Agnieszka Osiecka
Fot. Żyburtowicz/AKPA
O TYM SIĘ MÓWI

Był ostatnim mężczyzną w życiu Agnieszki Osieckiej. Rozdzieliła ich śmierć poetki

„Miałem swój przyśpieszony kurs życia”, wspominał Andre Ochodlo

Olga Figaszewska 13 stycznia 2021 19:51
Agnieszka Osiecka
Fot. Żyburtowicz/AKPA

No o czymże można gadać do rana — tylko o miłości!”, pisała [Dzienniki 1954-1955 ]. Agnieszka Osiecka potrafiła pięknie pisać o emocjach. A zwłaszcza o miłości. Zdarzało jej się leczyć zranione serce, ale i sama wielokrotnie je łamała. Mężczyźni kochali się w niej bez pamięci. A związki, w które wchodziła zazwyczaj były burzliwe. Ostatnim ważnym mężczyzną w jej życiu był Andre Ochodlo. Co ich łączyło?

Agnieszka Osiecka i Andre Ochodlo – jak wyglądała ich relacja?

Kilka tygodni temu ukazał się serial biograficzny o życiu niezwykłej poetki. Od tego czasu wiele mówi się o jej sercowych perypetiach [pisaliśmy o tym TUTAJ]

Od niedawna wiele mówi się o ostatnim mężczyźnie w życiu Agnieszki Osieckiej. Andre Hübner-Ochodlo, pochodzący z Niemiec reżyser, scenograf i pieśniarz był młodszy od autorki o 27 lat. Byli razem do końca. Rozdzieliła ich śmierć wybitnej poetki. Agnieszka Osiecka zmarła 7 marca 1997 po przegranej walce z nowotworem. Lekarze zdiagnozowali u niej raka jelita grubego.

Po raz pierwszy spotkali się wkrótce po przyjeździe młodego artysty do Polski. Zamierzał podjąć studia. Ale Andre Ochodlo nie znał zbyt dobrze języka polskiego ani tutejszych realiów. Dzięki listom polecającym (jeden z nich był adresowany właśnie do poetki) trafił do Agnieszki Osieckiej. Podobno artystka nie miała ochoty na rozmowę. Umówili się w kawiarni Hotelu Europejskiego w Warszawie. Miała nawet udawać, że nie zna niemieckiego, chociaż posługiwała się nim perfekcyjnie.

Andre Ochodlo
Fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER

„Byłem rozczarowany tym spotkaniem. Odprawiła mnie szybko. Twierdziła, że nie mówi po niemiecku, co było oczywiście nieprawdą, bo znała ten język świetnie. Poleciła skontaktować się z Jackiem St. Burasem, wybitnym tłumaczem języka niemieckiego. Po latach zapytana o to spotkanie powiedziała: ,,Nie spodobał mi się chyba twój zielony płaszcz". Oczywiście, nigdy takiego nie miałem!”, wspominał artysta [cytat ze wspomnień opublikowanych na stronie Teatru Mickiewicza].

Dopiero potem miało okazać się, jak wiele ich łączy. Nawiązała się między nimi wyjątkowa więź. Spotkali się ponownie po dziesięciu latach. W 1994 roku Andre Ochodlo wystawiał w Teatrze Atelier spektakl. Za namową Jacka Burasa poetka pojawiła się na premierze sztuki. Tamten czas był dla niej wyjątkowo trudy. Agnieszka Osiecka przeżywała śmierć mamy. Po spektaklu zaczęli rozmawiać. Ta wymiana zdań o życiu, teatrze i sztuce trwała do rana. Andre Ochodlo uważa ten moment za początek ich wielkiej przyjaźni.

„Fascynowały go problemy przenikania się kultur, bliskie (ze względu na pochodzenie ojca) również Osieckiej. Ponadto okazało się, że oboje wysoko cenią twórczość Isaaca Singera. Spotkała oddanego sobie człowieka […] Była wprost rozczulona młodzieńczymi żartami Andrzejka, jak go nazywała. Pochwalała jego twórcze wybory, podziwiała niezwykłe zorganizowanie […] Nie mogli żyć bez siebie, rozmawiali bez końca, a gdy byli oddaleni, co wieczór rozmawiali telefonicznie aż do zaśnięcia któregoś z nich”, pisał Sławomir Kopra w książce „Zachłanne na życie”.

Andre Ochodlo wcześniej nie wiedział, kim jest poetka, nie znał jej legendy.  „Zgadza się, nie wiedziałem o jej legendzie, nie znałem dobrze jej twórczości. Dla mnie Agnieszka Osiecka nosiła w sobie taki paradoks słońca i cienia. Patrzyłem i na cień i na słońce w jednej osobie. Niebywale mądre, intensywne spojrzenie, niebywale mądre słowa, niebywały dowcip i zdolność opowiadania anegdot”, mówił w wywiadzie dla Prestiż Trójmiasto w 2014 roku.

