kałużyński
Fot. fot. Jerzy Michalski/RSW/Forum
NIEZWYKŁE HISTORIE

Znany krytyk filmowy Zygmunt Kałużyński nie miał szczęścia w miłości. Ukochane kobiety zabierali mu inni

„Zyzio” nie był typem amanta i wyglądał na wiecznie zaniedbanego. Ale podobał się, był bardzo popularny

Agnieszka Dajbor 30 września 2022 14:15
kałużyński
Fot. fot. Jerzy Michalski/RSW/Forum

Jest taka anegdota, jak Zygmunt Kałużyński zjawiał się w białym prześcieradle, jak duch pod oknami willi tragicznie zmarłego Aleksandra Forda na Saskiej Kępie. Chciał być jego wyrzutem sumienia, długo nie mógł pogodzić się ze stratą Eleonory Griswold. Piękna aktorka odeszła od niego właśnie do Forda, reżysera słynnej ekranizacji „Krzyżaków”. Nie ona jedna. Julia Hartwig zostawiła go dla Ksawerego Pruszyńskiego, ostatnią miłość – Teresę Schroeder – zabrał mu Franciszek Starowieyski. 

Zygmunt Kałużyński – dzisiaj nieco zapomniany – był bardzo popularny w PRL-u. Zajmował się głównie filmem, nie bał się wyrazistych czy nawet prowokacyjnych ocen, lubił bulwersować, mówiono o nim: telewizyjne zwierzę. Pozował trochę na błazna – takiemu zawsze więcej wolno, trochę na kloszarda. Ale miał wielką wiedzę, a w domu, prócz kurzu, wspaniały zbiór płyt i książek. Potrafił oczarować piękne i znane kobiety, ale niestety na krótko. Wszystkie go zostawiły. Jak wyglądały uczuciowe potyczki znanego krytyka?

Zygmunt Kałużyński i poetka Julia Hartwig

Jego pierwszą miłością była słynna później poetka Julia Hartwig. Poznali się po wojnie, w latach 40. w Łodzi. W tym mieście mieszkało wielu artystów, którzy osiedlili się tu po wojnie, kwitło życie artystyczne i towarzyskie. Julia - urodzona w 1921 roku – była od narzeczonego młodsza o trzy lata. Oboje pochodzili w Lublina. Pobrali się, zamieszkali w kołchozowym Domu literatów przy ulicy Bandurskiego. W 1947 roku Julia Hartwig dostała stypendium i wyjechała do Francji, zbierała materiały do książki, której bohaterem był słynny poeta Guillaume Apollinaire. W ślad za nią pojechał Zygmunt Kałużyński. Żyli tam trochę obok siebie tym bardziej, że Julia Hartwig poznała w Paryżu wybitnego reportera i pisarza Ksawerego Pruszyńskiego

Zobacz też: Związek Elżbiety Dmoch i Janusza Kruka od początku naznaczony był skazą...

julia hartwig
Fot. Julia Hartwig, 1964 rok, fot. Andrzej Szypowski/East News

Zakochała się w nim bez pamięci. Odnotował to Jarosław Iwaszkiewicz, pisząc do córki: „zaprzyjaźniłem się z Kałużyńskim, którego żona – Julcia Hartwig – rzuciła dla Ksawerego Pruszyńskiego”. Byli razem do tragicznej śmierci Ksawerego Prószyńskiego w 1950 roku, pisarz  zginął w wypadku samochodowym pod ciężarówką. Był niesamowitym talentem, odszedł mając zaledwie 43 lata, od razu też na temat tego wypadku zaczęły krążyć teorie spiskowe. Mówiono, że Pruszyński został zabity w ramach stalinowskich czystek. Julia Hartwig pisała w jego sprawie do znajomych z Polski, prosiła, by złożyli kwiaty na grobie ukochanego.

Julia Hartwig: Zygmunt? To był zły wybór

O swoim pierwszym mężu – Zygmuncie Kałużyńskim mówiła niewiele. Ich związek nazwała po latach pomyłką młodości (…) „taką, jaką studenckie małżeństwa czasem bywają. Inteligentny, oczytany, trochę starszy ode mnie, już z doświadczeniem międzywojennym, uczeń Schillera. Małżeństwem byliśmy kilka miesięcy, ale znaliśmy się jeszcze z Lublina, gdzie uczył mnie i Danutę Podobińską - grał na pianinie i zapoznawał nas z partyturami. Trudny człowiek. Jego późniejsze poglądy polityczne były skrajnie odmienne od moich. No, ale wtedy to było autentyczne młode uczucie. Nie mam dobrych wspomnień. Po prostu zły wybór".

