Irena i Janusz Szewińscy
Fot. Marcin Kmieciński
NIEZWYKŁE HISTORIE

Tak mąż wspomina Irenę Szewińską: „To była piękna miłość”. Jak wyglądała ich 60-letnia historia?

Dziś lekkoatletka obchodziłaby swoje 76 urodziny!

Karol Sowa 24 maja 2022 18:57
Irena i Janusz Szewińscy
Fot. Marcin Kmieciński

Z mężem znała się prawie 60 lat. Nie ma dnia, żeby nie myślał o swojej żonie. Janusz Szewiński nie czuje się samotny, ale bardzo doskwiera mu tęsknota. O swojej relacji z ukochaną mówił: „To była piękna miłość. W ogóle nie rozmawialiśmy o śmierci i marzyliśmy, by pojechać wspólnie na igrzyska do Tokio, ale Irena nie zdążyła”, opowiadał mąż Ireny Szewińskiej w rozmowie z Onetem. Jak wyglądała relacja siedmiokrotnej medalistki olimpijskiej i jej ukochanego? Dziś pani Irena obchodziłaby urodziny...

Jak poznali się Irena Szewińska i Janusz Szewiński? 

Swojego przyszłego męża poznała na bieżni. Była ona najwybitniejszą polską lekkoatletką. Jej ukochany natomiast był płotkarzem z renomą. Odkąd się poznali, mieli się ku sobie. Z czasem Janusz Szewiński został jej trenerem. Po jakimś czasie, bo w 1967 roku, wzięli ślub. „Spotkałem ją pierwszy raz na stadionie Polonii Warszawa, wtedy razem uprawialiśmy lekkoatletykę. Pamiętam, jak w 1962 roku pojechaliśmy na zgrupowanie do Kluczborka i wracając pociągiem, graliśmy we flirt. Już wtedy bardzo mi się podobała, ale nie wiedziałem na początku, czy z wzajemnością, bo była zamknięta w sobie. W końcu mama ją zapytała: „Masz tam, Irenko, jakiegoś kawalera?” – „No, mam takiego starszego pana.” A ja byłem starszy 4,5 roku! Ale nie załamałem się, tylko śmiałem się z jej słów.

Chodziliśmy na spacery, do kina… Irena bardzo lubiła tańczyć, ale ja za parkietem nie przepadałem. Pamiętam, jak mieliśmy zakończenie sezonu połączone z wieczorkiem tanecznym, a ja już wtedy pasjonowałem się fotografią. Wręczyłem Irenie paczkę jej zdjęć. Myślała, że każdy zawodnik otrzymuje taki prezent. Dopiero później się dowiedziała, że przygotowałem fotografie specjalnie dla niej”, opowiadał Janusz Szewiński. 

Mąż lekkoatletki dodał również, że wiele kłamstw pojawiło się w mediach na temat ich relacji: „Na przykład, że czasem jako jej trener nie chciałem wychodzić na trening, gdy padało, a Irena szła sama, bo była taka wytrwała. Nic takiego nie miało miejsca. Kiedyś Jerzy Urban napisał też w swojej książce, że Polska Ludowa wydała Irenę za mąż, żeby zmienić jej żydowskie nazwisko. Dajmy spokój… dziś nie chce mi się już prostować niektórych informacji, to nie ma sensu. W każdym razie na wspólną kawę też nie czekałem pół roku. W 1967 roku wzięliśmy ślub i zorganizowaliśmy wesele na 40 osób w Hotelu Europejskim. To były trudne czasy, ale przecież musieliśmy godnie uczcić nasze zaślubiny. Na szczęście teść kolegi z Przeglądu Sportowego pracował jako dyrektor hotelu, dzięki temu załatwiłem salę po niższej cenie. A wcześniej, gdy pojechałem na wycieczkę do Związku Radzieckiego, kupiłem w Moskwie pierścionek z małym brylancikiem, żeby się oświadczyć”, wspominał. 

CZYTAJ TAKŻE: Ozzy Osbourne zmaga się z chorobą Parkinsona: „Moje nogi odmawiają posłuszeństwa"

Dzieci Ireny Szewińskiej 

Irena Szewińska kiedyś powiedziała: „za moimi sukcesami stali najbliżsi. Cieszę się, że nigdy nie musiałam wybierać między karierą a rodziną”. Miała dwóch synów. Starszy z nich – Andrzej – poszedł w ślady rodziców i również został sportowcem. Był siatkarzem grającym w polskiej reprezentacji na pozycji atakującego. Kiedy zakończył karierę, postanowił zostać działaczem sportowym i politykiem. Przez dwie kadencje pełnił funkcję senatora, a następnie został wiceprezydentem Częstochowy. Młodszy syn o imieniu Jarosław zajmuje się programowaniem oraz informatyką. Irena Szewińska była również szczęśliwą babcią dwójki wnucząt: Ady i Adama. 

Irena Szewińska i Janusz Szewiński
Fot. Krzysztof Jarosz / Forum

Irena Szewińska i Janusz Szewiński
Fot. Jan Rozmarynowski / Forum

Jak dzisiaj wspomina żonę Janusz Szewiński? 

