Sława Przybylska, Warszawa, 1982
Fot. Agencja Forum
Z ŻYCIA GWIAZD

Dziś kończy 88 lat, ale los nie szczędził jej dramatów. Tak wyglądało życie Sławy Przybylskiej

Tych dramatycznych obrazów długo nie mogła wymazać z pamięci...

Konrad Szczęsny 2 listopada 2020 10:26
Sława Przybylska, Warszawa, 1982
Fot. Agencja Forum

Sława Przybylska ma 88 lat, na scenie jest od 60 i ani myśli o emeryturze! Sława Przybylska, wykonawczyni takich ponadczasowych hitów, jak „Pamiętasz była jesień” czy „Miłość w Portofino” w szczerym wywiadzie opowiedziała o dramatycznych chwilach z czasów dzieciństwa, ukochanym mężu, z którym jest związana od ponad pół wieku i recepcie na miłość.

Sława Przybylska o zagładzie Żydów. Widziała ją na własne oczy

Mimo że na scenie jest już od sześciu dekad, nie lubi, gdy nazywa się ją „damą polskiej piosenki”. Podkreśla, że nadal jest zakompleksioną dziewczyną z Międzyrzeca na Podlasiu. Choć na co dzień charakteryzuje ją promienny uśmiech i niegasnąca pogoda ducha, w życiu przeżyła naprawdę dramatyczne chwile. Gdy wybuchła II wojna światowa, miała zaledwie siedem lat. To, co zobaczyła w jej trakcie w rodzinnych stronach, długo wracało do niej w koszmarach.

„Przede wszystkim przeżyłam zagładę Żydów. Międzyrzec, z którego pochodzę, od wieków był żydowskim miasteczkiem. Żydzi stanowili 80% mieszkańców. I to oni ufundowali tam ochronki dla biednych, salę koncertową czy szpital. W 1942 roku, kiedy rozpoczęto generalną likwidację getta, mama wysłała mnie do sklepu, żebym kupiła chleb. Nagle wciągnięto mnie do jakiegoś budynku i przez szybę widziałam rynek pełny klęczących Żydów. Trzymano mnie tam przez kilka godzin, nie mogłam wyjść. Na własne oczy widziałam, jak Żydów prowadzono na dworzec i wywożono do Treblinki”, wspomina w wywiadzie z Michałem Misiorkiem dla serwisu Plejada.

I dodaje, że ogrom tej tragedii widziała z bliska. 

„Przy okazji, strzelano do nich, zabierano im dzieci, zabijano ich. A ja na to wszystko patrzyłam. Dopiero gdy wszystkich wyprowadzono, mogłam wrócić do domu. Po drodze mijałam rozlaną krew, rozdarte pierze i połamane lalki”, opowiada przejęta 88-latka.

Koszmar ten powracał do niej w snach wiele razy... „To był wstrząsający widok! Przez jakiś czas później nie spałam, a gdy udało mi się zasnąć, to budziłam się z krzykiem w środku nocy. Co chwilę przypominało mi się, jak na moich oczach zastrzelono naszych sąsiadów. To było straszne!”, podkreśla.

Te dramatyczne doświadczenia odcisnęły piętno na jej psychice. Wiedziała, że chce zrobić coś więcej, by upamiętnić tych, którzy zostali w bestialski sposób zamordowani. Dlatego właśnie nauczyła się języka Żydów aszkenazyjskich i stała się swoistą ambasadorką kultury żydowskiej.

„Wiedziałam, że biegu historii nie cofnę, antysemityzmu też nie wykorzenię, ale miałam w sobie głęboką potrzebę postawienia osobistego pomnika pamięci. Dlatego poszłam na kurs jidysz, nawiązałam współpracę z Teatrem Żydowskim, nagrałam pieśni żydowskie, pięciokrotnie byłam na koncertach w Izraelu, wystąpiłam na festiwalu żydowskim w Vancouver. Robiłam wszystko, co mogłam, by ludzie zwrócili uwagę na żydowską kulturę i tragiczne losy tego narodu”, dodała Sława Przybylska.

Mąż Sławy Przybylskiej. Kim jest Jan Krzyżanowski?

W intymnej rozmowie z Michałem Misiorkiem, której udzieliła jakiś czas temu nie zabrakło tematu ukochanego Sławy Przybylskiej. Jan Krzyżanowski jest od niej młodszy o 7 lat. Poznali się po jednym z jej koncertów w 1963 roku. Rok później byli już małżeństwem. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Artystka, która popularność zdobyła za sprawą utworu „Pamiętasz była jesień” z 1958 toku - motywu przewodniego filmu „Pożegnania” Wojciecha Hasa – miała już na koncie jeden rozwód oraz osobistą tragedię...

