Julia Wróblewska
Fot. Artur Zawadzki/REPORTER
O TYM SIĘ MÓWI

Julia Wróblewska szczerze o chorobie: „Mam jedno z zaburzeń osobowości...”

Aktorka przyznała, że przyjmuje leki. Wyjaśniła, jak na nią działają

Rafał Kowalski 28 stycznia 2020 15:55
Julia Wróblewska
Fot. Artur Zawadzki/REPORTER

Julia Wróblewska dorastała na naszych oczach, ale niewiele osób zauważyło, że na co dzień radosna 21-latka, w domowym zaciszu zmaga się z zaburzeniem osobowości. Aktorka opowiada o tym na swoim Instagramie bez ogródek, bo wierzy, że jej doświadczenia mogą pomóc innym. Po pierwsze, Julia Wróblewska zachęca, by przy zauważeniu jakichkolwiek niepokojących objawów np. niestandardowych zachowań, udać się do psychiatry. Po drugie, gwiazda M jak miłość opowiedziała, jakie przyjmuje leki i czym choroba objawia się u niej.

Julia Wróblewska o zaburzeniu osobowości. Jakie bierze leki?

Aktorka wyjawiła fanom, jakie przyjmuje na co dzień leki. „Pochodzą one z grupy SNRI. Rozwijając skrót: Selektywny Inhibitor Wychwytu Zwrotnego Serotoniny i Noradrenaliny”, napisała gwiazda w sieci. Jak działają? „Nie mają żadnego wpływu na naszą koncentrację, nie powodują senności ani tym bardziej nie zmieniają naszego myślenia. Nie mają żadnego natychmiastowego wpływu, musi upłynąć miesiąc regularnego ich brania by zobaczyć jakikolwiek skutek. […] Leki nie mają wpływu na naszą osobowość”, wyjaśniła 21-latka.

Jaki wpływ mają tabletki na organizm pacjenta? „Osoby z depresją lub innymi zaburzeniami mają za mało neuroprzekaźników, więc leki te powodują ich mnożenie, przez co wracamy do normalnego poziomu, który ma każdy zdrowy człowiek. Celem jest przywrócenie równowagi hormonalnej w mózgu, nie ma tu mowy o żadnym otumanieniu, wręcz przeciwnie. Jak już pisałam, te leki nie powodują, że nie jestem sobą, a to że jestem sobą! Bo jeśli bycie sobą to leżenie tygodniami w łóżku, jedzenie raz na 2 dni, smutek i nienawiść do samej siebie, to ja dziękuję za taką mnie!”, dodała.

Przypomnijmy, że Julia Wróblewska przyjmuje medykamenty, które zostały zapisane jej przez specjalistów. Na co dzień aktorka przechodzi terapię psychodynamiczną. Polega ona na przepracowaniu problemów. „Zaczęłam od poznania się z moją terapeutką i opowiedzeniem o tym, dlaczego zgłosiłam się do psychiatry, co utrudnia mi funkcjonowanie i przedstawiałam powoli moją przeszłość”, zaczęła swój jeden z niedawnych wpisów gwiazda. „Przepracowujemy ją -często muszę walczyć sama ze sobą, żeby dać sobie poczuć te „złe” emocje, zwalczyć lęk. Terapeutka próbuje je wywoływać. To tak jakbym emocje, których nie chcę czuć, całe życie wrzucała za tamę. Jeśli tama się rozbije, a bez leczenia na pewno w końcu puści, zaleją mnie. Więc stworzyłyśmy drabinę na jej szczyt i zalewamy mnie powoli. Wiaderko po wiaderku, tak żebym mogła je przyjąć, ale nie utopić się w nich, nauczyć się w nich pływać. Czuję się niekomfortowo, ale nie zagraża to mojemu życiu i gdy w końcu wszystkie przepracuję, będę mogła być szczęśliwa”, dokończyła tłumaczenie.