W rozmowie z Dariuszem Faronem mąż lekkoatletki mówił: „Rany ciągle są świeże. Z Ireną spędziłem większość swojego życia, byliśmy małżeństwem przez 51 lat, a znaliśmy się prawie sześćdziesiąt, więc dziś bardzo mocno odczuwam jej nieobecność. Zostałem w domu sam, mam dwa psy i kota. Dobrze, że syn blisko mieszka i często mnie odwiedza. Bardziej niż samotność doskwiera mi tęsknota za żoną. Jak pan wie, pracowałem przez lata jako fotoreporter Przeglądu Sportowego, mam w domu tysiące zdjęć Ireny, bo dokumentowałem jej karierę od samego początku. Gdzie nie spojrzę, widzę żonę, jej puchary, medale… Z jednej strony tęsknię, z drugiej – w pewnym sensie ciągle jest obecna w moim życiu”, podkreślał wzruszony. 

„Nie żyję wyłącznie przeszłością, ale też nie odcinam się od niej. I, tak jak panu powiedziałem na początku, codziennie myślę o Irenie. To była piękna kariera sportowa, ale też piękna miłość...”, opowiadał w tym samym wywiadzie. Mąż lekkoatletki często wspomina wspólne przygody czy wyjazdy. „Na przyjęcie do prezydenta Francji w pałacu przyjechaliśmy maluchem. Ochrona zaczęła mnie gonić i krzyczeć, żebym spier****”, wspomina z uśmiechem.

Na rodzinę spadł jednak w końcu bolesny cios. Irena Szewińska zachorowała. „Niestety w 2013 roku dość przypadkowo, przy okazji innych badań, lekarze stwierdzili, że są przerzuty na kości, płuca i wątrobę. Mimo trudnej sytuacji udało się zahamować rozwój raka aż do momentu, gdy pojawiła się wspomniana białaczka. Irenka walczyła do samego końca. Kilka dni przed pójściem do szpitala, w ostatnim stadium choroby, była nawet na Pikniku Olimpijskim. Na zewnątrz nie dawała po sobie poznać, że cierpi, ale gdy wracała do domu, od razu się kładła. Brała dwie bardzo silne chemie równocześnie, a to jest coś strasznego. Człowiek zaczyna chodzić po ścianach”, wspomina. 

CZYTAJ TAKŻE: Grażyna i Adam Torbiccy są małżeństwem już od 41 lat. Taka miłość się nie zdarza...

„Starałem się podnosić Irenę na duchu, pocieszać ją w trudnych momentach. Mocno przeżywałem jej chorobę, ale nie okazywałem tego. Rak nie był w naszym domu żadnym tabu, bo nie dało się uniknąć tematu, ale cały czas miałem nadzieję, że żona wygra tę walkę. Zresztą ona też żyła nadzieją. W ogóle nie rozmawialiśmy o tym, że Irena może odejść. Marzyliśmy, by pojechać razem na nadchodzące igrzyska olimpijskie do Tokio, bo żona uwielbiała to miasto, miała z Japonii dużo pięknych wspomnień i była tam popularna. Bardzo chcieliśmy tam wrócić, ale Irena nie zdążyła…”, dodaje. 

„Takie momenty jak rocznice są dla mnie szczególnie trudne. Zresztą i tak nie ma dnia, bym nie myślał o żonie. Bardzo długo chorowała na nowotwór, ale mogła z tego wyjść i być tutaj ze mną. Brała mnóstwo środków przeciwbólowych i antybiotyków, przez co poleciały wyniki krwi. Straciła odporność i zachorowała na galopującą białaczkę. W piątek miała wyjść ze szpitala. Jeszcze w środę normalnie rozmawialiśmy, oglądaliśmy nawet mecz Polska – Japonia w piłce nożnej. I nagle stan żony z godziny na godzinę bardzo się pogarszał. Dzień później odeszła”, czytamy. 

Obecnie Janusz Szewiński ma 80 lat. Życzymy dużo zdrowia. 

Irena Szewińska i Janusz Szewiński
Fot. Krzysztof Kuczyk / Forum
Irena Szewińska, Janusz Szewiński z dzieckiem
Fot. Tomasz Prazmowski / Forum

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

KAROLINA PISAREK i ROGER SALLA: tuż przed ślubną ceremonią modelka opowiada o niespodziewanych oświadczynach, swoim związku i przygotowaniach do ślubu. MICHAŁ WIŚNIEWSKI: po co mu ten ślub?! Wyznania mężczyzny, który pięć razy mówił „tak”. AGATA TUSZYŃSKA często przedkładała wszystko nad kolejne książki. Czy to był dobry wybór? Czy nie żałuje? I czy w ogóle umie żyć inaczej? Do refleksji. ŚLUBY WSZECH CZASÓW: Kelly i książę Rainier, Beaulieu i Presley, Yoko Ono i Lennon, Diana i książę Karol… Ich śluby zawładnęły zbiorową wyobraźnią.