Pierwszego męża, Jerzego Kostarczyka, poznała w trakcie studiów w Szkole Głównej Służby Zagranicznej. Ślub wzięli jesienią 1953 roku. Wkrótce powitali na świecie córeczkę, której dali na imię Blanka (obecnie mieszka w Szwecji). Małżeństwo nie przetrwało jednak próby czasu... Rozstali się.

Po tym miłosnym zawodzie odtrącała kolejnych mężczyzn, którzy zabiegali o jej względy. W końcu – jak się wydawało – poznała tego jedynego. Zakochali się w sobie bez pamięci, mimo że Andrzej Munk miał żonę. Sława Przybylska zgodziła się jednak na rolę „tej trzeciej”. Nikt nie wie, jak ten romans mógłby się skończyć, gdyby nie tragedia, która wydarzyła się 20 września 1961 roku pod Łowiczem.

Ukochany Sławy Przybylskiej zginął w wypadku samochodowym. Dla niej był to ogromny cios. Zamknęła się w sobie, poświęciła się jedynie karierze. Długo nie dopuszczała do siebie myśli, że jeszcze kiedyś się zakocha. Aż do pewnego koncertu w 1963 roku... Nie była to jednak miłość od pierwszego wejrzenia a bardziej – od pierwszego usłyszenia. Przynajmniej ze strony Jana Krzyżanowskiego!

„Kiedyś Jan powiedział mi, że gdy był studentem, to na sylwestrowej imprezie, na którą poszedł, puszczane były różne nagrania. Gdy usłyszał moje „Tango Notturno”, zachwycił się i powiedział, że dla takiej kobiety warto poświęcić życie. Po latach się sprawdziło. Ale to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. To uczucie rodziło się powoli. Poznaliśmy się na jednym z moich koncertów. Jan był wtedy dyrektorem Estrady Stołecznej i przyjeżdżał na wszystkie moje występy w okolicach Warszawy. I tak to się wszystko zaczęło”, wspomina w wywiadzie dla serwisu Plejada.

W tym roku świętowali 58. rocznicę związku i 57. małżeństwa. Jaka jest recepta na tak długą relację?

„Jak byliśmy zdrowsi i trochę młodsi, to zawsze mieliśmy jakieś wspólne zainteresowania – Cervantes, hiszpański, portugalski. No i książki! Pamiętam, jaki kiedyś czytaliśmy wspólnie greckie mity. Jeden z nich opowiadał o Eos – różanopalcej bogini jutrzenki, która miała mnóstwo kochanków, z którymi się co chwilę rozstawała. Po jakichś dwóch tygodniach mąż zapytał mnie, jak się nazywał kochanek Eos. Odpowiedziałam mu, że ja się plotkami nie zajmuję. I od razu było weselej!”, opowiada Sława Przybylska.

I dodaje, że uwielbiają wraz z ukochanym spędzać razem czasu i... śmiać się.

„Z kolei gdy znajdziemy jakieś obce słowo, którego nie rozumiemy, to sięgamy po encyklopedię i wspólnie szukamy definicji. I tak zamiast pół godziny, nasze śniadanie trwa kilka godzin. A gdy Jan nie dokręci kranu w łazience, to nie proszę go, by wrócił i zakręcił porządnie, tylko wołam do niego: „W Afryce nie ma wody”. Cenię w mężu poczucie humoru i radość istnienia”, podkreśla artystka.

Taka miłość to skarb! Życzymy Pani Sławie oraz jej mężowi jeszcze wielu lat w zdrowiu i szczęściu!  

Sława Przybylska w trakcie koncertu, listopad 2017:

Sława Przybylska, 19.11.2017, Warszawa
Fot. Michal Wozniak/East News

Sława Przybylska na festiwalu w Opolu, czerwiec 2015 roku:

Sława Przybylska, festiwal w Opolu, 14.06.2015
Fot. TRICOLORS/East News

 

Sława Przybylska w Warszawie, 1982 rok:

Sława Przybylska, Warszawa, 1982
Fot. Agencja Forum

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

ANITA WERNER I MICHAŁ KOŁODZIEJCZYK Dziennikarka TVN i dyrektor redakcji Canal+ Sport. Dziennikarskie DNA połączyli, pisząc razem książkę. A wcześniej... zakochali się w sobie. WOJOWNICZKI Marsz na Wersal, „długi piątek” w Islandii, protesty w wyniku zaostrzenia prawa aborcyjnego w Polsce… Kobiety od zawsze musiały walczyć o swoje prawa. EWA WACHOWICZ – zaskakujący bilans 50-latki. PIOTR MACHALICA o dorastaniu, życiowych rebeliach, miłości i wolności. W cyklu EXTRA Słynny fotograf – Steve McCurry uchwycił w obiektywie niezwykłe relacje między zwierzętami a ludźmi.