Trzymamy kciuki za Julkę i wszystkie osoby, które miały odwagę zwrócić się z problemami do specjalistów. Mamy nadzieję, że dzięki pomocy odpowiednich osób, szybko wrócą do równowagi psychicznej. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Julia Wróblewska (@juleczkaaa_jula)

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Dziś wracam do regularnej terapii po dłuższej przerwie i przypomniało mi się to, że wielu z Was pyta mnie jak ona wygląda, czy powinni się na nią wybrać. Zacznę od tego, że jeśli podejrzewacie u siebie problem, powinniście umówić się na wizytę u psychiatry. Ja nie mogę Wam powiedzieć, czy nadajecie się do tego typu leczenia, ponieważ nie mam takich uprawnień. Jeśli chodzi o samą psychoterapię, mamy jej wiele rodzajów. Ja przechodzę terapię psychodynamiczną. Nie jestem w stanie opisać innych, ale mogę opowiedzieć jak wygląda moja. Zaczęłam od poznania się z moją terapeutką i opowiedzeniem o tym, dlaczego zgłosiłam się do psychiatry, co utrudnia mi funkcjonowanie i przedstawiałam powoli moją przeszłość. Przepracowujemy ją-często muszę walczyć sama ze sobą, żeby dać sobie poczuć te „złe” emocje, zwalczyć lęk. Terapeutka próbuje je wywoływać. To tak jakbym emocje, których nie chcę czuć, całe życie wrzucała za tamę. Jeśli tama się rozbije, a bez leczenia na pewno w końcu puści, zaleją mnie. Więc stworzyłyśmy drabinę na jej szczyt i zalewamy mnie powoli. Wiaderko po wiaderku, tak żebym mogła je przyjąć, ale nie utopić się w nich, nauczyć się w nich pływać. Czuję się niekomfortowo, ale nie zagraża to mojemu życiu i gdy w końcu wszystkie przepracuję, będę mogła być szczęśliwa. Ta praca głównie polega na przepracowaniu Waszych uczuć, stworzeniu miejsca, w którym poczujecie się bezpiecznie. Na nauce samoświadomości, swoich toksycznych schematów, które zaczniecie zauważać, rozpoznawać i wdrażać coś zdrowszego, aż stanie się to nawykiem. To nic strasznego, jednak musicie pogodzić się z tym, że czasem będzie niekomfortowo. Mówienie o tym co Was boli i myślenie o tym, by to przepracować jest cholernie trudne. Jednak widząc przed sobą jasny cel, coś co kiedyś wydawało się nieosiągalne, jestem w stanie się przełamać. Jak już kiedyś pisałam: „Niewyrażone emocje nigdy nie umierają. Zostają zakopane żywcem, aby powrócić później w znacznie gorszej postaci”. Moje wróciły i muszę ten ciężar znieść. Po 2 latach czuję się lepiej. Lepiej rozumiem siebie, moje emocje i zaburzenie. Leczenie jest trudne, ale nie jest niemożliwe i tylko Wy możecie sobie pomóc. Miłego dnia wszystkim ♥️

Post udostępniony przez Julia Wróblewska (@juleczkaaa_jula)

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trener personalny DANIEL QCZAJ zdobył się na coming out. Co mu dała ta decyzja, a co zabrała? ALŻBETA LENSKA dwa lata temu o mało nie umarła. To wydarzenie w zaskakujący sposób zmieniło jej życie. W VIVIE! na Lato cykl Ona o Niej – MAŁGORZATA POTOCKA o KALINIE JĘDRUSIK: „Przez jednych kochana, przez innych nienawidzona. Polska Marilyn Monroe…”. W cyklu Sztuka gotowania – AGNIESZKA MACIĄG zdradza, jak zatrzymać młodość. W Podróżach z Historią – kultowe miejsca: magiczna leśniczówka w Praniu, Krzyże „lepsze niż Paryże…”.