Bez filtrów, bez upiększeń. Agata Kulesza nie idzie na kompromisy. Wprost mówi o przemijaniu i presji młodości: "Chciałabym się ładnie starzeć"
Agata Kulesza z niezwykłą szczerością mówi o tym, co nieuchronne. W poruszającym wywiadzie konfrontuje się z upływem czasu i własnym odbiciem w lustrze. Aktorka odsłania kulisy zmian, jakie dostrzega w swoim wyglądzie i jasno daje do zrozumienia, że wybiera drogę akceptacji zamiast pogoni za iluzją młodości.

Agata Kulesza bez skrępowania mówi o tym, co dla wielu pozostaje niewygodne. W najnowszym wywiadzie aktorka konfrontuje się z upływem czasu i własnym odbiciem – bez filtrów i iluzji. „Niedawno zobaczyłam swój wywiad w telewizji i byłam przerażona. Pocieszałam się, że światło było kiepskie”, wyznaje w Twoim Stylu, opowiadając o zmianach, które zauważa w swoim wyglądzie i ciele. Padły bardzo ważne słowa.
Agata Kulesza o upływie czasu – szczere wyznanie aktorki
Agata Kulesza nie walczy z czasem, nie próbuje zatrzymać go za wszelką cenę, ale zamiast tego patrzy mu prosto w oczy. W rozmowie dla magazynu Twój Styl aktorka otwarcie opowiedziała o tym, jak postrzega proces starzenia. Nie ukrywa, że zmiany są coraz bardziej widoczne, ale jednocześnie jasno podkreśla: nie zamierza podporządkować się presji wiecznej młodości. Aktorka podkreśla jednak, że kluczowa jest akceptacja.
„Mam wrażenie, że pogoń za młodością nigdy się nie kończy. Widzę, że się starzeję. Mózg wciąż nieźle pracuje, ale nie mam już takiej ostrości spojrzenia jak kiedyś. Skóra wiotczeje, ciało się zmienia. Hormony inaczej działają, metabolizm zwalnia. Wiem, że te zmiany trzeba zaakceptować. Wiem też, że można wiele zrobić, żeby lepiej wyglądać”, mówiła w rozmowie z Beatą Nowicką dla Twojego Stylu.
Mimo tego dystansu pojawiają się momenty zaskoczenia. Jednym z nich była chwila, gdy zobaczyła swój wywiad w telewizji. Reakcja była natychmiastowa. Poczuła przerażenie. Jak sama przyznała, próbowała tłumaczyć to niedoskonałym światłem, ale emocje, które jej towarzyszyły, były bardzo prawdziwe. „Dbam o siebie i staram się myśleć, że nie jest źle. Chociaż niedawno zobaczyłam swój wywiad w telewizji i byłam przerażona. Pocieszałam się, że światło było kiepskie. Chciałabym się ładnie starzeć. Każdy chce, a nie każdemu jest dane”, dodawała w Twoim Stylu.

Agata Kulesza o ingerowaniu w wygląd
W rozmowie poruszony został także temat ingerencji w wygląd. Aktorka jasno odniosła się do kwestii poprawiania urody i stosowania zabiegów. Z jej wypowiedzi wynika jednoznacznie, że nie korzysta z wypełniaczy. To świadoma decyzja, która wpisuje się w jej podejście do starzenia. „Niektóre koleżanki mają świetne geny, nie przeskoczę tego. Nie wstrzykuję sobie wypełniaczy. To nie dla mnie. Muszę widzieć swoją twarz. Ale niech każdy robi, co chce. Dokonałam wyboru, trochę jak Sara [przyp. red. Agata Kulesza wciela się w nią w filmie "Czas, który nie nadszedł"]. Postanowiła, że zestarzeje się naturalnie i poniosła konsekwencje. Ale może się okazać, że spotkamy się za siedem lat, a ja pani powiem: "tu wstrzyknęłam, tam naciągnęłam i czuję się piękna”, zwierzała się Beacie Nowickiej.
W rozmowie pojawiło się także nawiązanie do słów Ewy Szykulskiej, która w charakterystyczny dla siebie sposób opisała swoje podejście do upływu czasu i zmian w wyglądzie. „Zapracowałam sobie na ten pysk. Moja twarz opowiada moje życie. Kiedyś była „non-iron”, niewymagająca prasowania. Teraz jest niewyprasowana”, cytowano jej wypowiedź. Agata Kulesza nie tylko ją podchwyciła, zareagowała na nią z wyraźnym uznaniem.
„Ewa jest wspaniała. Szanuje i lubi siebie. O to tak naprawdę powinnyśmy zadbać. Myślę, że wiele głupot robimy z powodu braku akceptacji. Nie chcę nikogo pouczać. Na Instagramach i TikTokach mamy tłumy 'przywódców duchowych', którzy wszystko wiedzą. Dziwi mnie to. Każdy musi skonfrontować się ze sobą. Wychodzenie ze strefy komfortu chroni przed starością”, dodawała.
W dalszej części rozmowy Agata Kulesza odsłoniła inną, intymną stronę siebie – pełną emocji, napięcia i przełamywania własnych ograniczeń. Opowiada o sytuacji, która była dla niej ogromnym wyzwaniem. Mowa o koncercie urodzinowym Wojciecha Młynarskiego, na który zaprosił ją Janek Młynarski. Nie ukrywa, że śpiewanie wywołuje u niej paraliżujący strach. Decyzja o występie nie była więc czymś naturalnym czy komfortowym – wręcz przeciwnie, to była „podbramkowa sytuacja”, wymagająca odwagi i zmierzenia się z własnymi lękami. Najbardziej wybrzmiewa jednak to, co wydarzyło się później. Po wszystkim przyszła euforia i poczucie spełnienia. Kulesza mówi wprost, że była zachwycona i poczuła, że naprawdę żyje. Choć opowiadała, że „dostała w kość”, doświadczenie to przyniosło jej coś niezwykle cennego. „Dwa dni temu wzięłam udział w koncercie urodzinowym Wojciecha Młynarskiego, zaprosił mnie Janek Młynarski. To była podbramkowa sytuacja. Śpiewanie wywołuje we mnie paraliżujący strach. Ale zrobiłam to i kiedy wieczorem wróciłam do domu, byłam zachwycona. Poczułam, że żyję. Dostałam w kość, ale na drugi dzień czułam się młodsza o 10 lat”, relacjonowała na łamach Twojego Stylu.
