TYLKO U NAS!

Philippe Tłokiński: „Zawód aktora skazany jest na wygrane i porażki”

Miał być piłkarzem, a został aktorem... i zagrał główną rolę w „Kurierze” Pasikowskiego!

KRYSTYNA PYTLAKOWSKA 17 marca 2019 12:59
Philippe Tłokiński
Fot. Agnieszka Sniezko/East News

Urodził się we Francji, nauki pobierał w Szwajcarii, a od siedmiu lat mieszka w Polsce, bo chciał poznać swoje korzenie. Teraz jego nazwisko jest we wszystkich mediach, bo zagrał główną rolę w Kurierze Władysława Pasikowskiego. Premiera odbyła się kilka dni temu. Philippe Tłokiński wywiadu udzielił nam tuż przed pierwszym pokazem filmu.

Miałeś zostać piłkarzem, a jesteś aktorem.

Piłkarzem miałem być w wyobraźni mojego taty i jego planów, a nie moich. Nie powinno się żyć marzeniami rodziców, tylko własnymi.

A Ty nigdy nie chciałeś być piłkarzem?

Nigdy. Chociaż dochodzenie do własnych wizji, refleksji i chęci to długi proces, który bardzo wolno kiełkuje. Ale kiedy tata mnie delikatnie mówiąc "zachęcał", abym grał w piłkę, ja nie chciałem, i w końcu wygrałem.

To zrozumiałe, że Twój ojciec chciał mieć następcę, bo przecież grał w Widzewie Łódź, zanim wyjechał na kontrakt za granicę.

To prawda. I sądził, że też mam predyspozycje do piłki nożnej. Trudno mi się było pod tym względem z nim nie zgodzić, bo podobno miałem piłkarski talent. Ale po prostu tego nie lubiłem.

A jak Cię znalazł Władysław Pasikowski?

Podobno wypatrzył mnie przy jednym castingów do filmu, który nie został zrealizowany. Tego nie wiedziałem. Teraz rozumiem dlaczego wtedy nie dostałem propozycji współpracy.

To Cię zdołowało?

Nie. Zawód aktora, jak zresztą większość zawodów artystycznych, skazany jest na wygrane i porażki. I kiedy dokonuje się wyboru: zostanę aktorem, trzeba brać to pod uwagę. I czy jesteś na tyle silny, żeby odmowy, niepowodzenia i brak ofert przyjmować normalnie, a nie jako powód do załamywania się. W każdym razie Władysław Pasikowski mnie zapamiętał i kiedy postanowił realizować "Kuriera", zaproszono mnie na casting. Tym razem film powstał.

Wiedział coś o Tobie, choćby to, że nie urodziłeś się w Polsce?

Prawdopodobnie wiedział, chociaż nie mogę mówić w jego imieniu. Ale mógł się domyślać, choćby ze względu na pisownię mojego imienia - Philippe.

Ale Tłokiński jest polskim nazwiskiem.

Za granicą mówią na mnie Tyokynski, albo Tlokjansky. Nie jest łatwo to wymówić.

Ja będę mówiła do Ciebie Filip. Jedni z Polski wyjeżdżają, aby robić karierę na Zachodzie, a Ty do Polski wróciłeś. Dlaczego?

Chyba uczucia, które mi towarzyszyły są standardowe. Drugie pokolenie jest ciekawe i głodne wiedzy o swojej rodzinie. Trzeba sięgnąć do źródeł. Gdybym jednak nie dostał propozycji zagrania w serialu, to nie wiem, czy zdecydowałbym się zamieszkać w Polsce. To było 7 lat temu i przez te lata regularnie kursowałem między Francją, Szwajcarią i Polską. Przez trzy sezony grałem w teatrze Komedia, więc musiałem tu być. A potem poznałem Marcina Bortkiewicza i zadebiutowałem w jego "Nocy Walpurgi". To bardzo dobry film, który dostał już 16 nagród.

Najpierw jednak reżyserzy musieli dowiedzieć się, kto to jest Tłokiński. Wysyłałeś CV? Tak to się odbywa?

Kiedy przyjechałem, przez pierwsze dwa tygodnie odbyłem 5 castingów i dostałem role w dwóch serialach. A przecież przyjechałem do Warszawy tylko z ciekawości, wziąłem jedynie ze sobą małą torbę. Nie mam tu żadnej rodziny, ale znałem kogoś, kto polecił mnie na paru castingach. Jak się okazało, z sukcesem. W Polsce serial jest dobrym wejściem. No a teraz jest okazja zobaczyć mnie w "Kurierze", gdzie zagrałem młodego Jana Nowaka-Jeziorańskiego, co nie było łatwe.

Bo wszyscy go znali już jako starszego pana.

Miałem więc mniejszy dostęp do materiałów, które mogły mnie zainspirować, ale z drugiej strony mogłem też dodać coś od siebie. To fascynujący człowiek.

Wiedziałeś coś o nim przed filmem?

Kojarzyłem, kto to był, ale historia nie jest moim hobby. Kojarzyłem postać Jeziorańskiego, ale bardzo powierzchownie. Gdy jednak mam konieczność wgłębienia się w jakiś temat, to bardzo chętnie szukam różnych materiałów. Teraz wiem o nim dużo więcej. Na szczęście aktorstwo nie polega na encyklopedycznej wiedzy, tylko na wyczuciu sytuacji.