Ich poglądy rzeczywiście były inne, bo Julia Hartwig szybko zaangażowała się w działalność opozycyjną, w pewnym momencie zbliżyła do kościoła. Kałużyński był zagorzałym antyklerykałem, i w nic się nie angażował, ale też był raczej typem outsidera, trochę dziwaka. Ona w 1954 roku wyszła za mąż za poetę Artura Międzyrzeckiego, stworzyli rodzinę i byli szczęśliwą parą do końca życia.

Zygmunt Kałużyński i piękna Eleonora

Czy Zygmunt Kałużyński rozpaczał po rozstaniu z Julią? Chyba nie aż tak bardzo. Miłością jego życia była inna kobieta, piękna amerykańska aktorka Eleonora Griswold. Poznali się w 1955 roku, podczas Światowego Zjazdu Młodzieży, propagandowej imprezy zwanej latającym cyrkiem Stalina. Eleonora przyjechała na występy z lewicującym angielskim teatrem. Sama była Amerykanką, nie dostała pozwolenia na wyjazd za Żelazną Kurtynę i miała z tego powodu jakieś nieprzyjemności, była wzywana do ambasady amerykańskiej. Kałużyński zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. A gdy usłyszał, że od kłopotów wybawi ją małżeństwo z Polakiem, od razu się oświadczył. 

„Był Pan niezłym przystojniakiem”, zagadnął go o tamten czas Tomasz Raczek w książce „Alfabet na cztery ręce”. Zygmunt Kałużyński wspominał: „Przystojny byłem tylko na zdjęciu w dowodzie osobistym, gdzie miałem jeszcze włosy. Ale wtedy nawet fotografowie, którzy robili zdjęcia policyjne, ujmowali twarze w sposób sympatyczny. Ponieważ wszyscy moi koledzy mieli już wówczas ruchliwe życie rodzinne, a ja tak się jakoś plątałem bez przydziału, więc wyłoniło się pytanie, czy nie mógłbym służyć Eleonorze pomocą. To się, oczywiście, wykonało i w ten sposób zostałem mężem Eleonory Griswold”.

Zobacz też: Anthony Hopkins lubi, gdy żona wydaje jego pieniądze. Jest po uszy zakochany od 20 lat

kaluzynski wsród filmowców
Fot. Zygmunt Kałużyński, lata 90. z tyłu Marek Piwowski, fot. Jakub Ostałowski/Forum

Ukochana zagrała w filmie Janusza Morgensterna „Do widzenia, do jutra”. Podkładała tam głos za Teresę Tuszyńską, grającą córkę francuskiego dyplomaty. W obsadzie filmu znalazła się jako Eleonora Kałużyńska. Podobno był o nią szalenie zazdrosny i kazał jej siedzieć w domu. Ona znudziła się, pojechała do Łodzi, tam poznała Aleksandra Forda. Był nie tylko znanym reżyserem, miał władze w kinematografii, mówiono o nim car. Obiecał jej role w filmie, ale nic z tego nie wyszło.

Okazało się jednak, że para ma się ku sobie. Aleksander Ford zakochał się w Eleonorze i odbił ją Zygmuntowi Kałużyńskiemu. Był o 30 lat starszy od aktorki, Eleonora widziała w nim nie tylko uznanego reżysera, ale też mentora. On zostawił dla niej żonę i syna. Przez kilka miesięcy oboje prowadzili podwójne życie, spotykając się potajemnie, ale gdy Eleonora zaszła w ciążę, postanowili zakończyć swoje poprzednie związki i razem założyć rodzinę.

Dla Kałużyńskiego był to ogromny cios, z którym długo nie mógł się pogodzić. Gdy na świat przyszła córka Eleonory, Zygmunt Kałużyński wystąpił do sądu o uznanie jego ojcostwa, ale sprawę przegrał. Podobno na sali sądowej obaj panowie skoczyli sobie do gardeł i trzeba było ich rozdzielać. Znany krytyk przez cztery lata blokował małżeństwo swojej miłości, nie godząc się na rozwód. A jego misją stało się krytykowanie i pozbawianie wszelkiej wartości filmów Aleksandra Forda. 

