Tomasz Stockinger wspomniał o mrocznej przeszłości. Do dziś nie może sobie wybaczyć. „To jest głęboka rana. Mam poczucie wielkiego błędu"
Jedno pytanie wystarczyło, by wrócić do wydarzeń sprzed lat. W podcaście „WojewódzkiKędzierski” Tomasz Stockinger niespodziewanie został skonfrontowany z historią, która na zawsze zapisała się w jego życiu. Aktor nie uciekał od tematu i zdobył się na szczere wyznanie. Padły słowa o „głębokiej ranie”, poczuciu porażki i lekcji, której nigdy nie zapomni.

Tomasz Stockinger znów znalazł się w centrum medialnej uwagi. Aktor znany widzom przede wszystkim z serialu „Klan” wrócił wspomnieniami do trudnego momentu sprzed lat. W podcaście „WojewódzkiKędzierski” padły szczere słowa o błędzie, który pozostanie w nim do końca życia.
Tomasz Stockinger i wypadek w Żabieńcu. Co się stało w 2009 roku?
Gośćmi najnowszego odcinka popularnego podcastu „WojewódzkiKędzierski” byli Tomasz Stockinger oraz jego syn, Robert Stockinger. W trakcie rozmowy prowadzący wrócili do głośnego wydarzenia sprzed 16 lat. W 2009 r. aktor prowadził samochód pod wpływem alkoholu i spowodował wypadek w miejscowości Żabieniec. Według informacji podawanych wówczas przez „Gazetę Wyborczą”, po zatrzymaniu przez policję miał 2,3 promila alkoholu w organizmie.
Temat, choć trudny, nie został przemilczany. Kuba Wojewódzki najpierw zwrócił się do syna aktora, pytając go o jego spojrzenie na tamtą sytuację. Robert Stockinger nie ukrywał, że wydarzenie było bolesną lekcją, ale jednocześnie podkreślił, że jego ojciec wyciągnął z niego bardzo poważne wnioski. „Myślisz, że zrobiłem tacie suszarkę? Nie, tata oczywiście wiedział, że pełnił ogromny błąd i bohatersko wyciągnął z tego wnioski. To jest pewna rysa na taty wizerunku i nigdy po tym nie pozwolił sobie na podobną głupotę. Wyciągnął z tego wnioski, naprawił się i jestem z tego bardzo dumny, bo wiem, że mogę być o tatę spokojny", powiedział.

Robert Stockinger zabrał głos. Tak bronił ojca
Podczas rozmowy pojawiło się także pytanie, czy w rodzinie padły kiedyś słowa ostrzeżenia w stylu: „Nigdy więcej tak nie rób”. Robert Stockinger przyznał jednak, że nie było takiej potrzeby. Prezenter „Pytania na śniadanie” zaznaczył, że dobrze zna historię ojca i wie, jak bardzo wpłynęła ona na jego dalsze życie. Jak podkreślił, z perspektywy czasu jest dumny z tego, jaką przemianę przeszedł aktor. „Wy znacie tę historię, że ona się dla was odbyła i tyle. Nie znacie tego, co się wydarzyło przez kolejne lata, a ja znam "follow up" tej historii i jestem całkowicie dumny z tego, jakie tata wyciągnął z tego wnioski. Jak nabrał odpowiedzialności za siebie, swoje losy. Jestem całkowicie porażony, jak tata pokazał w tym twardy charakter, jak świetnie się zmienił. Zapewniam was, że gdybyście byli przez te lata i widzieli, jaką tata przeszedł transformację to też bylibyście z niego dumni", mówił.
Tomasz Stockinger o błędzie i konsekwencjach sprzed lat
Sam Tomasz Stockinger nie próbował unikać odpowiedzi. Aktor przyznał wprost, że tamta sytuacja jest dla niego bolesnym wspomnieniem i pozostawiła w nim trwały ślad. „To jest głęboka rana. Mam poczucie wielkiego błędu. Mógłbym próbować się usprawiedliwić się okolicznościami, jak do tego doszło, bo to był rzeczywiście fatalny ciąg zdarzeń", powiedział. Jak dodał, poczucie porażki i wstyd to emocje, które będą mu towarzyszyć do końca życia. „Myślę, że to zostanie we mnie do końca życia. To poczucie porażki i wielkie ostrzeżenie, że nie można sobie do końca ufać".
Choć od tamtego wydarzenia minęło już wiele lat, dla Tomasza Stockingera wciąż pozostaje ono ważnym punktem odniesienia. Jak sam przyznał, jest to doświadczenie, które na zawsze przypomina mu o odpowiedzialności i granicach, których nie wolno przekraczać.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Krystyna Janda odebrała Orła za całokształt kariery, ze sceny padły ważne słowa. Zwróciła się do jednej osoby
