Martyna Wojciechowska od lat cieszy się niesłabnącą popularnością, a każdego dnia inspiruje miliony kobiet wielką siłą charakteru. Podróżniczka przeszła długą drogę do szczęścia, wykazując się niezwykłą determinacją i dążeniem do celu. W najnowszym numerze Twojego stylu opowiedziała o samotnych świętach, tęsknocie za najbliższymi oraz swojej wewnętrznej przemianie.

WIDEO…

player placeholder

Samotne święta Martyny Wojciechowskiej

W rozmowie z Agnieszką Litorowicz-Siegert Martyna Wojciechowska odkryła swoją delikatniejszą stronę. Opowiedziała o samotnych świętach, gdy 11 lat temu po narodzinach córki Marysi wyjechała na Antarktydę: „Nie mogłam się odnaleźć, nie wiedziałam, kim jestem i co to znaczy być matką. Przytłoczyła mnie odpowiedzialność. Czułam się, jakbym zniknęła”.

Choć nie była w dobrej formie, podjęła się wyczerpującej wyprawy. Niestety podczas niej nie wszystko szło zgodnie z planem i przyszedł czas załamania - gdy połączyła się na Skypie z mamą, która zajmowała się wówczas Marysią, natychmiast zalała się łzami i chciała wracać. To właśnie mama zmobilizowała ją do dalszej podróży, mówiąc, że jeżeli nie zrealizuje celu, będzie na siebie zła.

Zobacz także:

Drugiego stycznia zdobyła Masyw Vinsona, ale sama twierdzi, że ważniejszy był sukces terapeutyczny: „Pierwszy raz doświadczyłam prawdziwej tęsknoty. (...) Zrozumiałam, że pojechałam na Antarktydę, by odnaleźć siebie jako matkę i jako kobietę. (...) Zrozumiałam, że nie jestem cyborgiem, który nawet jeśli mdleje i odmraża palce, to wbija pazury w lód i idzie do góry. Mam prawo do wątpliwości, strachu, bólu. To był przełom”.

Wojciechowska o kontakcie z najbliższymi podczas podróży

Dziennikarka wyjawiła, że podczas podróży, poświęca się całkowicie pracy i nie odbiera telefonów. Na głośno ma ustawiony wyłącznie dzwonek od swojej córki, na którego dźwięk wszystko rzuca i rozwiązuje problemy. Z pozostałymi potrafi nie rozmawiać kilka dni, wysyłając wyłącznie wiadomości, że żyje: „Robię tak, bo przechodzenie z życia bohaterki programu do mojego życia jest dla mnie bardzo trudne. Przemek, mój partner, to rozumie. Wie, że na krańcach świata żyję w świecie równoległym”.

Równocześnie jednak cały czas o nich myśli. Gdy jej trudno wyciąga m. in. liściki oraz rysunki od Marysi czy pamiątki rodzinne. W euforycznych momentach żałuje, że nie ma ich obok: „Zazwyczaj przychodzi myśl: szkoda, że Mania tego nie widzi albo że nie ma teraz Przemka. Z reguły towarzyszy mi poczucie, że jeszcze tu wrócę. Albo że razem zrobimy coś podobnego”.

Momenty przełomowe w życiu Martyny

Martyna Wojciechowska opowiedziała także, jakie momenty przełomowe najbardziej wpłynęły na jej życie. Pierwszym z nich była śmierć jej przyjaciela i operatora kamery Rafała Łukaszewicza, który zginął podczas wypadku w 2004 roku. Choć siedzieli obok siebie, jej nic się nie stało: „Postanowiłam, że odtąd będę żyć podwójnie, za nas dwoje. Że zrobię dwa razy więcej”.

Drugim były z kolei narodziny córki: „To rozbudziło moją empatię wobec innych kobiet. Zrozumiałam, że miejsca, do których podróżuję, to tylko scenografia. Że w skali świata znacznie więcej nas łączy, niż różni. Wszystkie chcemy tego samego - być szczęśliwe i bezpieczne, kochać i być kochane, chcemy zapewnić lepsze życie naszym dzieciom. Chcemy być piękne, choć każda z nas inaczej to piękno postrzega”.

Martyna Wojciechowska

imgpSRW4r-fc56d7c
Olga Majrowska
Martyna Wojciechowska, VIVA! 19/2019
Zdjęcia Mateusz Stankiewicz/Samesame