Zobacz też: Katarzyna Bujakiewicz i Piotr Maruszewski od lat tworzą zgrany duet. Oto ich niezwykła historia miłości  

Tragiczny koniec miłości i życia, Kałużyński nigdy im nie wybaczył

Tymczasem losy reżysera skończyły się tragicznie.  W 1968 roku, po antysemickiej nagonce, Eleonora i Aleksander Ford zdecydowali się wyjechać z Polski. Mieszkali m.in. w Niemczech, Izraelu, w Danii. Ford był jednym z wielu reżyserów, jego filmy przepadały. Nie potrafił przebić się na Zachodzie, był polskim Żydem z wieloma trudnymi przeżyciami za sobą, gdy emigrował miał 60 lat. Niełatwo w takim wieku zaczynać nowe życie. W pewnym momencie Eleonora zabrała mu trójkę ich dzieci i uciekła do USA, zażądała rozwodu.

Po latach mówiła, że chciała mężowi pomóc. „Czułam, że w ten sposób mu pomogę, że skupi się i coś napisze, bo od dawna nie potrafił już pisać”, tłumaczyła (cytuję za interia.pl). Ale w 1980 roku Aleksander Ford popełni samobójstwo. Powiesił się na żyrandolu w motelu na Florydzie. Pani, która sprzątała, dał sto dolarów i poprosił o posprzątanie po nim bałaganu. Dla żony zostawił pożegnalną taśmę.  Podobno były na niej jakieś inwektywy czy wymówki pod jej adresem. Rozpad małżeństwa był kolejnym ciosem, Aleksander Ford stracił ukochaną kobietę, dzieci, sławę, pozycję. Zygmunt Kałużyński miał poczucie, że Aleksander Ford odebrał mu żonę i nigdy mu tego nie zapomniał. Do końca życia wspominał Eleonorę, choć po jej wyjeździe z Polski nigdy się już nie spotkali.

franciszek starowieyski z zona
Fot. Teresa i Franciszek Starowieyscy na wernisażu wystawy malarza w Nowym Jorku, 1985 rok, fot. Czesław Czapliński/FOTONOVA

Ostatnia miłość, ostatnie lata

Ostatnią wielką miłością Zygmunta Kałużyńskiego była piękna historyczka sztuki Teresa Schroeder. Pracowała w Muzeum Narodowym w Warszawie, zajmowała się zabytkowymi meblami. Wspominała, że na zerwanie z Kałużyńskim namawiali ją Anna i Jerzy Turowiczowie. Uważali go za potwora, pamiętali go jeszcze z czasów, gdy był mężem Julii Hartwig. I to chyba ona musiała odmalować taki portret Kałużyńskiego w listach. Teresa Schroeder przyjechała z Wrocławia, zamieszkała z Kałużyńskim w jego mieszkaniu w centrum Warszawy na Wilczej.

W rozmowie z Krystyną  Pytlakowską w „VIVIE!" opowiadała, że Zyzio imponował jej inteligencją. Wprowadził ją w artystyczny świat stolicy, był uroczy i zabawny. Ale nie była pewna czy go kocha, czy podziwia. Ostatecznie Teresa Schroeder związała się z Franciszkiem Starowieyskim w początku lat 70. Zakochała się w nim „bez reszty”, urodziła dwóch synów. Byli małżeństwem do śmierci artysty w 2009 roku. Zygmunt Kałużyński pozostał sam. W latach 80. jego sława trochę przygasła. Pomógł mu wtedy Tomasz Raczek. Wspólnie stworzyli popularny duet telewizyjny, robili program „Perły z lamusa” napisali „Alfabet na cztery ręce”, Tomasz Raczek traktował krytyka jak drugiego ojca. Opiekował się nim. Zygmunt Kałużyński zmarł po chorobie nowotworowej w 2004 roku.  

Czytaj także: Elżbieta Zającówna i Krzysztof Jaroszyński wspólnie pokonywali życiowe zakręty. Są razem blisko 40 lat 

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARIA DĘBSKA ma 31 lat i na koncie wiele wspaniałych ról. Nam opowiada o tym, dlaczego nie została pianistką, gdzie najlepiej łapie dystans i za co kocha podróże. AGATA WĄTRÓBSKA I JANUSZ CHABIOR w dowcipnej i pełnej czułości rozmowie o swoim związku, ukochanych psach i magii małżeńskiej obrączki. MOHAMED AL-FAYED: egipski miliarder, właściciel paryskiego Ritza, ojciec kochanka księżnej Diany, bohater „The Crown”. Kim jest naprawdę? KASPER BAJON: scenarzysta, pisarz, reżyser. Fachu filmowego uczył się od swojego ojca, reżysera Filipa Bajona. Czy dziś słucha jego uwag?