Polubiłbyś Jana Nowaka-Jeziorańskiego, gdybyś go poznał?

Myślę, że tak. Bo on miał ogromne poczucie humoru. W ogóle to postać, która da się lubić. I na dodatek podczas swej kariery polityczno-dyplomatycznej nie pokłócił się z żadną partią, ani ludzi nie podzielił. Miał wielką klasę, a dla Polski zrobił coś niesamowitego. I dlatego jest traktowany jako bohater. W tym filmie widzowie muszą zobaczyć jego młodszą wersję, ale też mieć świadomość ciągłości zdarzeń.

Od razu się zgodziłeś go zagrać?

Nie znam żadnego młodego aktora, który by się zastanawiał, czy zagrać u Pasikowskiego. Zagrałbym u niego nawet drzewo w tle. To fantastyczny twórca.

A dlaczego Ciebie wybrał?

Pewnie pokazałem na castingu coś, co go przekonało, nie wiem dokładnie co... Znam języki, a w filmie trzeba było biegle posługiwać się językiem angielskim. To z pewnością się przyczyniło. Wspominał też kiedyś coś o moich oczach, że kiedy patrzę zamyślony w przestrzeń to widać co się w głowie dzieje. To pamiętam, bo prosił abym to trzymał dla naszego Kuriera.

Czego oczekujesz po tym filmie?

Na pewno będzie zauważony, ale staram się odciąć od wszelkich oczekiwań.

Nie chcesz popularności, miłości tłumu?

Nie chcę, aby oczekiwania przerosły rzeczywistość, więc wolę nie wyobrażać sobie, co będzie dalej. Być może będzie dobrze, gdy po tym filmie pojawi się kolejna propozycja. Po Kurierze dość szybko zagrałem w filmie międzynarodowym produkcji polsko-niemiecko-brytyjsko-francuskiej o Stanisławie Ulamie. Film będzie nosił tytuł Geniusze.

A dlaczego chciałeś być aktorem?

Ja nim byłem zanim zdążyłem się zorientować, że tego chciałem. Zdawałem maturę w Szwajcarii i raz w tygodniu miałem tam zajęcia teatralne. Przez 4 lata grałem w różnych spektaklach. Zanim więc dokonałem wyboru tego zawodu, od czterech lat już go uprawiałem. A później studiowałem we Francji aktorstwo, w Saint-Étienne.

Nie czujesz się w Polsce osamotniony?

Wręcz przeciwnie. Bardzo lubię ludzi tutaj i moje relacje z nimi. W Polsce czuję się fantastycznie. Mam świetnych przyjaciół i dobrych kolegów. Przyjaźń jest dla mnie bardzo ważna. Teraz ważniejsza niż miłość.

 Nie szukasz miłości?

Szukam, choć wiem, jak potrafi być trudna, a nawet bolesna. W Polsce zdążyłem się zakochać, tak bardzo, bardzo mocno. Myślałem, że poznałem już tę jedną jedyną, ale nam nie wyszło. A teraz wyobrażam sobie, że trafię na jeszcze większe uczucie. Wtedy przeszłość będzie się wydawała mniej wyjątkowa.

Ale życie niesie ze sobą pewne pułapki. Młodzi ludzie są rozczarowani spadkiem temperatury uczuć w związku i natężenia namiętności. Wydaje im się, że to powinno trwać wiecznie.

A ja wierzę w miłość z adoracją do końca życia. I być może miałem właśnie taką miłość. Najgorsze, że nie mogłem tego sprawdzić. A jeżeli będę wracał do niej wspomnieniami przez całe swoje życie?

Być może będziesz. Ale może się też tak zdarzyć, i pewnie się zdarzy, że ktoś Cię pokocha. I Ty pokochasz ją tak mocno, że tamto wspomnienie zblednie.

Mam nadzieję. A na razie adoptowałem psa, mieszańca. Zobacz, ma głowę jamnika, a tułów na długich łapach. W tej dziewczynie zakochałem się błyskawicznie, gdy tylko zobaczyłem ogłoszenie. I natychmiast na nie odpowiedziałem.

Musisz więc teraz więcej przebywać w domu.

W domu jest nam najlepiej. No i oboje uczymy się samotności. Lek separacyjny u psów. Straszna rzecz.

W jakim języku przemawiasz do swojej suczki?

 Po polsku oczywiście.

Posługujesz się naszym językiem bardzo dobrze.

Dzięki rodzicom, którzy dbali o to, abyśmy rozmawiali po polsku. A ja pracowałem nad tym, aby mówić bez obcego akcentu. Dobry słuch i zamiłowanie do muzyki bardzo w tym pomagają.

Ale kim się bardziej czujesz: Polakiem, Francuzem?

Z krwi i kości jestem Polakiem, chociaż jedna moja tożsamość nie wyklucza drugiej. Chyba można być w stu procentach Polakiem i w stu procentach Szwajcarem, prawda? Mnie się wydaje, że tak. 

 

Kadr z filmu Kurier

  

zdjęcie z filmu Kurier
Fot. Foto: Bartosz Mrozowski

plakat filmu Kurier
Fot. Foto: Bartosz Mrozowski

Wideo

Czy to już koniec matowych pomadek

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Po raz pierwszy Joanna Krupa z mamą! Rozmawiają o kobiecości, mężczyznach i… mężach!