowiada, później została przedstawiona jako osoba, która samowolnie opuściła plan, narażając produkcję na ogromne koszty. Ta wersja wydarzeń zaczęła funkcjonować w środowisku i to ona, jak wynika z jej słów, mogła zaważyć na jej dalszej karierze filmowej.

Hanna Bieluszko, 26.01.2025 Krakow
Hanna Bieluszko, 26.01.2025 Krakow WACLAW KLAG/REPORTER/EAST NEWS

Wyszła za mąż za Węgra, ale to nie on był miłością jej życia

Życie prywatne Hanny Bieluszko od lat splata się z teatrem. Pierwszego męża poznała jeszcze na studiach. W tej historii pojawia się też wątek, który bardziej przypomina scenariusz filmowy niż klasyczną opowieść o miłości. Ona studiowała aktorstwo w Krakowie, on reżyserię w Łodzi. Jak sama opowiada, wszystko zaczęło się od… zdjęcia. Jeden z jej znajomych pokazał je studentowi łódzkiej filmówki. To wystarczyło, by przyszły mąż aktorki zaprosił ją do udziału w swojej etiudzie filmowej. Tak się poznali.

Szybko pojawiło się małżeństwo, jednak, jak podkreśla Hanna Bieluszko, była to relacja krótka i bardzo intensywna. Jej były mąż był Węgrem, a ona sama przyznaje wprost, że podejrzewa, iż zawarcie związku mogło mieć dla niego praktyczny wymiar, związany z uzyskaniem karty stałego pobytu. „Wyjechałam do Łodzi, bo tam wyszłam za mąż za studenta filmówki. Poznaliśmy się w ten sposób, że mój kolega pokazał mu moje zdjęcie. Mój przyszły mąż zaprosił mnie do swojej etiudy filmowej. Małżeństwo było krótkie i z przytupem. On był Węgrem i podejrzewam, że dzięki małżeństwu chciał załatwić sobie kartę stałego pobytu. To jest mało romantyczna historia”, zwierzała się w Damosferze.

I choć ta historia nie miała szczęśliwego finału, stała się jednym z pierwszych doświadczeń, które ukształtowały zarówno jej życie prywatne, jak i drogę zawodową. A wkrótce potem Hanna Bieluszko poznała miłość swojego życia. Od lat artystka jest żoną aktora, Jerzego Światłonia. Wszystko zaczęło się w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. To właśnie tam się poznali, choć, jak się okazuje, mogli minąć się już wcześniej. Jerzy Światłoń jest od niej młodszy o pięć lat, dlatego gdy ona kończyła szkołę teatralną, on dopiero próbował się do niej dostać.

Ich relacja od początku nie była prosta. Bieluszko była wtedy po rozwodzie i miała narzeczonego, a Światłoń, jak sama wspomina, zachowywał się „desperacko”. Z jego strony było to uczucie intensywne, niemal szalone. Ich związek szybko stał się burzliwy, pełen emocji i napięć. W pewnym momencie rozstali się na trzy lata. I mogłoby się wydawać, że to definitywny koniec tej historii. Jednak los napisał dla nich inny scenariusz. „Rozstaliśmy się na trzy lata. Potem dowiedziałam się, że złamał sobie nogę w udzie występując w teatrze ulicznym na szczudłach. Odezwałam się do niego i już tak zostało”, relacjonowała w Damosferze Kindze Kuryło.

Czytaj też: Kto zagra Annę Jantar? Natalia Kukulska przygotowuje niespodziankę dla jej fanów. Znamy kulisy prac nad musicalem!

Zdarza się, że spotykają się na jednej scenie, jak w spektaklu „O dwóch doktorach i jednej pacjentce”. Wcześniej pojawili się u swojego boku w sztuce „Tatuaż”. Jednak, jak sama aktorka przyznaje, nie jest to dla nich komfortowa sytuacja. „My generalnie nie lubimy ze sobą grać, bo się czujemy odpowiedzialni za oboje. To jest bardzo męczące”, mówiła w jednym z wywiadów. Choć wspólna praca na scenie bywa dla nich wyzwaniem, jedno pozostaje niezmienne. Ich relacja poza teatrem nie cierpi. Wręcz przeciwnie. Hanna Bieluszko podkreśla, że mimo napięć związanych z odpowiedzialnością za siebie nawzajem, granica między sceną a domem jest dla nich wyraźna.

Wspólnie doczekali się ukochanej córki, Marii. „Mam z nią bardzo dobry kontakt. I właśnie ze względu na córkę nie planujemy żadnych przeprowadzek, choć być może w stolicy mielibyśmy większe szanse i możliwość zawodowego rozwoju. Życie nauczyło mnie, że rodzina jest najważniejsza i nawet najbardziej atrakcyjna rola nie zastąpi mi uśmiechu moich najbliższych”, opowiadała aktorka w jednym z wywiadów.

Choć scena od lat pozostaje ważną częścią jej życia, Hanna Bieluszko wyraźnie podkreśla, że aktorstwo nie jest dla niej wszystkim. Za kulisami reflektorów istnieje świat, który stawia na pierwszym miejscu: spokojniejszy, bardziej osobisty, prawdziwy.

Największą wartość mają dla niej chwile spędzane z najbliższymi: mężem i córką. To właśnie tam znajduje równowagę, której często brakuje w zawodzie pełnym napięć i niepewności. „Nie jestem wariatką teatralną, staram się zachowywać równowagę życia, nie przypisując temu zawodowi nadzwyczajnych walorów. Poza teatrem też jest życie: dom na wsi, gdzie uwielbiamy wyjeżdżać, Willa Tadeusz w Lanckoronie, gdzie przez lata spędzaliśmy każde święta, a przede wszystkim Marysia jest na pierwszym miejscu. Poza tym ostro zabrałam się za siebie: nie palę papierosów, pływam, jeżdżę na rowerze”, opowiadała w Dzienniku Polskim.

Czytaj też: Los boleśnie doświadczył gwiazdę "Barw Szczęścia". Aktorka walczy o powrót do zdrowia, teatr apeluje o pomoc

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie zabrał głos

Najbardziej poruszające informacje pojawiły się 2 kwietnia, kiedy Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie poinformował, że aktorka zmaga się z problemami zdrowotnymi. Aktorka ma za sobą udaną walkę o życie. Jednak ta batalia odcisnęła ogromne piętno na jej organizmie, a powrót do pełnej sprawności wymaga teraz kolejnego, równie trudnego etapu.

Przed Hanną Bieluszko stoi dziś nowa walka: o siły, o zdrowie, o możliwość powrotu do codzienności i pracy, którą przez dekady współtworzyła. Droga do odzyskania sprawności będzie długa i wymagająca. Ruszyła zbiórka, z której zebrane pieniądze pomogą pokryć koszty leczenia i długotrwałej rehabilitacji. „Bardzo chcemy, aby Hania do nas wróciła, do naszej codzienności, do naszego teatru, do ludzi, którzy na nią czekają”, napisano.

Zbiórka trwa za pośrednictwem Zrzutka.pl (https://zrzutka.pl/d6h6ub) oraz fundacji VOTUM. Z wyznaczonej kwoty blisko 202 tys. zł, a zebrano już ponad 60 tys. zł.

To liczby, które pokazują skalę potrzeb, ale też mobilizację ludzi poruszonych losem aktorki.

Źródło: Dziennik Polski, Damosfera, Film Wp.pl, zrzutka.pl

Reklama
Reklama
Reklama