DZIECI GWIAZD

Dwa kilogramy szczęścia Agaty Mróz, czyli córka siatkarki, Liliana. Jak teraz wygląda?

Podobna do mamy?

Weronika Kostyra 4 czerwca 2019 14:33

Historię jej narodzin obserwowała cała Polska. Córka siatkarki Agaty Mróz, Liliana Olszewska, ma teraz 10 lat. Gdy Agata Mróz dowiedziała się o ciąży, była już bardzo chora. Miała wyznaczoną datę operacji przeszczepu szpiku kostnego, kiedy w trakcie rutynowych badań odkryto ciąże. W 2008 roku, tuż po urodzeniu córeczki, w rozmowie z VIVĄ! opowiedziała o swoim ogromnym szczęściu. Niewiele później okazało się, że był to zarazem ostatni wywiad.

Agata Mróz o córce

Agata Mróz-Olszewska: Sama nie mogłam uwierzyć, kiedy zobaczyłam te dwie magiczne kreseczki. Jadąc we wrześniu na kwalifikację do przeszczepu szpiku, musiałam rutynowo zrobić test ciążowy. W pierwszej chwili myślałam, że to pomyłka. Zrobiłam drugi test i wynik powtarzał się. Lekarze mówili, że przy moim stanie zdrowia jest to prawie niemożliwe. Zadzwoniłam szybko do męża. Mówię: „Kochanie, usiądź…”. Przestraszył się, bo myślał, że coś złego dzieje się ze mną. „Jestem w ciąży!” Po drugiej stronie krótka cisza i śmiech. Myślał, że to żart. Zadzwoniłam do lekarki, która też była zaskoczona, ale żeby mieć stuprocentową pewność, wysłała mnie na badania. Już miałam wyznaczony termin operacji – 22 listopada. Pojechałam wcześniej na kwalifikację do Katowic po to tylko, żeby powiedzieć: „Niestety, muszę to przesunąć, bo jestem w ciąży”. Komisja lekarska zamarła. Nikt nie był na to przygotowany.

Kobieca intuicja nic Ci wcześniej nie podpowiadała?

Agata Mróz-Olszewska: Mój organizm jest nieprzewidywalny. Nauczyłam się pewne symptomy wyolbrzymiać, a pewne wprost przeciwnie – ignorować. To ciągłe balansowanie na krawędzi. Skala reakcji i odczuć jest ogromna. Dużo jest niespodzianek. Dopiero kiedy już miałam pewność, że jestem w ciąży, przypomniało mi się, że ostatnio faktycznie zaczęłam jeść rzeczy, za którymi do tej pory nie przepadałam. Na przykład żółty ser.

Wierzysz w to, że dziecko nie pojawia się na świecie przez przypadek?

Agata Mróz-Olszewska: Tak. Kiedy już ochłonęliśmy, pomyśleliśmy z Jackiem, że to dobry znak od Boga. Że jeszcze w naszym wspólnym życiu coś jest nam dane. Że zasługujemy na szczęście. Najpierw czekałam na właściwego mężczyznę, a kiedy już byliśmy z Jackiem po ślubie, to skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie rozmawialiśmy o dziecku. Nie planowaliśmy tego, ale też nie broniliśmy się. Ostatnią szansę miałam przed przeszczepem. W moim przypadku ryzyko niedonoszenia ciąży było większe niż u zdrowej kobiety. Przekonywało mnie to, że mielodysplazja szpiku nie jest chorobą genetyczną. Gdyby było inaczej, w ogóle nie byłoby mowy o ciąży. Nie zaryzykowałabym.

– Co czułaś, gdy zobaczyłaś Lilianę po raz pierwszy?

Agata Mróz-Olszewska: Kiedy obudziłam się z narkozy, Jacek pokazał mi film, który nagrał po urodzeniu. Kiedy mogłam już usiąść na wózku, wydałam komendę: „Jedziemy!”. W jednej ręce z cewnikiem, w drugiej z drenem. Nieważne. Jedziemy. Kiedy zobaczyłam Lilianę, zaczęłam płakać. Taka maleńka. Dwa kilogramy szczęścia. Cieszyłam się, że się udało. Że jest z nami. Że jest zdrowa. Widzę w niej Jacka. Wykapany tata.