Agnieszka Osiecka w 1993 roku:

Agnieszka Osiecka, 1993 rok
Fot. ADAM JAGIELAK/East News

Chociaż Agnieszkę Osiecką i Andre Ochodlo dzieliło 27 lat różnicy, sami nigdy tego nie odczuwali. Artysta w jednej ze szczerych rozmów nie ukrywał jak wiele jej zawdzięcza.

Agnieszka Osiecka była jedynym człowiekiem w moim życiu, z którym z taką lekkością, na tak wysokim poziomie intelektualnym spędziłem czas. Wielki człowiek, wielka poetka, wielki umysł. Byliśmy razem 3 lata, aż do śmierci Agnieszki. Gdy zmarła, powoli docierało do mnie, jak wiele mi dała. Spotkanie z nią wyostrzyło moje spojrzenie na sprawy istotne. Inaczej mówiąc – miałem swój przyśpieszony kurs życia. Dzięki Agnieszce chociaż dotknąłem takich pojęć jak dobroć i tolerancja, strach, nieśmiałość, samotność”, wspominał w Prestiż Trójmiasto Marcie Jaszczerskiej.

Andre Ochodlo i Agnieszka Osiecka pracowali nad wspólnymi projektami. Poetka pomagała także w prowadzeniu teatru, poszukiwaniu sponsorów.

„Była współtwórczynią naszego teatru. Rozdawała nam całą siebie”, wspominał Andre Ochodlo w książce Sławomira Kopra. Artyści mogli liczyć ze swojej strony na szczerość, krytykę i nie obawiali się mówić o swoich odczuciach. „Interesowało nas głównie dzieło, to co razem robimy. Nie interesowały nas wzajemne adoracje, ostrożności w wypowiadaniu swojego zdania. Gdy tylko proponowałem, aby Agnieszka Osiecka coś zmieniła, ona natychmiast szła do swojego pokoju, pracowała i przynosiła kolejne wersje (śmiech). [….] To właśnie ta praca nas do siebie zbliżała. Nasze prywatne relacje i artystyczne się przenikały. Tego nie da się rozgraniczyć”, mówił Andre Ochodlo, dyrektor sopockiego Teatru Atelier. Od 1997 roku teatr nosi imię Agnieszki Osieckiej.

Poetka do końca pracowała nad ostatnim scenariuszem. Walczyła już wtedy z chorobą.

„Miała już świadomość swojej choroby, odchodzenia. Niedługo przed śmiercią wręczyła mi scenariusz jej ostatniego tekstu teatralnego, powiedziała: "Jak chcesz, to zrób coś z tym". Po jej śmierci długo zastanawiałem się, czy to upubliczniać, bo sztuka była bardzo osobista. Pokazałem tekst Jackowi Burasowi, trochę go oszlifował, bo Agnieszka nie zdążyła dokończyć. Odważyliśmy się pokazać przedstawienie w 1998 r”, wspominał 58-letni artysta.

Jak sam przyznał… Nigdy nie postrzegał Agnieszki Osieckiej jako ikony.

„Dla mnie była wówczas i pozostała do dziś przede wszystkim „Człowiekiem”, zgodnie z goethowską maksymą: „Edel sei der Mensch, hilfreich und gut!”, którą Czesław Miłosz przełożył na język polski tak: „Człowiek niech będzie szlachetny, pomocny bliźnim, dobry! (Bo tylko wtedy jest inny od wszystkich znanych nam istot)”, zakończył w poruszających słowach swoje wspomnienie.

Źródło: Teatr Atelier, Prestiż, Teatr Mickiewicza, Sławomir Koper ,,Zachłanne na życie" 

Andre Ochodlo, 1999 rok:

Andre Ochodlo, 1999
Fot. Adam Hawałej/PAP

Wideo

Trendy na wiosnę 2021. Najmodniejsze makijaże na wiosnę 2021.

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

HALINA ROWICKA I ANNA KALCZYŃSKA Jak odnaleźć się w życiu po odejściu ukochanej osoby i czy matka i córka mogą się przyjaźnić. MARIA DĘBSKA o niezależnych kobietach: matce reżyserce, ikonie lat 60. Kalinie Jędrusik, którą zagrała, i o... sobie. MARIUSZ WILCZYŃSKI – malarz, performer, twórca animacji. Jego animowany film „Zabij to i wyjedź z tego miasta” to absolutny światowy hit! Pierwsza w historii Stanów Zjednoczonych kobieta wiceprezydent – KAMALA HARRIS zmienia świat. GRZEGORZ SKAWIŃSKI Życie rockmana w czasach pandemii. W cyklu PODRÓŻE: Czy w tym roku poszusujemy i gdzie – top lista najsłynniejszych zimowych kurortów.