Agata Mróz odeszła, gdy mała Liliana miała zaledwie dwa miesiące. Została pod opieką taty. Jacek Olszewski nie załamał się i ani przez chwilę nie brał pod uwagę tego, że nie będzie wychowywał córki sam. O swoim podejściu do samotnego ojcostwa opowiedział w wywiadzie w 2009 roku:

Jacek Olszewski o córce

Jacek Olszewski: Ostatnio znalazłem w domu test ciążowy Agaty. Spojrzałem na tę cienką czerwoną kreseczkę i zrobiło mi się ciepło na duszy. Ja tego dziecka pod sercem nie nosiłem, mogłem Agatę wspierać, ale to ona wybrała. Chodziłem z nią na każde badanie. I długo czułem nieznośny ciężar. Wiedziałem, że kiedy zacznie się dziać bardzo źle, to ja będę musiał podjąć najtrudniejszą decyzję: usuwamy ciążę, bo ratujemy Agatę! Ona nigdy nie wybrałaby siebie. Patrzyłem, jak bardzo cierpiała. Miała transfuzje, krwiaki nóg usuwane operacyjnie, nie mogła chodzić, ale niezłomnie czekała na dziecko. Odetchnąłem dopiero, kiedy dotrwaliśmy do piątego miesiąca. Wtedy zacząłem się cieszyć, było wiadomo, że można już będzie ratować je obie. Wtedy naprawdę pomyślałem o sobie: ja – ojciec.

O tym, że może jej się nie udać, rozmawiałeś z Agatą tylko raz. Co wtedy Ci powiedziała?

Jacek Olszewski: Że nie wyobraża sobie, by ktoś inny poza mną mógłby wychowywać jej dziecko. Gdy umarła, mogłem zacząć pić, oddać Lilkę rodzicom albo do domu opieki. Tak, tak, nie dziw się. Oboje dobrze znaliśmy kobietę, która mając dziecko, poznała mężczyznę, on tego dziecka nie akceptował, i co? Zostawiła je w ośrodku wychowawczym. Dziś ta kobieta nie ma szczęścia, szacunku wśród ludzi, a dziecko się stoczyło. Nie musiałem obiecywać Agacie, że nigdy tak nie zrobię. Wiedziałem, że nie mógłbym tego cudu, Lilki, oddać za nic nikomu.

Ale bałeś się, czy to udźwigniesz?

Jacek Olszewski: Czasem człowiek po wielkiej stracie zamartwia się tak, aż sięga dna. I wtedy może się odbić. Nie miałem takiej możliwości. Musiałem się trzymać, dla dziecka. Rodzice Agaty zaproponowali, żebym u nich zostawił małą. Nie chciałem. Jeszcze przyjdzie taki czas, kiedy będzie jeździła do dziadków na wakacje. Parę dni po pogrzebie moja mama powiedziała: „Może zrezygnuję z pracy i zajmę się Lilką, bo ty chyba sobie nie poradzisz?”. Wykrzyczałem: „Muszę, mamo! Córka jest wszystkim, co mi zostało!”. Radziłem sobie od samego początku. Lilka była wcześniakiem, ale kiedy wreszcie znalazła się w domu, siedziałem z nią całe dnie. Po pracy wpadała do mnie mama, wtedy jechałem do szpitala do Agaty. Wracałem. A w nocy wstawałem do córeczki równo co trzy godziny.

Co czułeś, kiedy Lilka po raz pierwszy powiedziała „mama”?

Jacek Olszewski: A wiesz, że jej pierwsze słowo brzmiało „tata”. Mówi też „mama”, choć przecież jej tego nie uczyłem.

Przez lata Jacek Olszewski był samotnym ojcem i wzorowo opiekował się córką, która chodzi do szkoły, interesuje się sportem i ma talent plastyczny. Jak wyjawił niedawno, od roku nie są już sami, bo odnalazł nową miłość, kobietę, której zaufał. Agnieszka Frąckowiak okazała Jackowi wsparcie i zrozumienie. Sama ma dorosłą córkę, więc szybko odnalazła wspólny język z małą Lilianą. Czy dziewczynka zaakceptowała nową sytuację? Jacek Olszewski zdradził to niedawno w programie „Pytanie na śniadania”:

„Tak. Oczywiście na początku, jak to dziecko, dzieci są zazdrosne, nawet jak rozumieją, że nie tracą rodzica, tylko mogą zyskać coś więcej.”

W naszej galerii możecie zobaczyć jak rośnie i zmienia się Liliana. Jest naprawę śliczną dziewczynką! ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Izabela Janachowska o cudzie macierzyństwa i synku Christopherze, Dominika Tajner w pierwszym wywiadzie po rozstaniu z Michałem Wiśniewskim oraz Krystyna Demska-Olbrychska i Daniel Olbrychski o przepisie na udane małżeństwo.